Minecraft, Battlefield, World of Tanks…



American Dream


Ciężko by było określić mi, w jakim stylu ten post jest napisany… Coś na pograniczu „o sobie”, nieco własnych relacji „zza wielkiej wody”, może lekko prezentujący to, jak naprawdę jest tam, w amerykańskim śnie. Sam nie wiem co mnie natchnęło do napisania tego postu, więc może on się wydawać lekko dziwny, ze względu na swoją budowę i styl. Post wziął się głównie z przemyśleń – co zrobię w przyszłości, dorwałem w miarę dobrą pracę, która pozwoliłaby mi na uzyskanie paruset złotych miesięcznie praktycznie niewiele robiąc, zarabiam również z „życia w Internecie” jakieś grosze, zawsze coś. I postawiłem sobie ostatnio jeden cel – jeszcze „tam” wrócić, na jakiś krótki chociaż czas…

Chodzi oczywiście o Stany Zjednoczone. Miałem okazję dostać wizę i pojawić się tam parę razy, a dzięki pomocy pewnej osoby, zobaczyć tam doprawdy nieco ciekawych miejsc, między innymi Las Vegas, czy Grand Canyon. I nie chodzi tutaj o powrót by pozwiedzać więcej. Wielu się wydaje, że amerykański sen to raj, że wszystko się świeci, domy są piękne, a ulice czyste. I tutaj pojawia się błąd – piękne są jedynie miejsca reprezentacyjne, centra miast, gdzie pojawia się najwięcej turystów. Mówi się również, że amerykanie to najzwyklejsze „tępaki”, jest w tym ziarno prawdy, ponieważ mentalność amerykanów często ogranicza się do pojęcia „wokół mnie”, czyli jak „mi” jest dobrze, to dobrze jest wszędzie. Nie wszyscy tacy są, jednak zdecydowana większość, co innego tyczy się imigrantów – Polacy są różni, albo są to dusigrosze, którzy z drugiego Polaka będą chcieli wycisnąć jak najwięcej co nie raz spotkałem bywając w polskich sklepach, albo są to ludzie bardzo bogaci wewnętrznie – pomagający innym, nie sępiący na kasę, po prostu zwykli ludzie, którzy po prostu chcą tutaj żyć i móc mieszkać…
Ciekawi są meksykanie, nie raz miałem okazję widzieć ich „w akcji”, kilkukrotnie z nimi pracowałem. Z jednej strony ludzie bardzo dziwni, z drugiej stroni niesamowicie wpływający na drugiego człowieka. Miałem okazję robić na budowie domów, zadziwiło mnie to, jak grupka meksykanów za groszowe jak dla nas pensje (Meksykanin 2-3 dolary za godzinę, Polak 7 w porywach do 12 dolarów za godzinę), przez pół dnia zbijała z desek rusztowanie domu, w pełnym słońcu. Po dziesięciu godzinach żaden z nich nie marudził i był zadowolony, rozmawiając z nimi zawsze byli w dobrym humorze. Mimo tego, iż są często typowymi „robolami”, koszącymi hektary trawników w palącym słońcu za grosze, zdziwiła mnie ich zawziętość w pracy i poczucie humoru mimo najcięższej roboty.

Dawniej, jeszcze z 10 lat temu Stany Zjednoczone były celem wielu Polaków, ogółem, wielu Europejczyków ze wschodu i środkowej Europy. Dziś jest tam zupełnie inaczej – paliwo znacząco podrożało, pracę trudniej znaleźć, a jak już się znajdzie to nie jest tak dobrze płatna jak dawniej. Mówi się, że amerykański sen odpływa, że teraz „berło” przywództwa w kwestii zarobków i emigracji przejmuje Irlandia, Wielka Brytania czy Francja.
Możliwe, jednak gdybym miał możliwość wyboru między Wielką Brytanią, a USA, mając możliwość podjęcia pracy pozwalającej na utrzymanie, wybrałbym jednak USA. Pewnie wielu, teraz zapyta – dlaczego, skoro w Anglii płacą lepiej i więcej?

