Kolejny przykład, na to, że za 10-15 lat słowo „Anglia” przestanie istnieć, a pojawi się określenie „Islamska Brytania” albo „Islamska Republika Anglii”. Następny dowód na to, że nawet kobieta uciekająca od Islamu, chcąca od nas – europejczyków otrzymać europejskie prawa, nie ma do tego możliwości… czemu? Bowiem my sami jej tego zabraniamy całując dupy muzułmanom i 99% z nas ma „klapki na oczach” patrząc na to, że już za kilka lat my – europejczycy, nie będziemy mieć prawa głosu w społeczeństwie w Anglii.
Dziennik „The Times” opisał przejmującą historię pakistańskiej kobiety, która przez lata gwałcona była przez własnego ojca-imama. Gdy kobieta przeszła na chrześcijaństwo i uciekła z domu, ojciec zebrał 40-osobową bojówkę, usiłując zamordować córkę, która „splamiła honor rodziny”. A wszystko to zdarzyło się nie w dalekim Pakistanie, a na północy Anglii.
Po latach cierpienia kobieta postanowiła napisać książkę o swoich doświadczeniach (The Imam’s Daughter), o tym jak od piątego do 15 roku życia była regularnie gwałcona przez własnego ojca, szanowanego duchownego i lidera lokalnej społeczności muzułmańskiej. Kobieta występująca pod pseudonimem Hannah Shah twierdzi, że jej historia nie jest wyjątkowa – wiele muzułmańskich kobiet boryka się z podobnymi problemami, a ich osobiste tragedie są niezauważane, a wręcz ignorowane przez najbliższych przyjaciół, a nawet przedstawicieli brytyjskich służb społecznych.Celem książki jest pokazanie losu wielu muzułmańskich kobiet w Wielkiej Brytanii, które w cywilizowanym kraju wychowywane są do życia w niewolnictwie i cierpieniu. Dziś Hannah ma nieco ponad 30 lat, jest niezależną kobietą, a jej mąż jest pracownikiem Kościoła Anglii. Ona sama przed kilkoma laty konwertowała na anglikanizm, gdy rodzina, u której mogła się ukryć przed przemocą ojca, zaczęła zabierać ją na nabożeństwa. Po pewnym czasie sama poprosiła o chrzest i została przyjęta do Kościoła.
W opowieści Hannah nie brakuje bulwersujących, a momentami trudnych do opisania wydarzeń, lecz to, co może najbardziej dziwić to skrajna pobłażliwość, z jaką przedstawiciele brytyjskiej pomocy społecznej traktowali Hannah, a także inne kobiety, które chcą wyrwać się z więzienia, hermetycznych społeczności muzułmańskich, rządzących się własnymi prawami i za nic mających brytyjskie prawo. Kobieta opisuje moment, w którym jej „społeczność” odkryła miejsce „bezpiecznego pobytu”. Do domu dobijała się grupa 40 uzbrojonych w siekiery i młoty na czele z ojcem kobiety. Hannah udało się zbiec. Nie zawiadomiła policji. Dlaczego?- Nikt by mi nie uwierzył – mówi i wspomina historię, gdy w szkole wreszcie zebrała się na odwagę i powiedziała nauczycielowi, że ojciec ją bije, nie ujawniając jednakowoż, że była również gwałcona. Szkoła wezwała pracownika społecznego, który nie uwierzył dziewczynce i zaprowadził ją do domu. – Powinnaś się wstydzić, zdradzając swoją społeczność – powiedział.
Hannah przestrzega przed polityczną poprawnością, bierną postawą, której podłożem jest przekonanie, że nie wypada mieszać się w wewnętrzne sprawy rodziny z innego kręgu kulturowego, że należy wykazać się „kulturową wrażliwością”, przyprowadzając kogoś z danej społeczności, aby „pomógł” poszkodowanemu. – Kiedy pracowałam z dziewczynami, które chciały uniknąć przymusowych małżeństw i przejść na chrześcijaństwo, opowiadały, jak pomoc społeczna oferowała skontaktowanie ich z rodzinami lub z kimś ze społeczności.Gdy zwierzchnik Kościoła Anglii, arcybiskup Canterbury Rowan Williams zaproponował, aby dopuścić w środowiskach muzułmańskich stosowanie szariatu, Hannah była przerażona, słysząc takie słowa od arcybiskupa. – Czy on w ogóle rozmawiał z jakąkolwiek muzułmańską kobietą? Słowo kobiety przed sądem ma wartość połowiczną wobec zeznań mężczyzny. Zarówno brytyjski rząd, jak i abp Williams popełniają ten sam błąd: rozmawiają ze społecznością muzułmańską, ale nie rozmawiają z kobietami. Rozmawiają z przedstawicielami wielkich organizacji, ale nikt nie słucha kobiet.
