Różne ludzie mają hobby, jedni lubią sklejać modele, inni lubią kopać piłkę, jeszcze inni wolą kino lub literaturę. Ile ludzi, tyle ulubionych zajęć. Są też grupy ludzi, których pasjonują militaria, wszelkiego rodzaju obiekty wojskowe oraz bunkry, czy schrony. Z tego artykułu dowiecie się nieco mało znanych rzeczy na temat, jednej z największych podziemnych twierdz w Polsce, a kto wie – może również w Europie. Setki, jak nie tysiące korytarzy, pozostałości bunkrów, ogromne tunele oraz ruiny wielkich budowli na powierzchni. Dla jednych interesujące są stare zamczyska, tak dla innych ciekawe jest penetrowanie umocnień z okresu ostatniej wojny. Perełkami dla takich ludzi jest rejon Wału Atlantyckiego, który w czasie wojny naszpikowany był bunkrami, schronami i innymi elementami obronnymi. Takimi najsłynniejszymi obiektami w Polsce są Rejon Umocniony Hel oraz Międzyrzecki Rejon Umocniony, bardziej znany jako MRU, jednak są miejsca na zachodzie Polski, które są mniej znane, a równie wielkie…
W przypadku Rejonu Umocnionego Hel oraz Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego mówi się o charakterze typowo militarnym, czyli o bunkrach, stanowiskach ogniowych, obiektach artylerii. W wypadku omawianego podziemnego miasta, chodzi raczej o funkcję cywilną, co jeszcze bardziej ciekawi. Bunkrów i stanowisk dział, zachowało się mnóstwo – są wszędzie, w każdym państwie. A czy ktoś kiedykolwiek słyszał o podziemiach, w których można by umieścić średnie polskie miasto? Takich miejsc jest doprawdy niewiele w Europie. Zaś na świecie największym podziemny miastem jest oczywiście miasto w Chinach – Pekin, w końcu oni wszystko muszą mieć duże.
W trakcie drugiej Wojny Światowej, a również wcześniej, całe Pomorze Zachodnie było usłane bunkrami i umocnieniami. Począwszy od MRU na ziemi lubuskiej, przez fortyfikacje wokół Szczecina, po Świnoujście i dalej w stronę Słupska ciągną się pozostałości po ostatnich wojnach na tych ziemiach. Od Ostwall (tzw. Wału Wschodniego) po Pommernstellung (Wał Pomorski) historia pozostawiła wiele – najróżniejsze stanowiska dział, bunkry, legendy i tajemnice. Legendy o ogromnych kompleksach obronnych krążą po Pomorzu od lat, to nie kwestia kilku ostatnich dziesięcioleci, lecz ponad dwustu lat. Wiele legend i opowieści, które dziś można wsadzić między bajki powstało jeszcze za czasów Prus, kiedy to na Pomorzu Zachodnim budowano ceglane forty, jedna z najbardziej interesujących historii dotyczy świnoujskiego Fortu Gerharda oraz fortu w Szczecinie, gdzie do dziś można spotkać ślady pruskich fortyfikacji.
W czasie pierwszych dziesięcioleci XX wieku (1934-1944) na ziemiach Pomorza Zachodniego intensywnie powstawały fortyfikacje. Remontowano stare forty oraz budowano ogromne sieci podziemi. W rejonach umocnionych, w Szczecinie, Darłowie, w Świnoujściu czy innych miastach na Pomorzu Zachodnim niemal co dziennie odkrywa się niewybuchy. Pod koniec wojny jednak większość bunkrów i schronów była regularnie wysadzana – czy to przez wycofujących się przed frontem Niemców, czy to przez Rosjan, którzy chcieli pozbyć się umocnień, albo ukryć coś, czego nie dało się wywieźć… czy to w końcu przez nas – Polaków – którzy wysadzali bunkry, by ich nie penetrowano. W czasach PRL te, które nie zostały zabetonowane, były pilnowane przez wartowników i ogrodzone drutem kolczastym. Kilka z podziemi na Pomorzu było tak pilnie strzeżonych, że wartownicy mieli jeden rozkaz – niepowołany na terenie podziemi, zabić. Dziś te bunkry są zabetonowane i zasypane, nikt po dziś dzień nie jest w stanie powiedzieć, co tam się znajdowało. Wiele miast na Pomorzu, aż do 1993 roku były pod „butem” Radzieckim, a następnie Rosyjskim, do dziś konkretnie nie wiadomo jakie tajemnice skrywali Rosjanie przejmując po wojnie wielkie kompleksy bunkrów.
