Prześladowania Chrześcijan
Z wieloma poglądami prezentowanymi przez muzułmanów można się zgodzić, jednak są również takie, które tylko w słowach są dobre, zaś w rzeczywistości okazują się wielkim kłamstwem. W tym poście przedstawię dwie fikcyjne postacie – jedna z nich będzie muzułmaninem, żyjącym i pracującym w Londynie, druga osoba będzie chrześcijaninem podróżującym po świecie (krajach Bliskiego Wschodu).
Najpierw jednak drobny fragment przedstawiający pochodzenie słowa „islam”:
Apologeci i misjonarze muzułmańscy wywodzą często słowo islam od słowa salām – pokój.
Ciężko się z tym zgodzić, skoro muzułmanin w Europie jest zupełnie inaczej traktowany niż chrześcijanin przykładowo w Iranie. Prawa i podstawy postępowania z osobą wyznającą inną wiarę, znacząco się różnią w stosunku do Bliskiego Wschodu, a Europy. Problem leży w tym, że aktualnie to muzułmanin mieszkający w Europie niekiedy ma lepiej niż sam europejczyk, bowiem przysługuje mu więcej praw inż rodzimemu mieszkańcowi. W przypadku chrześcijanina lub niewierzącego mieszkającego na Bliskim Wschodzie jest zupełnie odwrotnie – nie posiada on najczęściej żadnych praw, lub prawo piętnuje jego wiarę, a nawet obecność.
Wspomnę na początek słowa dyrektora Centrum Islamskiego w Monachium, Ali Khalif’a:
Arabia jest strażnikiem wiary islamskiej, tak jak Watykan chrześcijańskiej. W Watykanie też nie można otwarcie manifestować innej wiary, czy budować meczetów. Saudyjczycy chcą tylko, aby ich religia miała w ich kraju taki sam status jak chrześcijaństwo w Watykanie.
Idiotyczne porównanie, prawda? Najłatwiej jest porównywać kraj znacznie większy od przykładowo Polski, do kraju, który zmieściłby się przykładowo w Warszawie… Ciekawe gdzie Pan Khalif chciałby postawić meczet w Watykanie, skoro to praktycznie kilka budynków „na krzyż” z placem po środku, zaś Arabia Saudyjska to ogromny kraj w porównaniu nawet do całych Włoch.
Historia prześladowań chrześcijan i muzułmanów
Wiele osób nazywa to „zderzeniem cywilizacji” lub „zderzeniem religii”, które uwidacznia się w ostatnich dziesięcioleciach. Inni, mniej racjonalnie myślący ludzie mówią do chrześcijan „macie za swoje”, co głównie odnosi się do wypraw krzyżowych oraz przymusowego nawracania na chrześcijaństwo w Europie. Prawda – chrześcijaństwo również ma plamy z krwi na swojej historii i wcale nie jest ich tak mało. Wielu teraz zarzuci mi, że pewnie jestem jakimś misjonarzem lub głęboko wierzącym – otóż nie, jestem apostatą (osoba, która zerwała z jakąkolwiek wiarą).
Mówienie w stosunku do chrześcijan na styl „macie za swoje” nie ma najmniejszego sensu, bowiem to nie chrześcijanie mają zapisane w swojej Biblii nawracanie pod groźbą śmierci i to nie chrześcijanie mają w Biblii nakazywane podbijanie całego świata. Dziś organizacje walczące o wolność wyboru między innymi religii szacują, że na świecie ponad 200 milionów chrześcijan jest piętnowanych za swoją wiarę, zaś około 90 tysięcy rocznie ginie z rąk fanatyków, ekstremistów czy radykałów.
