W zapisie nazwy Szczecin, który ma promować miasto, aż roi się od błędów. W opisie rozwoju miasta są byki ortograficzne. Władze Szczecina twierdzą, że celowe. Prezydent przeprasza jednak wszystkich, których niechlujstwo tekstu uraziło. Językoznawca Ewa Kołodziejek wylicza: 12 błędów ortograficznych w opisie wizji Szczecina, jeszcze więcej stylistycznych i interpunkcyjnych. Sam tekst jest pseudointelektualnym i pseudoartystycznym bełkotem.
Fonetycznie zapisany Szczecin miał być odczytany bez trudu przez młodych ludzi na całym świecie.
- Myślałem, że to może po łacinie - mówi Piotr, student budownictwa ze Szczecina. Nie lepiej jest z obcokrajowcami.
- Nie mam pojęcia co to jest. Kod językowy? My chyba używamy innego, prostszego... - zastanawia się Jonathan, informatyk z USA. Zgadując na podstawie znanego mu transkryptu przeczytał: dżeczesin.
Alex, pracownik firmy elektronicznej z Kanady był kiedyś w Szczecinie.
- Mniej więcej wiem jak to się wymawia - mówi. - Ale na podstawie kodu, nigdy bym nie zgadł. My się tego nie uczymy. Może Europejczycy? Chyba lepiej by było umieścić plik dźwiękowy z wymową zamiast tego kodu?
- No zupełnie nie wiem... Suzusin? - zastanawia się Aiko, inżynier z Japonii. Podobne kłopoty ma Akira, jej rodak.
- Siszeczesin? Uczyłem się kiedyś podobnego kodu gdy byłem na wymianie studentów w Ameryce, ale teraz nie wiem... - mówi.
Fragmenty pochodzą z strony internetowej Głosu Szczecińskiego
Artykuł powiązany z tematem na blogu – „Sfetsfin (czytaj Szczecin)”
Jak pisałem wcześniej – nowy sposób na promocję miasta okazuje się póki co chyba największą promocyjną klapą w ciągu ostatnich ładnych kilku lat. Rozumiem, że warto kombinować, warto myśleć nad dobrym pomysłem i zaprezentować się oryginalnie. Włodarze mojego rodzinnego miasta z tego co wymieniłem zrobili jedną rzecz – zaprezentowali się bardzo oryginalnie, tylko że nie w tym kierunku co trzeba.
Wcześniej, gdy komentowałem pomysł na promocję miasta, jako idea zupełnie źle wykonana, wszyscy mi mówili, że „właśnie o to chodzi by wszyscy zrozumieli”. A jak widać – nikt nie rozumie, prócz tego znalazło się masę błędów w zapisie… Miasto zapłaci za pracę twórcom 480 tysięcy złotych, zaś blisko 1,3 mln złotych przewidziano na wprowadzenie nowego sposobu promocji. Ja powiem tylko jedno zdanie i jedno słowo, jako swój ostateczny (w tym poście) komentarz do całej sprawy:
- Znów będzie trzeba wszystko poprawiać, co u nas w mieście jest tradycją…
- Spierdoliliście…
Nie będę dosładzał, że niby pomysł taki sobie i można by go poprawić… w tym mieście już nie ma miejsca na dosładzanie problemów…
Dołącz do stałych czytelników, subskrybuj kanał RSS!
Bądź zawsze na bieżąco z najnowszymi aktualizacjami.







Sam pomysł jest dobry, nawet bardzo, tylko sposób wprowadzenia, przekazania ludności na prezentacja dużo poniżej normy. Przecież takie błędy rażą w oczy jak cholera.
A dzisiejszy wywiad z prezydentem – kompromitacji ciąg dalszy.
Quo Vadis? chciałoby się zapytać?
E tam… ja już zaczynam wierzyc, ze w tym miescie wiele sie nie zmieni. Wielu pyta – czemu my zwykli ludzie nic nie robimy – a ja odpowiadam: bo i tak nikt nas nie slucha.
Ładny macie tam, za przeproszeniem, burdel w urzędzie miasta…
No od kilku kadencji prezydenckich nie możemy się doczekać w końcu kogoś normalnego…