AKTUALIZACJA pod całością postu
Pewnie od razu znajdzie się ktoś, kto będzie marudził bez czytania postu, że sieję herezję, że gadam bzdury, albo po prostu pojawi się jakiś troll i będzie przysłowiowo „sapał” przy okazji wymyślając najróżniejsze bluzgi. Albo jeszcze inaczej… pojawi się armia ludzi, wmawiających, że Call of Duty jest jedynie grą na multiplayer… Otóż, skoro twórcy robią single, to niech przynajmniej zrobią go tak, by fabuła singla była ciekawa.
Od tego właśnie są blogi, by wyrażać swoje opinie, by komentować i opisywać to co się chce. Oczywiście z umiarem, którego niektórzy niestety nie mają. Skoro blog to miejsce do wyrażania swojego zdania, tak więc czemu miałbym nie pisać o moich odczuciach w stosunku do przyszłości znanej i uwielbianej serii gier o nazwie Call of Duty?
Wiemy, że części Call of Duty było już kilka, również kilka oficjalnych rozszerzeń. Każda z części Call of Duty sprawiała wiele radości, przyciągała na wiele dni, czasami również stawała się podstawową grą do rozgrywek po sieci. Niejednokrotnie wielu wraca do pierwszych części Call of Duty, jak to się mówi „by przeżyć ten pierwszy raz na nowo”. Dla wielu osób lepszą serią od Call of Duty jest seria Medal of Honor. Prawdą jest, że seria MoH jest starsza, jednakże czy aby na pewno lepsza? Tutaj można by dyskutować, jednakże temat owej wypowiedzi dotyczy serii Call of Duty, a konkretnie upadku tejże wspaniałej serii gier.
Dziś gry robione są na zasadzie „łoł!”, czyli tak, by zaszokowały gracza swoimi efektami, możliwościami, by omamiły go piękną grafiką i doskonałymi dźwiękami. Efekt taki widać od kilku lat, kiedy to zaczęła się złota era silników graficznych, kiedy to twarzy człowieka w grze nie da się już bardziej udoskonalić, bo będzie wyglądać nierealnie. Od czasów silnika gry Half Life 2 niemal każda gra prezentuje się okazale pod kątem możliwości graficznych. Powstają coraz to nowsze cudeńka, reklamowane na potęgę w prasie, w telewizji, na billboardach, czy poprzez trailery.
Zawsze trailery były robione tak, by zachwycały. Wiadomo – to podstawa dobrej reklamy – zachwycenie gracza, pokazanie mu jakże gra jest piękna…
Lecz czy nie macie wrażenia, że powstaje coraz więcej gier „na chwilkę”? Takie odczucia mam co do serii gier Call of Duty. Część czwarta trzeba przyznać – miód na serce – jednak, jednak coś tam jest nie tak. Grę przechodziłem trzykrotnie, na różnych stopniach trudności, również męcząc Call of Duty 4 na maksymalnym stopniu, przez ładne parę dni. I za każdym razem gra wydawała mi się banalnie krótka. Nieporównywalnie wręcz krótka do części poprzednich. Co z tego, że piękne są wstawki, co z tego, że piękna jest grafika, piękne i realistyczne otoczenie. Co z tego, że przeciwnicy są inteligentniejsi, co z tego, że gra powala efektami i akcją…
Skoro jest krótka.
Przejście Call of Duty 4 na średnim poziomie trudności zajęło mi dzień, grając oczywiście od rana do wieczora. Banał. Ostatnio zapowiada się gromko część piątą gry. Dawniej – kiedy gry były lepsze, może nie pod kątem akcji, grafiki i innych takich atrakcji, ale pod kątem „wrycia się w pamięć” i „poziomu wciągalności”, grę robiło się ładnych parę lat. Dwa, trzy lata to było minimum na dobrą grę, niektóre robiono lat pięć lub więcej, a świat doznawał orgazmu przy premierze. A teraz co? Gracze dostają spazmów oczekując kolejnej części Call of Duty, jednakże kiedy wyjdzie, pograją parę dni, pocieszą się chwilę grając przez sieć (jeżeli oryginał) i znów czekają na następną część.