Tytułowe podziemne miasto, nieco różniło się od znanych i często przemienionych na skanseny, obiektów. Nikt do dziś nie wie, co kryją miejsca, które są zabetnonowane, zalane lub zasypane. Dziś, mało które części tego ogromnego kompleksu można zbadać bezpiecznie, mało które części zaadoptowane są do zwiedzania. Zaś nawet te, które odremontowano i udostępniono dla turystów skrywają tajemnicze – zabetonowane przejścia, zalane podziemia oraz zasypane tunele.
Na nic tu czołgi, na nic tu bomby… na nic tu gaz, czy brak wody
To prawda, tej podziemnej twierdzy nikt nie zdobyłby czołgami, nikt raczej nie pokonałby tego schronu bombami. Gaz również nic by raczej nie dał – główny schron posiadał własne filtry powietrza, również własne źródło wody.
W trakcie wojny powołano tajną akademię sztabu generalnego, dowództwo 1 Floty Powietrznej Luftwaffe oraz rozpoczęto rozbudowę schronów. W roku 1940 nad Pomorze nadlatywały samoloty aliantów bombardując zarówno cele cywilne jak i wojskowe, miasta zaczęły przygotowywać się na naloty. Właśnie wówczas powstawać zaczęło prawdopodobnie największe podziemne miasto. Postanowiono odtworzyć Festung Stettin.
W XIX wieku w Szczecinie likwidowano twierdzę, tereny po dawnym pruskim forcie sprzedawano lub przekształcano w budynki innego typu, niż wojskowe. Do dziś zachowały się budynki z tamtych czasów, między innymi w obszarze ulic Piastów, Dąbrowskiego, Narutowicza i Potulickiej. Duże wrażenie robią również pozostałości podziemi fortu na dzisiejszym targowisku Tobruk, nieopodal dworca PKS. Dzisiaj w Szczecinie działa wiele kół zainteresowań zarówno pozostałościami po pruskiej twierdzy, jak i pozostałościami po podziemnym mieście, o którym krążą legendy nawet od czasów I Wojny Światowej. Między innymi grupa Podziemny Szczecin, Stowarzyszenie Poszukiwawcze lub Szczecińskie Podziemne Trasy Turystyczne, które starają się nagłośnić i wyeksponować podziemia. Jednak na początek nieco statystyk.
