Tak, tak… już masz zamiar zamknąć tą stronę, bo pewnie są tu opisane kolejne bzdury o paleniu. Błąd… Odrobinę świadomości nikomu nie zaszkodzi. Dziś jest Narodowy Dzień bez papierosa. I nie jest to powód do pisania tego postu, a jedynie przypomnienie czym może palenie się skończyć.
Z badań wynika, że ilość palących wcale nie maleje, najszybciej rośnie liczba palących kobiet i dziewcząt. Raz miałem okazję zapytać kilka dziewczyn, które zaczęły palić, czemu to robią, odpowiedź okazała się nader zaskakująca – dla fazy. Teraz te kilka dziewczyn ma problem z rzuceniem, nigdy nie mają grosza przy duszy. Mimo wszystko – liczba palących rośnie, a według obserwacji inicjacja z papierosem obniża się do 9-10 lat. Ostatnio miałem okazję spotkać góra dwunastolatkę, która najpierw poprosiła mnie „o ognia”, potem jak stwierdziła, że przypadkiem zapomniała papierosów, zapytała czy nie mam „glanta odwalić”, mówię że nie palę, a ona na to czy nie mam paru złotych dać na paczkę…
Według statystyk wśród nastolatków, którzy są uzależnieni od papierosów górują dziewczęta. Jeszcze kilka lat temu znaczną większość stanowili chłopcy. Osobiście dopatruję się w tym jednej rzeczy – wśród męskiej części młodych ludzi panuje ostatnio moda na „pakowanie”, zaś każdy „pakujący” dobrze wie, że palenie nie pozwoli mu uzyskać umięśnienia.
Mało który młody palacz zastanawia się najpierw nad konsekwencjami palenia i wmawia sobie, że „ja się uzależnić nie dam” albo „mnie tak łatwo nie wciągnie”. A potem widać takie sytuacje jak wyżej opisałem – daj na „glanta”. Mało, który taki młody człowiek wie, że na nastoletni organizm środki zawarte w papierosie wpływają najmocniej oraz, że to właśnie nastoletni organizm uzależnia się najszybciej.
Najbardziej złe jest to, że osoby palące, które sobie uświadomią, że szkodzą nie tylko sobie, ale i innym, nic w kierunku rzucenia nie robią. Jedyne co mówią, gdy się zapyta ich o to, czy rzucają odpowiadają „no tak, tak, właśnie próbuję” albo „no kiedyś zacząć trzeba”.
Miałem w rodzinie osobę, która zmarła na raka właśnie przez palenie papierosów. Istnieje błędny mit o tym, że szkodliwość palenia można ograniczyć sportem i ruchem. Błąd…
Owa osoba, była człowiekiem maksymalnie nastawionym na sport – co dziennie kilkadziesiąt kilometrów rowerem, bieganie, pływanie, narciarstwo, łyżwy. Wszystko co związane z ruchem i sportem. Osoba ta nie paliła dużo – pół paczki dziennie, w przeciwieństwie do tych, którzy palą jedną czy nawet dwie.
I co? I rak dopadnie w jakiś sposób każdego, kto dłużej pali.
Rak zabija powoli, chytrze może zaatakować każdego kto pali – maksymalnie wcześnie wykryty jest niemal uleczalny, jeżeli nie jest złośliwy, lecz osoba, która już doświadczy raka umiera powoli, niekiedy latami. Leczenie kończy się poświęceniami, wyniszczeniem i osłabieniem organizmu. Każda choroba może okazać się albo ogromnym cierpieniem, albo nawet śmiercią. Z każdym dniem jest coraz gorzej – od problemów z oddychaniem, przez męczenie się przy najprostszych czynnościach, po problemy z chodzeniem i mówieniem. Temu wszystkiemu towarzyszy niesamowity ból i strasznie wycieńczający bezdech, gdy próbuje się złapać chodź by lekki wdech, pojawiają się problemy. Również podstawowe potrzeby fizjologiczne – ciężko sobie z nimi poradzić…
Czy aby na pewno tak chcesz skończyć – palaczu – czy aż tak źle? Rzuć póki jeszcze masz szansę.
Wiele osób pewnie by mnie pytało – jaki mam stosunek do palenia w świetle prawa. Otóż jestem za całkowitym wprowadzeniem zakazu palenia w miejscach publicznych – w parkach, na przystankach, w restauracjach. Powinno się wprowadzić coś podobnego jak jest w USA – „smooking zone” – gdzie palacze mają wydzieloną strefę do palenia. Co roku umierają tysiące ludzi… którzy nie palą! Zabija ich dym innych osób – palących.
W sprawie zwalczania nałogu tytoniowego jestem za stopniowym zwiększaniem podatków pochodzących z sprzedaży tytoniu i całkowitego zakazu reklamowania wyrobów tytoniowych.



Popieram, jestem za całkowitym wprowadzeniem zakazu palenia w miejscach publicznych.