Odpowiedź nie jest dość prosta, ani nie jest jednoznaczna. Znam wiele osób, które mieszkają w USA od dawna, również takie, które wyjechały tam do pracy rok temu, albo pół roku temu. Również znam osoby, które wyjechały w poszukiwaniu pracy do Anglii i Irlandii, zarówno dawno temu jak i niedawno. Różnica polega głównie w pięciu kwestiach.
Po pierwsze i co chyba najważniejsze, różnica leży w stylu życia, w Polsce czy w Anglii wielu narzeka na monotonię, na szarość życia codziennego i na wszech ogarniające poczucie bezsensu. Sam nie pracowałem wiele w USA i nie byłem tam tak długo jak inni, jednak częściowo po sobie, a głównie po opiniach tych, którzy mieszkają tam różne okresy czasu, mogę powiedzieć – iż w USA żyje się po prostu przyjemniej, może i panuje ta sztuczna atmosfera wesołości i uśmiechania się do każdego napotkanego człowieka, jednak jest to przyjemne. Po prostu samo otoczenie, styl oraz swego rodzaju odmienne podchodzenie do innych ludzi sprawia, iż ciężka praca jest lekko „znieczulona”. Tych, ludzi, którzy wracają z USA do Polski można podzielić na dwie kategorie – ludzi, którzy zbyt mocno przywarli do polskiej szarości i z bólem głowy wracają z USA, oraz na takich ludzi, którzy w USA znaleźli lek na pracę.
Drugim punktem, jest właśnie ten „lek”. W Polsce pracujesz, wracasz do domu, szary i wkurzony. Po relacjach wielu, doprawdy dość wielu osób, które po kilku-kilkunastu latach wracają do Polski z USA, wiem, iż do imigranckiego życia w tym kraju po prostu trzeba przywyknąć – pracuje się ciężko, pół dnia albo i więcej spędzając poza domem, niekiedy sześć dni w tygodniu, a czasem i siedem. Jednak jeżeli naprawdę się chce, naprawdę chce się przywyknąć można za pomocą tego specyficznego… hmmm… klimatu, stylu (?), przestawić się i stres spowodowany pracą niwelować za pomocą nieco bardziej komfortowego życia.
Trzecim punktem właśnie jest ten komfort. Oczywiście nie mają go wszyscy, od razu, na start. Jednak właśnie wyższy komfort, wyższy standard niż w Polsce, a często również nieco wyższy niż w Anglii, sprawia, że chce się jednak pracować i żyć w tym kraju dalej. Jeden z moich długoletnich znajomych, który mieszkał w USA 10 lat, w stylu „imigranta” stwierdził, iż to właśnie ten specyficzny styl tego kraju, sprawił, że nie dał za wygraną i nie wrócił po 3 latach wkurzony, że nie jest w stanie zaoszczędzić dużo kasy. Tak mówi wiele osób, które znam i które tam były dłużej.
Na wielu pozytywnie działa już samo mieszkanie w świecie nieco innym, niż znanym w Polsce na co dzień, wielu właśnie to, że ludzie mają więcej kultury w stosunku do drugiego człowieka, to że człowiek żyje w zupełnej odwrotności Polski, sprawia, iż chce się ciągnąć tą nierówną walkę dalej.

Czwartym punktem, który po części jest również wadą, jest szybkość życia w USA. Tam po prostu żyje się chwilą, dni mijają niesamowicie szybko, gdy ma się pracę. Jako imigrant niezbyt można sobie pozwolić na wielkie luksusy i wielką ilość wolnego czasu, jednak – człowiek wstaje, idzie do pracy, wraca, chwilę odpoczywa, zajmuje się domem (ewentualnie rodzinką), wieczorem chwilę odpocznie i idzie spać. Wielu ludzi po dłuższym czasie, jeżeli nie wczuje się w rytm, nie daje rady. Trudny jest właśnie początek – zdobycie pracy, zdobycie samochodu, który żyjąc na uboczu np. Chicago, jest co najmniej niezbędny. Będąc imigrantem, który nie wrócił do kraju w wyznaczonym przez wizę terminie, trzeba się liczyć z tym, że każda wpadka – np. wypadek samochodowy lub zatrzymanie przez wścibskiego policjanta, może się skończyć przymusowym powrotem…

Na ostatni punkt – miejsce piąte, z relacji osób, mógłbym dorzucić fakt, iż niemal każdego imigranta z Polski, który stara się zarobić i stara się odłożyć, po paru latach jest stać na to, by pojechać sobie na parę dni gdzieś totalnie zaszaleć co jakiś czas. Zaszaleć, nie w tym sensie co znaczy u nas – pojechać nad morze i się powylegiwać. Tam znaczy to przykładowo wyjazd na plaże Florydy. Ponownie w tym punkcie pojawia się ten drobny komfort – iż odkładając, po czasie można pozwolić sobie na drobniejsze luksusy, których tutaj, w Polsce nie mamy.

Możliwe, że w wielu punktach się mylę, jednak post ten zbierałem z strzępków swoich doświadczeń (wszak długo nie byłem), głównie jednak z doświadczeń osób, które znam od lat i które w USA mieszkały parę ładnych lat. Oczywistością jest, że zdobycie jakimś wspaniałym cudem, obywatelstwa Stanów Zjednoczonych dawałoby ogromnego kopniaka – zarówno typowo amerykańskie zarobki (czyli niekiedy dwukrotnie wyższe od imigranta z Polski), brak strachu przed wpadką i deportacją oraz możliwość korzystania z udogodnień bycia obywatelem. Dla przykładu – imigrant musi się ładnie „nastarać” by zdobyć prawo jazdy, które byłoby w miarę zdatne w przypadku kontroli drogowej w Chicago, również imigrant nie może liczyć na różnego rodzaju ubezpieczenia oraz państwową pomoc lekarską.

Cóż, amerykański sen się skończył – jak pisałem, paliwo jest drogie, życie drożeje, nie ma już tak wielkich możliwości w pracy… Jednak tak czy siak, gdybym miał możliwość, jednak zaryzykował bym tam parę lat. Wiem, że nie jest łatwo, wiem również, że ciężko jest odłożyć sobie dużą sumę na później będąc imigrantem. A jednak, wolałbym mieszkać i pracować tam, niż egzystować tutaj…

Podziękowania dla Marka W., Wojtka, Kansamo, Karola B., Roberta oraz dla Loriego za relacje i wspomnienia


Inne ciekawe posty na ten temat:


Operation Gamma 41, OperationGamma41, Just A Game GmbH, Strategygame, free2play, Browsergame, strategy

Zostaw komentarz

(wymagane)



  • RSS
  • Newsletter
  • Blip
  • Buzz
  • Facebook
  • Wykop
  • Kciuk