W Szczecinie przed wojną mieszkało około 380 tysięcy ludzi, zaś podczas wojny zbudowano w Szczecinie około 850 schronów oraz bunkrów mogących łącznie pomieścić nieco ponad… od kilkudziesięciu tysięcy do nawet stu tysięcy. Budowano najróżniejsze podziemne budowle – od zwykłych schronów lotniczych (których pełno jest w parkach, na podwórkach), przez schrony dla ludności, po ogromne schrony drążone w skarpach oraz wielkie kompleksy (jeden z nich dziś pełni atrakcję turystyczną połączoną z schronem przeciwatomowym). Niemal co kilka tygodni media lokalne podają informacje, że gdzieś zapadła się ulica odsłaniając podziemia, że gdzieś podczas robót np. zapadła się koparka. Nikogo nie dziwi fakt, gdy podczas rozbiórki jakiegoś domu lub remontu chodników zostają odkryte różnego rodzaju tunele. Ostatnio takich sytuacje się nasiliły – w ciągu kilku miesięcy około 6 razy zdarzały się przypadki zapadania się drogi podczas remontów. Większość odkrywanych tuneli prowadziła albo od strony różnych skarp, albo w ich stronę. Kto wie, czy w niektórych wzgórzach nie znajdują się jakieś pomieszczenia. W trakcie wojny powstawały legendy, mówiące o ogromnych kompleksach, w których mogły jeździć pociągi, samochody, krążyły opowieści o podziemnych elektrowniach czy o tunelach prowadzących aż do Berlina. Oczywiście większość takich historii można wsadzić między bajki, jednak w każdej legendzie jest ziarno prawdy – otóż prawdą jest, że ogromny schron pod dworcem PKP był niegdyś przystosowany do kolei, zmieszczą się tam również samochody. Również opowieściami zawierającymi ziarnko prawdy, są opowieści o podziemnych szpitalach, bowiem są znane niektóre plany ukazujące pod ziemią duże pomieszczenia. Inne historie – o długich na kilkadziesiąt kilometrów tunelach, należy wsadzić między bajki… Jedna z legend mówi również o tym, że w Szczecinie po wojnie jeszcze przez kilka lat były spotykane grupy watażków niemieckich, doskonale znających podziemia. Jest to prawda, władze Szczecina jeszcze do około 1950 roku miały problemy z niemieckimi „partyzantami”, którzy doskonale znali podziemne przejścia, nie raz widywano ich w jednym miejscu miasta, zaś po krótkim czasie gdzieś znacznie dalej. Wiele się mówiło o tym, że to prawdopodobnie oni niektóre tunele zamurowali lub uszkodzili, by w przyszłości nie można było się dostać głębiej.
Siłą twierdzy w Szczecinie nie była masa stanowisk ogniowych oraz grube ściany bunkrów, zaś coś innego, bardziej trudnego do zdobycia. Tysiące tuneli w wielu miejscach łączących się w jeden kompleks, piwnice zaadaptowane na schrony (wiele z nich do dziś się zachowało, jednak mieszkańcy nie są tego świadomi) mające ściany grube na ponad metr, które dodatkowo były łączone korytarzami pozwalającymi na przechodzenie pod ziemią nawet kilkudziesięciu metrów. Jednak w obliczu zbliżającego się frontu nikt tego nie wykorzystał, schrony miały pełnić rolę głównie cywilną podczas nalotów, zaś w roku 1945 rozpoczęto zamurowywanie przejść, wysadzanie ważniejszych połączeń podziemnych, mostów i obiektów strategicznych.
Chyba najbardziej znanym kompleksem podziemnym w Szczecinie jest schron pod dworcem PKP. Zbudowany na początku lat 40-stych był w stanie pomieścić nawet pięć tysięcy ludzi, był również niemal niezależny od zewnętrznych czynników. O owym schronie oraz innych dużych kompleksach w Szczecinie można było nie raz pooglądać w lokalnych mediach (raz nawet w ogólnopolskich, jednak program był strasznie przekręcony), dwa odcinki z lokalnej telewizji można oglądać pod tym oraz tym linkiem. Schron pod dworcem był między innymi zaopatrzony w wodę, miał własne zasilanie oraz termoizolację, jak na swoje czasy był co najmniej schronem o „wyższym standardzie”. Pewnie ktoś zaraz powie, że gaz by ich wygonił – otóż nie, schron posiadał również filtry powietrza, przez co praktycznie tylko szturm pozwalał na jego zdobycie. Sam schron jest doprawdy ogromny, głęboki na pięć kondygnacji, 16 metrów wysokości, szeroki, że zmieściłaby się w nim luzem mała ciężarówka lub samochód, zaś ściany grube są na około trzy metry. Do dziś jednak nie wiadomo, jak duży jest schron, aktualnie odkrytych jest 2,500 metrów kwadratowych – wiele korytarzy jest zabetonowanych lub zalanych, więc kto wie… może schron jest nawet dwa razy większy? Sam schron okazuje się być znacznie starszy niż pierwotnie sądzono, okazało się bowiem, że części aktualnego schronu to tunele z czasów fortyfikacji (lata około 1845).
