Post lekko humorystyczny… Wczorajsza sytuacja, gdy wybulgotalem całą dwulitrową butlę miodu pitnego 17%, zmusiła mnie do przedstawienia swojej jakże skromnej osoby, po paru głębszych, powodujących stan, tzw. upojenia alkoholowego, potocznie zwanego, pierwszym krokiem wtajemniczenia w najtajemniczniejszą tajemnicę wiary. Masło maślane, dobra, głównie chodzi o to, że postaram się przedstawić siebie, jak zachowuję się, wyglądam i odnoszę do okolicy mając po kilka promili na koncie. Naszedł mnie ten post po obserwacji innych osób, które wyraźnie można by podzielić na kilka kategorii.

Zielona wróżka…
Zielona wróżka…
Na szczęście…
Zielony humor…
Zielone skrzydełka…
Na szczęście…
Początki zawsze są trudne – cokolwiek by to nie było, to wchodzi bardzo opornie, może nie licząc Heinekena. Potem nadchodzi chwila rozluźnienia i wszystko idzie gładko. Zamieniam się wówczas w najbardziej optymistycznego człowieka na ziemi, któremu przysłowiowy „banan” z twarzy nie schodzi :-)
Robi się ze mnie typowy miś, który lubi się rozwalić na krześle, na fotelu, jeżeli w barze to dwiema łapami przytrzymywać wspominanego banana. Na szczęście wówczas widzę normalnie – nie mam tego efektu, co wielu – że widzą, po wielu promilach same piękne kobiety. Co w ogóle ciekawe – nawet mając trzy kółka na koncie, nie mam problemów z prawidłowym celowaniem w klawisze, dalej piszę szybko, poprawnie i z polskimi znakami… Czasami gdzieś tam wymsknie się jakiś błąd, ale nawet jak mam problem z wstaniem z łóżka, to z pisaniem większych kłopotów nie ma.
Dzień jutrzejszy boli w zależności od tego, co się wypiło, w moim przypadku… i czy z zagrychą, czy bez. Jeżeli z, to następny dzień przypomina wysrywanie całego kręgosłupa, z każdym kręgiem co godzinę, jeżeli bez – to albo jest morderca, albo nie ma nic, nawet śladu. Kac objawia się nie tak jak u większości – nie chce mi się pić, nie suszy, nie burczy, nie mam ziewu smoka… Ja po prostu zamieniam się w filozofa. Potrafię przysiąść nad jakimś zagadnieniem i rozpracowywać go do najmniejszego szczegółu, a filozoficzne miny jakie strzelam, powaliłyby nawet królową Anglii na kolana (ze śmiechu). Ciekaw jestem, jak będę dziś wyglądał w robocie, po 17, kiedy z pewnością jedyną rzeczą, o której będę marzył, to spanie…



Mid – profesor filozofii po promilowej.
Hehe, to nie masz tak źle, jeśli zostajesz filozofem :)
Nie wszystkie poprawia, a tylko te najczęstsze – jak "nei" na "nie" ;)
Ale bardziej chodzi mi o to, że przepisanie kartki A4 nawet po promilach to nie problem w ciągu paru minut :)
"dalej piszę szybko, poprawnie i z polskimi znakami… Czasami gdzieś tam wymsknie się jakiś błąd"
bo używaasz AQQ z korektorem błędów :D