Muzułmanie w Europie
Gdzie znajduje się przewaga muzułmanina żyjącego w Europie nad rdzennym mieszkańcem? Wiadomo, że imigrant z początku posiada mniejsze prawa, ciężej mu znaleźć pracę oraz zdobyć przykładowo zasiłek. Z czasem jednak muzułmanin otrzymuje niektóre prawa, które dla europejczyka często są niedostępne – przykładowo w Anglii muzułmanin otrzyma zasiłek znacznie szybciej, często również otrzyma dodatki na dzieci. Zwykły ubogi mieszkaniec musi się starać, by otrzymać pieniądze na wyprawki dla dzieci, zaś muzułmanin może taką „dotację” otrzymać od ręki. Nie ważne czy to Niemcy, Francja, Włochy, Anglia czy Belgia lub Holandia – muzułmanin wszędzie ma zagwarantowaną wolność wiary, wszędzie ma możliwość zdobycia obywatelstwa, możliwość budowy swoich świątyń, nikt mu nie zakazuje wiary w Allaha i nikt go nie karze za posiadanie Koranu. Może wnosić o dotację na budowę meczetu, może organizować spotkania religijne, może sprzedawać książki o Islamie na bazarze, może zawiesić sobie złoty półksiężyc na łańcuszku, a jak mu się spodoba to może wykupić wielki billboard w centrum Londynu z napisem „Allah cię kocha”. Wszystko jest cacy – pełna tolerancja, swoboda praw, wolność wyboru.
Załóżmy, że nasza fikcyjna muzułmańska rodzina, postanawia zmienić religię na buddyzm – żaden problem, albo na chrześcijaństwo – również żaden problem. Albo w ogóle zrezygnować z religii – to też żaden problem, chyba że fanatyczna rodzina z Bliskiego Wschodu zauważy, to ogłosi wyrok śmierci.
Jeżeli muzułmanin w Europie chce prowadzić firmę – żaden problem, otrzyma takie same prawo i taką samą pomoc, jak zwykły mieszkaniec, jak chrześcijanin, buddysta, niewierzący czy nawet satanista. Jeżeli chce może bez problemu usiąść sobie na ławce i czytać Koran, może w parku, wyjąć „dywanik” i się modlić. Nikt mu tego nie zabroni.
Nasz fikcyjny muzułmanin udaje się po zasiłki, dostaje wszystkie w pełnej kwocie, mimo to, że zarabia na czarno. Po drodze przykładowo spowoduje wypadek samochodowy, lądując na posterunku policji bez problemu otrzyma możliwość modlitwy, chodź by w momencie ustalania przyczyn wypadku.
Nikt mu również nie zakaże nawracania na Islam, gdzieś na ruchliwym placu. Może wyjąć Koran i drzeć się na całe gardło, że jest to jedyna religia na świecie. Nikt mu nic nie zrobi (może poza skinami), bo ma do tego prawo, jeżeli chce to może sobie w domu zrobić świątynie i jeżeli nie zakłóca ciszy nocnej, to może tam prowadzić modły dla stu ludzi… Ma do tego prawo.
Nasz fikcyjny muzułmanin udaje się do londyńskiego metra, w wagonie jedzie kilku policjantów, rozkłada swój „dywanik” i zaczyna się publicznie modlić. Wszystko fajnie – ma do tego prawo.
W przypadku konstytucji oraz obywatelstwa – jeżeli osoba wierząca w Allaha chce posiadać np. francuskie lub niemieckie obywatelstwo, Europa nie widzi przeszkód w kwestii religii. Podobnie z konstytucjami państw europejskich – jesteś żydem, chrześcijaninem, muzułmaninem, hindusem – nie ma problemu, nikt prawnie cię za to nie ukarze.
Chrześcijanie na Bliskim Wschodzie
W tej historyjce, nasz fikcyjny chrześcijanin przyjeżdża do Teheranu w Iranie, na szyi ma niewielki złoty łańcuszek z zawieszonym krzyżykiem. Strażnicy mogą nakazać schować takiej osobie owy łańcuszek, w najdelikatniejszej opcji. Po rozmowie z strażnikiem nasz fikcyjny bohater napotyka rodzinę chcącą wyjechać z Iranu, uciec i porzucić religię.
Ktoś o tym donosi (okazuje się, że w Iranie istnieją specjalne oddziały do infiltrowania skupisk innych religii niż islam), zaś nasz bohater przyznaje się do tego, że kiedyś był apostatą – kara śmierci grozi owej rodzinie oraz naszemu bohaterowi (za „odwracanie od Islamu” oraz za samo słowo „apostazja”). W trakcie konfliktu nasz bohater zarzuca władzom fanatyzm, oczywiście za jakiekolwiek niewygodne słowa typu „terroryzm, fanatyzm oraz ekstremizm religijny” można zostać skazanym na powieszenie za bluźnierstwo.