Dziś „schron pod dworcem” – jak często jest określany – stanowi atrakcję turystyczną miasta, bowiem został w dużej części przekształcony na swego rodzaju „powrót do przeszłości”. Został wyposażony w różnego rodzaju rekwizyty, zaś różnego rodzaju skrzynie, meble, beczki czy drobne elementy – jak maski gazowe, przygotowano w taki sposób, by turysta mógł poczuć się jakby w innych czasach. Zadbano o najmniejsze szczegóły, jak nawet różnego rodzaju niemieckie dokumenty, czy nagłośnienie – nalotów, czy skrzypiących drzwi i kroków. Trasy zwiedzania są podzielone na dwa rodzaje.
Pierwsza trasa zabierze nas w okolice lat 1940-45, gdy nad Szczecin nadlatywały alianckie bombowce. Mało kto zdaje sobie sprawę, że okolice Szczecina były jednym z najważniejszych celów alianckich nalotów w tej części Europy. W pierwszej kolejności obok Szczecina znajdowała się fabryka benzyny syntetycznej, po której również zostały interesujące ruiny oraz podziemia. Następnie stocznia oraz port w Szczecinie, zakłady wspierające niemieckie okręty podwodne oraz.
Podczas podróży trasą II Wojna Światowa, zobaczymy różnego rodzaju zdjęcia, rekwizyty ukazujące okres od nalotów na miasto, po przejęcie schronu. Druga trasa zabierze nas w czasy zimnej wojny, gdy schron został zamieniony z przeciwlotniczego na przeciwatomowy. Osoby, które zabrały się za stworzenie tej atrakcji zadbały o najmniejsze detale – gdy podczas wędrówki słychać spadające bomby, gaśnie światło, robi się ciekawie – mury zaczynają delikatnie świecić bladym światłem. Jest to pozostałość po fabie, którą ściany były malowane podczas wojny.
Interesujących podziemi jest doprawdy wiele, między innymi kompleks bunkrów nieopodal Jeziora Szmaragdowego, których tunele w wielu miejscach są „świeżo” zamurowane. Co rozumiem po tym terminem „świeżo”? Otóż, zostały one zamurowane po wojnie, w czasach PRL-u, więc albo są one niebezpieczne do penetrowania, albo znajduje się w nich coś, co nie powinno być dostępne. Na szczęście pięknie prezentujący się teren znalazł kogoś, kto się nim zajął – uprzątnięto teren, zakratowano wejścia i zaczęto powoli, powoli usuwać dziesiątki metrów sześciennych gruzu z tuneli bunkrów. Co ciekawe, nieopodal znajdowała się niegdyś fabryka kredy, która według różnych przesłanek, może być podziemiami połączona z bunkrami. Innymi interesującymi podziemiami są tunele pod wałami chrobrego, do których udali się redaktorzy lokalnej gazety. Okolice Urzędu Wojewódzkiego w Szczecinie znajdują się w miejscu, które dawniej było częścią fortu, zaś tunele pod nim nazywane są często lochami króla Wilhelma. Udało się wówczas zejść kilka pięter pod poziom budynku oraz z pewnością poza jego zarys, do miejsca, w którym żelbetonowa konstrukcja przechodzi w ceglaną. Dalej po rozbiciu ściany z cegieł okazało się, że przejście jest pełne gruzu, zaś spore wiertło po prostu pękło. Lokalna gazeta mówi, iż pod niewielkim wzgórzem jaki tworzą wały chrobrego oraz okoliczny park, mogą kryć się pomieszczenia z czasów fortów – stare magazyny. Do owych podziemi należy również doliczyć liczące niekiedy ładnie ponad 100 lat kanały, których łączna długość, jakby „wyprostować” starczyła by nad zalew. Gdyby, tak ułożyć mapę znanych tuneli, znalazłyby się one w każdym miejscu miasta, a także poza nim, warto zaznaczyć, że niemal każdy znany tunel w Szczecinie jest w wielu miejscach zamurowany lub zalany. Największe z znanych tuneli mają niekiedy po kilka lub kilkanaście przejść, które są zasypane, zamurowane lub po sufit zalane wodą. Często się mówi o kompleksie tuneli pod Jasnymi Błoniami, niejednokrotnie starsi mieszkańcy mówili, iż coś tam jest, zaś w pierwszych latach po wojnie można było do rzekomego kompleksu wejść, również mówiono, że owy kompleks ciągnie się w stronę aktualnego Ronda Giedroycia. Tą tezę może potwierdzić fakt, że przy Zespole Szkół Budowlanych w latach osiemdziesiątych zapadła się jezdnia, odsłaniając dość szeroki tunel. Również w okolicy tamtych lat zapadła się jezdnia przy Jasnych Błoniach ukazując tunel, którym można było przejechać samochodem, jednak według okolicznych mieszkańców, którzy widzieli akcję – wojsko szybko się zabrało za zasypywanie znaleziska. Innym ciekawym kompleksem jest coś, znajdujące się obok ulicy Dębogórskiej, wejścia są zablokowane, jednak według osób, które były tam przed zamknięciem, znajduje się tam kilkanaście pomieszczeń, mogących się niemal równać z schronem pod dworcem PKP.
Podziemiami interesuje się coraz większa ilość osób, jednak należy pamiętać, że owe podziemia to również miejsca niebezpieczne oraz często są to miejsca, w których spotkać można zimowiska nietoperzy…
Cóż, raczej nie ma drugiego takiego miasta w kraju, a może i w tej części Europy, gdzie niemal każda budowa w okolicy centrum wiąże się z odkrywaniem tuneli, gdzie ilość miejsc w schronach względem różnych źródeł waha się w granicach kilkudziesięciu tysięcy. Kto wie, czy dziś zasypane lub zamurowane podziemia nie są przypadkiem dwukrotnie większe od tych, które są znane? Wiele z tuneli, które są odkrywane przypadkiem nie nosi żadnych śladów dewastacji, czy działania człowieka w ciągu ostatnich dziesięcioleci… Pod ulicą Szymanowskiego odsłoniło się kilka pomieszczeń, które po zbadaniu okazały się tak duże, że ich zasypanie i tak mogłoby zaszkodzić. Wedle najstarszych mieszkańców okolicy, odkryto właśnie podziemny szpital, w którym za pomocą kamer znaleziono masę różnego „żelastwa”, zaś według planów owy szpital miał nawet kilka poziomów. Szkoda tylko, że wiele z tych tuneli nie są przekształcane na atrakcje turystyczne. Cóż, niektórych takich atrakcji prawdopodobnie nigdy nie uda się przekształcić do zwiedzania z trzech powodów – są w wielu miejscach zasypane, nikt konkretnie nie wie jak dużą powierzchnię zajmują kompleksy podziemi… no i oczywiście nie ma na takie rzeczy funduszy.
I na koniec jedna zabawna rzecz – dziwię się, że to miasto jeszcze się nie zawaliło albo nie wybuchło :-)



http://jo-i-ona-1.mybrute.com
dobry artykuł, i to pod każdym względem :).
Ludzie,histeryzujecie-odnosnie kolorystyki.Jezeli ktos chce-to przeczyta-i nie będzie mialo znaczenia na czym i jak zostało napisane.Zawisc jakas?
Coś w tym jest. Nigdy się nie zastanawiałem nad kolorami ale nie dałem rady doczytać nawet do połowy. Gały bolą! Ała!
