Dla niemal wszystkich Polaków, którzy mówią o sobie „jestem dumnym Polakiem”, miasto Warszawa jest święte. Każdy zna wiele legend i opowieści o tym mieście, każdy czuje coś w sercu, gdy przypomina się II Wojna, Powstanie, wysadzanie miasta kawałek po kawałku oraz grabieże Niemców. Każde dziecko zna historyjkę o Warsie i Sawie, podobnie jak legendę o Smoku Wawelskim, od zawsze propagandowo wciskaną dzieciom za młodu (w dzisiejszych czasach już nie, na szczęście). Każdy prawdziwy Polak oddał by swoje życie, za twierdzenie iż, to Warszawa została najbardziej ograbiona podczas II Wojny, że to właśnie z Warszawy została wywieziona ogromna ilość cennych dzieł, zabytkowych rzeczy i tak dalej. Oczywiście ta osoba ma racje, lecz raczej mało który Polak wie, że również powojenna historia Warszawy jest znacznie bardziej mroczna niż mogłoby się to wydawać. Pisałem już niegdyś krótki post na ten temat, był to chyba jeden z kilku pierwszych postów, dostępny pod tym adresem.
Postanowiłem nieco powrócić do tego tematu. Mało kto wie, że Warszawa taką jaką dzisiaj widzicie jest dzięki grabieżom głównie Pomorza Zachodniego, ale i również innych miast dawnej II Rzeczpospolitej. Udało mi się dotrzeć do materiałów, które w znacznie innym świetle powinny przedstawić Wam naszą wspaniałą i kochaną stolicę. Każdy zna historię Zamku Krzyżackiego, chodź by pod tym kątem, iż znajduje się on w Malborku, zaś gdzieś w okolicy była Bitwa pod Grunwaldem. Mało kto wie, że w latach powojennych, gdy kompleks zamkowy był poważnie zniszczony, cegły zamiast na odbudowę ruszyły transportem do Warszawy… Spędzając zaledwie parę minut na wyszukiwarce znalazłem informacje na temat innych zabytków i pomników. W podanym wcześniej linku do posta opisałem sprawę zabytkowego pomnika Colleoniego, o który Szczecin musiał się użerać z Warszawą całymi latami. Innym przykładem zabytkowego pomnika, który został wywieziony do Warszawy jest pomnik śpiącego lwa z 1873 roku, wykonanego według projektu Theodora Kalidego, po wojnie zapakowany i wywieziony do stolicy.
Gdy w trakcie II Wojny Światowej Niemcy zaczęli czuć, że ich piekielna kampania jednak się załamuje, postanowili ukrywać dzieła sztuki, rzeźby, obrazy i złoto. Do dziś krążą legendy o miejscach, w których podobno ukryte są złote sztaby lub wartościowe dokumenty. W internecie można znaleźć nieco informacji o tzw. „składnicach”, gdzie Niemcy wycofując się w stronę „piekielnego serca” składowali skrzynie pełne zabytkowych przedmiotów. W jednej z takich składnic znajdowały się obrazy i grafiki z Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu, zaledwie we wrześniu roku 1945 dzieła zostały zapieczętowane i wywiezione do Warszawy.
W okolicach Szklarskiej Poręby znajdowała się bardzo duża taka składnica, część dzieł wywieźli do Związku Radzieckiego, część udało się odzyskać, lecz znacząca większość składnicy pojechała w sporym transporcie do Warszawy, wielu z nich do dziś nie udało się odzyskać, by znajdowały się tam, gdzie powinny. Wywożone do Warszawy były przez jedną z „rąk” ministra kultury i sztuki, Kieszkowskiego – jednakże dzieła, wywiezione do Warszawy tylko w niewielkim procencie wracały na swoje prawowite miejsca, albo były odnajdywane po latach gdzieś na półkach magazynów, albo przepadały bez wieści.
Najgłośniej dobija się o swoje Wrocław, to właśnie ze zbiorów tamtejszych muzeów Niemcy wywieźli ogromne ilości dzieł, zostały one pochowane na Śląsku. Gdy po wojnie zaczęto je odnajdywać, większość z nich pojechała do Warszawy. Pani Beata Maciejewska (Gazeta Wyborcza), kilka lat temu szeroko komentowała sprawę wywozu zabytków wrocławskich do Warszawy i prowadziła akcję, by stolica zechciała jednak oddać zabytki i dzieła Wrocławiowi lub przynajmniej przekazała owe zabytki w majątek tegoż miasta. Bezskutecznie. Na marginesie jednak powiem, skoro temat Wrocławia się pod klawiaturę nawinął – ktokolwiek by czytał wypowiedzi pani Beaty Maciejewskiej, proszę uważać – ta Pani jest istną i rasową fanatyczką Wrocławia i da sobie rękę uciąć za dobre słowa o tymże mieście.
Kiedy w Warszawie odbudowano starówkę, zamek, barbakan i inne zabytki, na Ziemiach Odzyskanych, takich jak Pomorze i okolice Wrocławia wciąż zionęły dziury po bombach. Wielu historii zabytków wywiezionych do Warszawy raczej już nie poznamy, ludzie albo zapomnieli, albo już nie żyją. Warszawiacy pysznią się jak pawie, gdy mówi się o ich mieście, że jest ładne, piękne i że zabytki są w świetnym stanie, że pełno tutaj pomników. Ludzie wzdychają gdy przechadzają się Starówką czy po wnętrzach Zamku Królewskiego. Lecz żadnej tej osobie nie przemknie przez myśl, że domy starówki i ściany owego zamku, zbudowane są z cegieł z Ziem Odzyskanych. Mało kto wie, że niektóre zabytkowe pomniki w Warszawie, wcale nie są z Warszawy…



Hmm, ten Smok Wawelski nijak mi pasuje.