Naszego bohatera nieco to dziwi, bowiem Iran podpisał Deklarację Praw Człowieka, w Międzynarodowej Konwencji Praw Obywatelskich i Politycznych oraz w swojej Konstytucji gwarantuje wolność religijną.
Warto również wspomnieć pewien fragment z Koranu, mówiący o tym, że każdego nie-muzułmanina można bez problemu zabić i nie grozi za to żadna kara.
Zapłatą dla tych, którzy zwalczają Boga, i Jego Posłańca, i starają się szerzyć zepsucie na ziemi, będzie tylko to, iż będą oni zabici lub ukrzyżowani albo też obetnie im się, rękę i nogę naprzemianległe albo też zostaną wypędzeni z kraju. (Koran 5:33).
Jak wiadomo, w krajach muzułmańskich różnie interpretuje się różne fragmenty Koranu, ba… nawet powstają specjalne szkoły i uczelnie zajmujące się ich „odpowiednim” interpretowaniem. Jak wiadomo, często te interpretacje naginane są do odpowiednich potrzeb. Fragment mówiący o „zepsuciu” lub „zwalczaniu Boga” spokojnie można nakierować w stronę chrześcijanina, który ubiera się inaczej oraz który wierzy w inną wiarę.
Nie ma przymusu w religii. (2:256)
Widać, powyższy fragment to chyba jedno z największych kłamstw… rzeczywistość jest inna.
Nasz fikcyjny bohater postanowił wyjechać do Iraku (wbrew pozorom…), podczas robienia „zakupów” na bazarze, młoda muzułmanka ubrana w burkę (czytaj namiot) spogląda na naszego bohatera, ten zaś na nią. Oczy spotykają się dosłownie na kilka sekund, jednak mąż muzułmanki zdążył to zauważyć – bije swoją żonę, zaś naszemu bohaterowi grozi.
Gdyby nasz bohater był kobietą… uznajmy, na potrzeby przedstawienia kilku faktów.
Jeżeli nasza bohaterka zostałaby zgwałcona przykładowo w Iranie, Arabii Saudyjskiej, Iraku… co z tego, skoro za gwałt na niewiernej w wielu krajach muzułmańskich nie ma kary, bowiem „sama swoim ubiorem prosi się o gwałt” – jak powiedział jeden z przywódców religijnych. Następny cel podróży naszego fikcyjnego bohatera to Arabia Saudyjska… Co ciekawe, już w trakcie przeglądania oferty linii lotniczych oraz przed samym startem pasażerowie są ostrzegani, iż wwożenie jakichkolwiek symboli religijnych – biblii, posążków Buddy, krzyżyków jest zabronione. Podczas podróży po Arabii Saudyjskiej nasz bohater/bohaterka otrzymuje przestrogę od właściciela domu, w jakim mieszka, że nawet dotknięcie Koranu lub co gorsza jego uszkodzenie przez osobę niewierną, może skończyć się więzieniem lub śmiercią… i że na to nie są potrzebni świadkowie. Dodatkowo właściciel domu radzi naszemu bohaterowi/bohaterce, by nawet nie spotykała się z innymi chrześcijanami i nie pytała o najbliższy kościół, bowiem nawet prywatne spotkania religjne w prywatnym domu mogą zakończyć się wizytą policyjnej religii i ciężkim więzieniem.
Następnie nasz bohater/bohaterka udaje się do Indonezji, zamieszkuje z starszą kobietą w niewielkim domu. Kobieta widząc, że nasz bohater/bohaterka posiada krzyżyk na szyi, od razu zastrzega, że 8 listopada 2006 roku w Indonezji odbył się sąd muzułmańskiej grupy, która zabiła kilka chrześcijańskich dziewczynek i planowała zabójstwa kolejnych 100. Wszystko w imię czystości religijnej.
Podczas wycieczki po Egipcie nasz bohater/bohaterka spotyka się z kilkoma chrześcijanami, po rozmowie dowiaduje się, że rząd stosuje ustawę pochodzącą z… 1856 roku, która zabrania remontowania i wznoszenia świątyń nie-chrześcijańskich bez zgody najwyższych władz.