Bardzo proszę autora o poprawienie ortów i błędów stylistycznych… bo trochę walą po oczach ;)
Mieszkam w Szczecinie i chociaż niezmiernie ciekawią mnie podgruntowe znaleziska – jakoś nie mogłem się zebrać, aby przejść się chociażby zorganizowaną wycieczką pod PKP. Muszę nadrobić. Ludzie na Szczecin zwykle psioczą. Ja nie należe do tych, ale faktem jest to, że jeśli chce poznac to miasto w pelni – musze rozpoczac eksploracje zakątków unikalnych.
co wy sie czepiacie, przeciez duzo mniej sie oczy mecza przy czytaniu bialego na czarnym niz na odwrot :P lol ludzie potrafia byc zabawni ;)
Porada: zmień tło na jasne a czcionkę na ciemną jeśli chcesz żeby ludzie przeczytali więcej niż jeden akapit.
Styl strony nadaje taki klimacik podziemnego miasta i bardzo przyjemnie się wtedy czyta. A jak kogoś oczy bolą to Widok > Styl strony > Ignoruj style. Pozdrawiam autora :)
ludzie !!!
w operze naciskam Shift+G i mam standardowa czcionke na bialym tle :)
niewiem o sie plujecie, zainstalujcie cos innego niz IE
Już pisałem nie raz, że kolorystyka strony będzie zmieniona i albo będzie czytelna, albo będą dwie wersje do wyboru. Każdy kolejny komentarz z cyklu "jak mi się nie wygodnie czyta" będę po prostu oznaczał jako spam.
Każdy następny durny komentarz w tym stylu również. Jednym się podoba ciemne tło i jasny tekst innym nie, prosta metoda – ignoruj style. Tak czy inaczej, będą w przyszłości albo dwie wersje, albo będzie jasna z ciemnym tekstem. Proste.
To zdjęcie kojarzy mi się z zejściem do elektrowni szczytowo-pompowej na górze Żar. Człowiek dziwnie sie czuje w takim miejsciu… i jeszcze (wobrażalnie) tyle ziemi skał i wody nad głową.
A jak kogoś męczy czytanie, to niech włączy sobie w przeglądarce inny tryb wyświetlania i już.
co za lamy wykopowe… naczytali się że białe na czarnym źle i teraz smucą konia
Przeczytałem cały tekst, bo ciekawy, bardzo.
Ogólny wygląd bloga jest też bardzo przyjemny, ale nad kolorem czcionki naprawdę mógłbyś popracować, gdyż BIAŁY na ciemnym tle nie jest dobrym rozwiązaniem. Spróbuj może coś typu #be9e79; #8f8172; #b6a087, albo po prostu szary tekst.
Pozdrawiam, hodak
PS nie jest to ironia ;)
Chetnie przeczytalbym caly tekst, bo zapowiada sie ciekawie. Ale po tym blogu definitywnie przestaje czytac teksty w takim zestawie kolorow. Zaluje, ze tak to wyglada. Pozdrawiam i zycze powodzenia.
1. czarne tlo i biale litery to masakra nie da sie tego czytac… juz mi wszystko pulsuje.. (wyglad jest ok, ale wyglad, a czytelnosc to dwie rozne rzeczy.)
2. tekst jest za dłuuugi, połowa rzeczy jest zbędnych – a szkoda bo ciekawy
prs idź precz. Mi się lepiej czyta na ciemnym.
Czarne tło -> białe litery = KASZANA!
To jest dobre do 1-2 zdań, a nie do takiego tekstu! :p
Najlepiej się czyta na średnio szarym tle i b.ciemno szare litery (mogą być też czarne).
Ogólnie zasada czytelności tekstu jest taka, że litery (tekst) są ciemniejsze od tła! Nie na odwrót!!!
Czyżbym wyczuł ironię? ;) Wielu osobom, właśnie taki wygląd się podoba. Jednym pasuje, innym nie. Tak czy inaczej, w przyszłości będą dwie wersje wyglądu bloga i będzie święty spokój ;)
Człowieku tego się nie da czytać! Zmień tło lub kolor czcionki. Oczy łzawią po pierwszym akapicie. Poczytaj sobie to: http://www.ironicsans.com/owmyeyes/