Tak właśnie nazwałbym Rosję – atomową pomyłką. Posiadają to „coś”. Broń masowego rażenia, atomowe okręty podwodne, atomowe lodołamacze. Wiele atomowych rzeczy…
Ale czy przypadkiem kraj ten nie jest atomową potęgą zagrażającą wszystkiemu wokół, również i sobie?
Każdy słyszał o Czarnobylu, o historii, w której Radziecka Rosja tuszowała swoje błędy ile wlezie, tak by świat się nie dowiedział. Tymczasem ogromne tereny zostały na setki lat skażone. W historii Rosji wiele było wydarzeń, gdzie tylko za sprawą szczęścia lub przypadku nie doszło do atomowej tragedii – czy to ogromnego skażenia, czy to do wycieku radioaktywnych substancji, czy to nawet atomowej wojny. Kursk pamiętacie?
Zaczynam się zastanawiać czy to aby nie Rosja doprowadzi kiedyś do sytuacji, w której świat stanie w obliczu atomowego skażenia lub atomowej wojny. Niemal wszystkie incydenty mające swój związek z bronią atomową lub tuszowaniem atomowych problemów stoją po stronie Rosji.
Ostatnimi dniami zrobiło się nieco głośno o pewnym rosyjskim statku – MCL Trade – który wpłynął na mieliznę u wybrzeży Danii. Zupełnie nie przypadkiem – cała załoga była pijana. Cała akcja była wręcz priorytetem w duńśkich służbach, nie z tego powodu, żeby wyleczyć kapitana i załogę z zatrucia alkoholowego… ale z tego powodu, że MCL Trade to statek do przewozu radioaktywnych odpadów.
Ładnie, ładnie… kolejny przykład, że wystarczy podstawić Rosjaninowi wódkę, by ten wjechał atomowym „g…” w cokolwiek się da.
Osobiście dbanie Rosji o swoje zasoby atomowe (łącznie z odpadami) porównałbym do trzech pijaczków, z których jeden trzyma zakorkowaną butlę z atomową tragedią i puka sobie nią o kant stołu.



Jak im przysłowiowo gdzieś przypadkiem atomowy grzybek pierdyknie, to chodź by nie wiem jaki wielki był, to Rosjanie i tak by go czerwonym płaszczem przykryli, że niby nigdy nic…
<blockquote cite="Midvith">Osobiście dbanie Rosji o swoje zasoby atomowe (łącznie z odpadami) porównałbym do trzech pijaczków, z których jeden trzyma zakorkowaną butlę z atomową tragedią i puka sobie nią o kant stołu.
Doskonałe porównanie! Idealne! W sumie nie mam w takim razie co komentować w tym poście, bo mniej więcej podobnie chciałem go opisać :) ale cóż, przeczytałem końcówkę i mnie ubiegłeś.