Nasz fikcyjny bohater wyjeżdża z Egiptu i udaje się do niewielkiego kraju zwanego Mauretanią. Kraj, w którym według rządu oficjalną religią jest islam. Cóż to, ostoja wolności religijnej? Wreszcie – konstytucja gwarantuje wolność wyznania… tak, tylko nie chrześcijanom, tym za prezentowanie swojej wiary grozi śmierć na miejscu.
Przed naszym bohaterem wyjazd do dwóch aktualnie bardzo niebezpiecznych krajów, dla wszystkich, którzy nie są muzułmanami – najpierw do Pakistanu, gdzie niczym niezwykłym są pożary kościołów, czy zmuszanie pod groźbą śmierci do zmiany wiary. Nasz bohater zatrzymuje się w mieście portowym na południu kraju. Nocą, do mieszkania, które wynajmuje ktoś wrzuca koktajl Mołotowa, nad rankiem właściciel mieszkania z użyciem rękoczynów kłóci się z jakimś człowiekiem. Od innych mieszkańców nasz bohater dowiaduje się, żeby nie przyznawać się do swojej wiary, bo to grozi śmiercią. Gorzej jest chyba tylko w Sudanie, gdzie trwa religijna wojna północy zamieszkałej przez muzułmanów, z południem zamieszkanym przez mieszanki różnych religii. Chrześcijański bohater tejże opowieści dowiaduje się, że Omar Hassan al-Turabi ogłosił fatwę, mówiącą że żadne morderstwo na niewiernym nie będzie karane, zaś przywłaszczenie jakiekolwiek przedmiotu niewiernego nie będzie kradzieżą.
ONZ, sama sobie strzela w stopę…
Dnia 11 marca 2009 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych promuje i ustanawia zapis na temat „nie obrażania religii”, dokładniej i ściśle mówiąc „Walka z obrazą religii” (Combating defamation of religions). Oczywiście nie miałbym nic przeciwko zasadzie mówiącej o przykładowo – zakazie ukazywania symboli religijnych jako element „sztuki” (aluzja do męskich genitaliów na krzyżu, kto nie kojarzy sprawy – Google). Jednak zasada ONZ pod tytułem „Walka z obrazą religii” tyczy się jedynie islamu, nie dotyczy ona przykładowo hindusów czy buddystów. Owa rezolucja zabrania między innymi negatywnej krytyki islamu oraz islamskiego systemu wartości. Celem zasady jest zabronienie publicznej dyskusji na tematy, które zdaniem twórców „i tak nie powinny podlegać dyskusji”.
Nie dość, że niewierzący lub „innowierzący” w świecie Islamu nie mają praktycznie żadnych praw (chyba jedynie prawo do śmierci), to jeszcze my – we własnym kraju – za pomocą ONZ nie możemy o tym mówić…
Za:
- National Interest
- Rzeczpospolita
- „Prześladowani i zapomniani”, raport Episkopatu Polski
- London Telegraph (2001)
- Raport Release International z 2006
- Dżihad – święta wojna, ISBN 83-7221-229-5
- Raport Open Doors
- Apostazja w Iranie to śmierć



@ wsad
Problem w tym, że nawet jeżeli jest to zapisane – nie praktykuje się tego w takim stopniu jak w Islamie. Szacuje się, że blisko 60 000 kobiet rocznie zostaje zabitych za „splamienie honoru” (przykładowo spojrzenie w oczy innemu mężczyźnie z poza rodziny)…
chrześcijanstwo nie rozni sie duzo od islamu… w starym testamecie pisze by ukamieniowac swoje dziecko jak odejdzie od wiary…
@ żubr
Zauważ, że Iran podpisał wszelkie dokumenty dotyczące poszanowania wolności religijnych oraz wolności słowa. Również w konstytucji ma zapisane, że każdy może wybierać własną religię i nie będzie za to represjonowany.
To go różni od ZSRR, który nie uznawał żadnej religii i nigdzie w jego prawie nie była zapisana wolność wyznania.