Czym zajmuje się dziś Hannah? Robi to – na co niechętnie patrzy część kościelnego establishmentu oraz brytyjski rząd – opowiada muzułmańskim kobietom o Jezusie. – Mówię im o miłości i przebaczeniu, których nie zaznają w islamie. Wiele lat zajęło mi przebaczenie. Za zamkniętymi drzwiami płakałam i krzyczałam, ale wreszcie mogłam powiedzieć: przebaczam. W przeciwnym razie byłabym zgorzkniała i zła, a nie chcę prowadzić życia przepełnionego złością – wyznała Hannah.
Polecame posty na ten temat:
- Anglia: Populacja muzułmanów
- Imam Al-Hilaly: Kobiety to mięso
- Mój tata chce mnie zabić
- 20 lat za artykuł o prawach kobiet
- Niemiecka republika islamska
- Fitna



Taa, pamiętam artykuł sprzed kilku miesięcy, że mają z miejsc pracy w Anglii zlikwidować wszelkie automaty z batonami, żeby podczas postu Muzułmanów one nie drażniły!
Dlatego bardzo lubię nasz katolicki kraj! Bądź co bądź nie zapowiada się powtórka z wysp, czy z Bałkanów, gdzie Albańczycy (czyli też Muzułmanie) stosując tą samą taktykę kilkanaście lat wcześniej zawłaszczyli sporo ziem mówiąc o niepodległości (i nie chodzi o wolny kraj Albania).
W sumie się nie dziwię. Mieszkałem w UK parę lat i na pierwszy rzut oka to spokojni ludzie, mili, uczynni i tak dalej, ale gdy przychodzi porozmawiać o prawach, jakie chcą wprowadzić w UK. Eh, to już inna bajka i odór sączy się z gęby.
Jak najbardziej się zgadzam. A już w ogóle z tym politykiem to jakaś paranoja.
I to nie tylko w Europie. Podobne "strachy" ma Dania, Francja, Holandia, Belgia.
W przypadku Francji:
- Zamieszki w Paryżu, pewnie Ci się przynajmniej o uszy obiło. Znacząca większość owych imigrantów to muzułmanie.
W przypadku Danii:
- Jakaś gazeta zaprezentowała karykaturę Mahometa. Efekt: zniszczone samochody, spalone sklepy, porozbijane witryny.
W przypadku Holandii:
- Krótki film "Fitna" prezentujący zapisy w Koranie nawołujące do mordowania innowierców. Efekt podobny jak wyżej, tylko gorszy.
Ok, masz rację. Przyznaję się do błędu. Materiały rzeczywiście ciekawe, dobrze, że potrafisz uzasadnić swoją rację.
Pozdrawiam, Krzysztofik
Tak się składa, że akurat muzułmanie w Anglii mają się bardzo dobrze i są oni rozpoznawalni, a nie izolowani przez angielskie społeczeństwo.
http://blogmida.pl/2008/07/06/islamexpo-2008/
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,63…
http://religiapokoju.blox.pl/2009/02/Odszkodowani…
http://www.youtube.com/watch?v=UWDKeyvE0Y0 – jeden z czołowych polityków sprzeciwiających się napływowi muzułmanów do Europy dostał nawet zakaz wjazdu do Anglii :)
Jeszcze w 2004 roku ilość muzułmanów w Anglii sięgała prawie dwóch milionów, dziś ta liczba jest z pewnością większa niż 2 miliony. Legalnie zamieszkujących, więc z pewnością co najmniej dwa razy więcej mieszka tam nielegalnie. Na oko 4 miliony na blisko 50 milionów mieszkańców Anglii. Mniej więcej co dziesiąty.
Tym razem trochę się z Tobą nie zgadzam, Mid. Racja, że Anglia nie pomogła jej, nie uwierzyła – to szokujące i straszne. Jednak myślę, że Anglicy nie "zwalają" i nie czeka nas “Islamska Republika Anglii”. Myślę, że ta reakcja Anglików wynika z izolowania i unikania muzłumanów. Przyznaję, że niektórzy(sporo ich) pod pretekstem Dzihadu są gotowi wysadzać się i mordować na dużą skalę w imie wiary, popieram też ataki Izraela(uważam Żydów za wspaniały naród). Myślę, że Anglicy po prostu się boją muzłumanów i odcinają się od nich.
Jak już nie raz pisałem – wprowadzają się do nas, a w d… mają panujące u nas prawo, jednak jeżeli my – chrześcijanie lub ateiści – pojedziemy do nich i zaczniemy się modlić po naszemu, to dostajemy kulę w łeb.
Nie są i raczej nie będą. Tylko się cieszę, że się tam nie urodziłem…
I niech mi ktoś powie że oni są normalni???