Nie ma co się przyznawać, na takie coś choruje każdy. Niemal każdemu przytrafia się zachorować na lenia w ciągu tygodnia, raz objawia się delikatnie – po prostu nie chce się wstać z łóżka, czasami bardziej drastyczniejszą przybiera formę – człowiek rozwala się na łóżku i nie ma zamiaru kiwnąć palcem. Mnie leń dopadł kilka dni temu, jednak jego stadium jest już chyba nieuleczalne i tak mocno zaawansowane, że nie wiem, czy dam radę skończyć ten post – jeżeli go czytasz, znaczy, że chyba leń dał mi lekko odetchnąć. Od kilku dni dawałem mu radę – kawka, jakieś piguły, czekolada i zmuszanie się do ruchu. Dziś jednak nastąpiło apogeum lenia…
Znajomi i osoby, które znają mnie przez internet wiedzą, iż osiągnąłem poziom hetmana wielkiego koronnego w technice marudzenia i stękania, gdy wirus zakaźny zwany leniem znów zaatakuje moją skromną osobę.
Plany na dzień dzisiejszy (środa) były następujące – wstać koło 8, dokończyć pewną pierdołę dla zwierzchnika na forum, niestety nie wyszło do końca, bowiem oczywiście z lenistwa i nierozgarnięcia zamknąłem Gimpa bez zapisywania. Miałem dokończyć post na bloga o pewnej ciekawej grze tekstowej, oczywiście piszę go już od tygodnia i nie mam siły go skończyć.
Jeszcze mi jeden znajomy „dowalił” pewnym tematem na blog, który wymaga nieco więcej bawienia się niż pisania, jednak chwała mu za to – może będą z tego jakieś zyski. Miałem się pouczyć, oczywiście wolałem się rozwalić na łóżku. Miałem posprzątać w domu, oczywiście zapomniałem. Łącznie miałem w ciągu dnia poświęcić około 2 godzin na pracę, 2 godzin na naukę – to niewiele w porównaniu do innych, jednak leń dzisiejszy był tak potężny, że zdołałem jedynie sobie spisać, co zrobić jutro. Nawet prochy nie pomogły… nie myślcie sobie, że jakieś do wąchania, a jedynie pobudzacze (nie dopalacze), po prostu garanka z żęszeniem, żeńszeniem… a ch… nieważne.
Cały dzień dzisiejszy chodzę, jak po wielu piwach, zmulony, mało rozgarnięty, bez chęci na cokolwiek. Tak sobie oglądam jakieś dwa filmy, jeden po drugim w TV i w sumie z żadnego nic nie zrozumiałem, pisząc ten post no…
Kurde no, nawet zapomniałem co miałem napisać…
Eh. Podobno przysłowie „jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz” często się sprawdza. Zobaczymy jutro.
I proszę nie myśleć, że nawet na stosunki damsko-męskie nie mam siły. Energia jest, moc jest, twardość i sztywność też… ale zapłonu coś nie ma…



Też sobie kiedyś kupiłem takie piguły energetyzujące, problem w tym, że jedne chcą działać a inne nie i czasami jak się nie spali tego, co one dają to łeb boli ;/
Life Energgy firmy Trec :)
Tu cytat: Life EneGGy jest specjalnie dobranym kompleksem ziół działających energetyzująco tj.: guarany, żeń-szenia syberyjskiego, żeń-szenia koreańskiego oraz żeń- szenia amerykańskiego. Guarana jest ekstraktem roślinnym zawierającym kofeinę, która pobudza pracę serca oraz układu oddechowego, co powoduje znaczne ożywienie organizmu.Kofeina zawarta w guaranie poprzez długotrwałe i równomierne przyswajanie podwyższa również zdolność koncentracji
"jakieś piguły" haha dragi xD xP ?