Jeżeli w Europie ciężko zbudować meczet, to zapraszam:
http://www.piotrskarga.pl/ps,738,2,0,1,I,informac…
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/w_duisburgu_ot…
http://turystyka.wp.pl/artykul.html?wid=10478825&…
Drogi żubrze, buduje się… buduje i to takie, które niekiedy są większe niż chrześcijańska katedra w danym mieście.
@dominik
Jak wspominałem wyżej – nie każdy muzułmanin jest zły. Jak to się mówi "dobry muzułmanin, jest lepszy niż dobry człowiek" – bo to prawda, jeżeli muzułmanin wierzy w pierwotną wersję tej religii, wszystko jest cacy, jednak wierz mi, że około 80% muzułmanów to po prostu faszyści, o czym będę pisał w przyszłości. Przykładowo ich religia nakazuje im nazywanie odpowiednio siebie oraz nieodpowiednio (obraźliwie) wszystkich nie-muzułmanów.
Idąc dalej – pisałem, że porównywanie naszej inkwizycji, do aktualnych prześladowań jest co najmniej porównaniem idiotycznym. Z rąk inkwizycji z pewnością nie ginęło blisko 90 tysięcy ludzi rocznie.
Jeżeli powinniśmy się cieszyć z tego, że w Anglii stosuje się muzułmański szariat w stosunku do europejczyków, to gratuluję. Jeżeli mamy się cieszyć z tego, że niedługo muzułmanie wyprą naszą rdzenną ludność i zasymilują nas w przeciągu najbliższych 100 lat, to również gratuluję.
Dziekuje za artykul. Wiem ze po jego lekturze duza czesc czytelnikow moze miec poczucie niesprawiedliwosci.
Ja mysle nieco inaczej.
Mieszkam w UK i ciesze sie ze moge wielokrotnie na polu zawodowym znajdowac wspolny jezyk z muzulmanami. A i nie tylko bo mialem okazje blisko rok mieszkac pod jednym dachem z Muzulmanska rodzina i nie raz w weekend prowadzilismy filozoficzne rozmowy na przerozne tematy.
Uwazam ze ogromnym bledem bylo by traktowanie ich wedle zasady "oko za oko…"… Sami na sobie to przerabialismy. Mielismy inkwizycje i nic dobrego z tego nie wyszlo.
Pozaty jesli traktowac Europe jako ostoje chrzescijanstwa, to obserwujac to jak traktujemy wyznawcow religii niechrzescijanskich mozemy sobie powiedziec ze robimy to zgodnie z chrzescijanskimi "wytycznymi". Zreszta tak jak autor napisal – moga sie w parku pomodlic, czytac Koran etc etc.
Mysle ze powinnismy sie cieszyc raczej niz ubolewac ze Europa jest tolerancyjna i ze jest im jest tu lepiej niz nam na Bliskim Wschodzie.
Porównywania do krajów arabskich europejskich jest tak samo bezsensowne jak przytoczone wcześniej porównanie do watykanu. Iran jest krajem totalitarnym rządzonym wg prawa religijnego. Propagowanie lub chocby okazywanie tam chrescijaństwa mozna porównac do nawoływania do demokracji za ZSSR. Porównania do Iraku nie będę komentował, Arabaia Saudyjska jest królestwem, gdzie zasady religijne można porówna do tych w europie wiele lat temu. Opisana w Egipcie ustawa nie jest dobrym argumentem, ponieważ w europie równie trudo wybudowa meczet. Miejsce na którym wybuduje sie meczet islamiści uznają za na zawsze święte nawet po jego zburzeniu, dlatego władze miast niechętnie wydają pozwolenia. Autor tez bardzo przesadza opisując chrześcijanina podróżnika, na pewno nie był w północnej Afryce albo bliskim wchodzie. Zgadzam się z tezą z artykułu. Ale nistety sam atyków to gniot niewarty wykopania:/
http://ap.ohchr.org/documents/E/HRC/resolutions/A…
prawda jest taka że to by jesteśmy bałwany że sobie na to pozwalamy.. w końcu to my wybieramy swoich przedstawicieli a oni sie na takie jazdy zgadzają:/
Dzięki za ten artykuł. Ciekawe jak długo jeszcze będzie trwała ta chora sytuacja.
Skomentuję to tak: Muzułmanie to ludzie chorzy, którzy domagają się swoich praw w Europie, a u siebie nie tolerują innych.