Ciekaw jestem jak tym razem twórcy Call of Duty się zachowają. Czy znów zrobią olśniewającą przejściówkę, czy może przepiękną i olśniewającą część, w którą da się grać tygodniami na Single. Miejmy nadzieję, że nie zrobią z Call Of Duty serialu, w którym to każdą część można zaliczyć w jeden dzień, góra jedną noc – grając w ciągu dnia z przerwami, lub bez przerwy, po ciemku, klimatycznie :-)
Warto również napomnieć, że twórcom serii Call of Duty w końcu skończą się historyczne podłoża. Seria już tak „wyświechtała” tą II Wojnę Światową, że niedługo w serii będą umieszczane potyczki, w ogóle nie istotne w historii. Miejmy nadzieję, że twórcy w części 5 i przyszłych nie zrobią odgrzewanego kotleta z znanych już bitew oraz nie wrócą do Wietnamu… Część IV była ciekawa, ze względu na odejście od reguły – od II Wojny, jednakże gra ta była zbyt krótka by stała się jakimś kamieniem milowym, czy jakąś grą, która mogłaby liczyć na wpisanie do historii FPS. Nic do gatunku nie wniosła, jedynie była piękna pod kątem graficznym, świetnie odwzorowywała pole bitwy, chociaż bugi w inteligencji przeciwników były niekiedy powalające. Seria Call of Duty zaczęła słynąć i w sumie dalej słynie z wspaniałych części umieszczonych w II Wojnie, to sprawiło, że grą tą pokochały miliony ludzi.
Tak jest w sumie z każdymi grami opartymi o podłoże historyczne – kiedyś się wypalą. Seria Call of Duty mimo, iż świetna i miodna, to w końcu dotrze do takiego punktu, w którym każda słynna bitwa była już odwzorowana w jakiejś części serii Call of Duty. Liczyć trzeba na to, że nie zrobią z serii wspomnianego serialu oraz liczyć na to, by nie robili odgrzewanych kotletów, bo to tylko by zabiło tą piękną serię. Call of Duty w moim odczuciu jest najlepszą grą swojego typu – FPSem umieszczonym w realiach historii, głównie II Wojny,jednakże nie wyobrażam sobie upadku tejże serii, lecz kiedyś on musi nastąpić – w końcu twórcom wyczepią się pomysły umieszczone w realiach historycznych…
Cóż, mogliby powrócić podobnie jak w IV do realiów czasów dzisiejszych, jednakże tworzenie w grze scen z filmów wojennych mogłoby być przyjęte, właśnie jak wspominany kotlet, zaś tworzenie fikcyjnych, zupełnie wymyślonych scenariuszy pewnie zniszczyłoby klimat.
Cóż, zobaczymy… jednakże dla mnie seria Call of Duty od części IV zaczyna zamierać.
Aktualizacja
I nie pomyliłem się. Część V pod względem kampanii to arcyporażka tego roku, z resztą ten wielce wysławiany multiplayer również w moim odczuciu nie jest lepszy od tego z poprzednich Call of Duty. W przypadku kampanii znów mamy odgrzewany kotlet, ile razy można walczyć pod Stalingradem? Ile razy można zdobywać Berlin? Pojawia się pytanie – czemu twórcy nie odtworzą w grze innych znanych bitew, przykładowo El Alamein, obrony Tobruku, w Finlandii czy chodź by coś z Pearl Harbor? Cały czas ten sam schemat – Stalingrad, snajperka, jeżdżenie czołgiem, Berlin.
A gdzie inne znane bitwy? Sam single dodatkowo posiada tyle błędów, że już ser szwajcarski jest mniej dziurawy. Najważniejsze z nich, to możliwość zapisywania w wielu otwartych lokacjach po prostu cofając się po mapie, inny duży błąd to brak jakiegoś powiązania gracza z innymi „atakującymi” botami. W przypadku Call of Duty 4 można było mówić o tym, że boty nie wchodziły nam na linię ognia i w jakiś sposób wiedziały, w jakim kierunku strzelały, tymczasem w Call of Duty 5 co chwila jakiś „zaprzyjaźniony bot” ładował się przed lufę.
Inna sprawa dotyczy kierunku ruchu „zaprzyjaźnionych botów”, bowiem gra sprawia, że taki bot potrafi „wejść na nas”, podczas przechodzenia mapy – po prostu biegnie w miejsce X i nie ważne, czy tam stoi gracz, czy nie. Jeżeli akurat jesteśmy w tym miejscu, to bot po prostu się na nas nakłada.
Największą wadę single pozostawiłem na koniec… mianowicie jest to system AI, który po prostu pokłada na łopatki ze śmiechu, przeciwnicy nie widzą się z „zaprzyjaźnionymi botami” mimo, że dzieli ich pieniek drzewa. Bywa, że Niemiec broni się za jakimś wałem, zaś 10 metrów od niego stoi „bot”… no i ma problemy z trafieniem go z takiej odległości. Rozumiem, że gra musi jakoś sprawić, by to gracz odgrywał główną rolę w bitwie… jednak bez przesady.
Na koniec pewnie pojawią się kolejni fanatycy Call of Duty, którzy zaczną lamentować, iż CoD5 to gra pod multi. Pojawia się więc pytanie – po co twórcy CoD5 zadawali sobie tyle trudu, tyle kampanii reklamowych robili, by stworzyć grę, która ma denny singiel i jest odgrzewanym kotletem na multi?



CoD1 i CoD2 to podstawa, długa kampania ciekawe multi. Niestety najnowsze CoD-y są do niczego… To jest tragedia. Wykorzystują swoją popularność, żeby co roku sprzedać miliony sztuk kolejnej części Call of Duty po 120zł na PC! Na konsole kosztuje jeszcze więcej. Nie polecam teraz tej gry…
Powiem tak jestes amatorem singli? Hmm… W takim razie wymierasz bo dzisiejsze czasy bez multi sa w sumie niczym;) Jesli masz oryginal a cos czuje ze raczej nie, to tam na odwrocie okladki znajdziesz cos wyjasniajacego pod jaki trym jest skierowana gra. Pzdr
I właśnie o to chodzi… że teraz każda gra jest robiona pod MP. Twórcy idą na łatwiznę i zamiast postarać się, ruszyć mózgiem, wypracować dzieło mające wspaniały tryb dla jednego gracza oraz świetny tryb MP, idą po najmniejszej linii oporu tworząc grę, która pozostawi tylko krótki epizod we wspomnieniach. Ile jest gier MP, które przeszły do historii światowej rozrywki sieciowej? Które będą pamiętane zawsze i na zawsze? Można je zliczyć na palcach jednej ręki… nawet nie na wszystkich palcach jednej ręki.
A ile jest gier single player, które stały się światowym kanonem? Znacznie więcej.
Twoją opinię oczywiście szanuję i każdy ma inne zdanie na temat gier, każdy odczuwa to inaczej.
Chodzi mi o to, że MP nic nie wnosi dla człowieka. Działa się w tym jak automat, wykonując cyklicznie te same czynności. Zaś gra na single z reguły jest stworzona pod fabułę, pod różnego rodzaju wątki (akurat w FPP tych wątków jest najmniej, ale zawsze jakieś są). Porównałbym robienie gier do czytania książki – gdzie w przypadku MP sto razy zachwycasz się wstępem, zaś w SP jakbyś czytał całość.
Glupoty piszesz . Co z tego że single jest krótki to na MP gra jest najlepsza . Do komputerowych byśków każdy potrafi strzelać , a spróbuj na MP . Ja gram w coda od kwietnia bez przerwy i ciągle mi się nie nudzi . Ja traktuje single jako fajna fabuła , dobrze że można przejść i już raczej nic więcej nie oczekuje . Tryb MP to jest cała żywotność tej gry .
W sumie popieram Mid'a :/ niestety IV część może i była olśniewająca, ale olśniewająco krótka, niestety. Gdyby rozgrywka była dłuższa o 3-4 godziny grania znając ją, wówczas pewnie zapadłaby w sercach i umysłach graczy na dłużej, a tak… już praktycznie nikt kogo znam w to nie gra.
<code>Siejesz herezje i gadasz bzdury ty niedomyty, brudny zakłamany… Dobra, musiałem :)</code>
Masz szczęście, że cię znam :P
Pisałem, że IV jest ciekawa, ze względu na efekty, wciągalność i akcję, jednak uważam, że jej krótkość daje jej ogromnego minusa.
Szanuję twoje zdanie, jednak jak dla mnie IV część to taka "chusteczka", skarkniesz i po sprawie. Zbyt krótka, skoro można ją przejść z przerwami w dzień.
<code>Pewnie od razu znajdzie się ktoś, kto będzie marudził bez czytania postu, że sieję herezję, że gadam bzdury, albo po prostu pojawi się jakiś troll i będzie przysłowiowo “sapał” przy okazji wymyślając najróżniejsze bluzgi.</code>
Siejesz herezje i gadasz bzdury ty niedomyty, brudny zakłamany… Dobra, musiałem :)
Powiem tak, nie zgadzam się. Call of Duty to najlepsza seria gier w jaką grałem i mówienie że IV jest ble bo jest za krótka jest głupie. Jeśli gra jest krótka to nie znaczy od razu że jest zła. Powiedz mi, jak można zrobić dłuuuuugą grę o konflikcie a'la Wojna w Iraku gdzie prawdziwe walki trwały ok. miesiąca? Jeśli się robi o II wojnie światowej to normalne że będzie dłużej, wojna trwała od 39' do 45', dużo stron, dużo bitew. Jednym słowem jest co pokazać. A w takim współczesnym konflikcie wszystko dzieje się szybko. Co oni mieli jeszcze zrobić? Jak jeździsz Hamerem po drodze i uważasz żeby nie wjechać na minę? Według mnie odwalili świetną grę i gdyby ją jeszcze przedłużyli to naprawdę wyszedł by z tego gniot. A tak to mamy świetną grę.
PS. Tak, tak. Wiem że od tego jest blog by wygłaszać swoje opinię :)
Nie rozumiesz przenośni – góra jeden dzień, czyli grając co jakiś czas z przerwami, grając całą noc – czyli bez przerwy, w klimacie, po ciemku ;)
"można zaliczyć w jeden dzień, góra jedną noc." < przeczytaj kilka razy ten tekst.