Ostatnio przeglądając bezdenną otchłań, zwaną niekiedy Internetem natrafiłem na artykuł o tytule „Taki piękny koniec świata” autorstwa Tomasza Pstrągowskiego, zamieszczony w serwisie Komiksownia. Bardzo rzadko trafia mi się czytać idiotyzmy pokładu artykułu dostępnego pod wymienionym wcześniej linkiem… Bowiem doprawdy, stosowanie takich porównań, jakie zaraz przedstawię i wypisywanie takich błędów, zdarza się niezwykle rzadko. Podstawowe pytanie, dla tych którym się nie chce czytać – czy stawianie filmu Wall.E o wzruszającym robociku, z postnuklearną historią Fallout, jest mądre, czy po prostu idiotyczne?
Zapraszamy na przegląd najbardziej sugestywnych dzieł opisujących zagładę świata.
Ok, zaczynamy – na początek autor podsunął Krucjatę Jerry’ego Ahern’a – najpierw równa ją z błotem, uznaje za arcyidiotyzm, by w ostatnim zdaniu ją wychwalać. Zaprzeczanie samemu sobie? Dobrze, ten aspekt można pominąć, jedziemy dalej. Następny jest tytuł Water World, bardziej znany nam jako Wodny Świat. Ciekaw jestem, że film dość kultowy, rozpoznawalny, jeden z najoryginalniejszych, autor nazywa „kasową porażką”. Samą ideę zatopionych miast nazywa rozwiązaniem idiotycznym… podając oczywiście naukowe rozwiązania, że niby woda nie mogłaby się tak mocno podnieść. W takim wypadku Pan Tomasz Pstrągowski chyba myli pojęcia „fantastyka naukowa” oraz „wizja zagłady świata” – film ma być dobry, czy ma być zajebiście dokładny pod względem naukowym? Skoro mowa o postapokalipsie – w takim razie niech Pan skreśli inne dzieła z swojego spisu, który w tym poście przemiło „pojadę”, może byłoby lepiej?
Najpierw Pan mówi o nierealności danego dzieła, a następnie do swojego artykułu dodaje Pan anime/mangę, w których to w ogóle wszystko jest „nienaukowe”…
Po Wodnym Świecie autor opisuje z wierzchu Eden: It’s an Endless World!, Hiroki Endo, o którym się nie wypowiem, bo po prostu nie znam. Dopiero po Edenie przychodzi gwóźdź programu…
Czyli… Wall.E. Nie wiem, jak trzeba być mocno nietrzeźwym, by porównywać film Wall.E do innych dzieł o tematyce apokalipsy lub nuklearnej zagłady, ale obstawiam, że minimum dawkę śmiertelną alkoholu we krwi. Co ma wzruszający film, które jak dla mnie jest lekkim romansidłem, osadzonym w lekko apokaliptycznym świecie, do np. Wodnego Świata lub do Krucjaty? A co lepsze… co ma do Fallouta?!
Autor przeszedł sam siebie słowami:
Ostatnim człowiekiem jest robot, Wall-E
Człowiek jest robotem, robot człowiekiem… Hm…
Idąc dalej – „Jestem legendą” Richard’a Matheson’a, autor dobrze zaznaczył, że lepiej mieć w ręku książkę, niż oglądać arcykrótki (zaledwie godzinny!) film. interesująca wizja zagłady, dałoby się wspomnieć o książce i filmie parę zdań więcej.
Wiecie czego nie lubię w takich artykułach dotyczących „sugestywnych dzieł”, jak to nazwał sam Pan Tomek? Nie zdzierżę stronniczości – czym głębiej w wspomniany artykuł tym bardziej śmierdzi stronniczością. Jakikolwiek film lub książka nie będąca anime/mangą o tematyce postapokalipsy jest z góry skazana u Pana Tomka na porażkę. Krucjata zła, Wodny Świat zły, Punisher też zły… a to nawet nie połowa artykułu, za to wszystkie anime/mangi są super, jak do tej pory.
Po kilku mniej znanych mi anime/mangach znalazł się Mad Max, od razu pojechany za brak fabuły i za to, że akcja kręci się non stop wokół jednego – kto co woli, Panie Tomku, jednak cały artykuł wręcz przesrany jest Pana wrażeniami, bez zwracania uwagi na to, czy coś jest już kultowe, czy nie… O Pana anime za 15 lat nikt nie będzie pamiętał, a filmy i książki są ponadczasowe. Muzyka z filmu Mad Max do dziś jest chętnie słuchana…
Przyszła sobie pora na „Droga” autorstwa Cormac’a McCarthy’ego… Jedyna ocena wśród prawie 5 stron artykułu, z którą mogę się zgodzić – dzieło doskonałe, bez cienia wątpliwości godnie nagrodzone. Wszystko super, gdyby autor nie dawał wrażenia, że pisze o filmie, który dopiero będzie miał premierę. I tutaj ponownie nosi mnie pytanie – czy Pan Tomek ma pojęcie o czym pisze, skoro tekst o „Drodze” uatrakcyjnia kadrem z filmu, którego na 100% jeszcze nie widział, bowiem owy film nie miał premiery?
Na szarym końcu pojawił się Fallout, świat – moim skromnym zdaniem – posiadający setki razy więcej fanów niż większość przedstawionych powyżej tytułów. Przez autora, który moim zdaniem zanurzył się jedynie w intro Fallout 3, nie zwracając uwagi na części poprzednie i całą część trzecią, został nazwany „niedoskonałym”.
Moim zdaniem porównywanie wyżej wymienionych tytułów opiewa na idiotyzm. Co ma Wall.E do Fallouta, albo Wodny Świat do anime/mangi, w której nie ma mowy o żadnej nuklearnej apokalipsie? Gdzie podział się Ostatni Brzeg, Armia Boga, nawet Pojutrze i Terminatora można by postawić wyżej od większości z wymienionych tytułów… Choćby Armagedon, niby film oklepany, ale dający więcej do myślenia, niż niemal wszystkie w artykule. Wiele książek również można by postawić wyżej, wiele przede wszystkim polskich książek, jednak widać, że pojęcie Pana Tomka o zagładzie kończy się na anime/mandze, a reszta to przysłowiowe „słabe trociny”.



Jest również inna zasada – nie podoba Ci się styl, nie zgadzasz się, masz inne zdanie – nie czytaj, zamknij stronę, nie wracaj. Bardzo prosta zasada…
Łatwo zauważyć patrząc po statystykach tego posta – mogę się jedynie domyślać, że pankomentarz jest znajomym Pana Mściciela.
Owy post czyta dziennie zaledwie 5 osób, średnio, a nagle się taki rumor zrobił.
To, jakich słów mam zamiar używać, to już zależy ode mnie. Jednym się podoba, innym nie. I naprawdę, jeżeli będę chciał użyć zwrotu "bowiem azaliż doprawdy" lub jeszcze dziwniej, to tak uczynię.
Film można nazwać kasową porażką, gdy okazał się totalną klapą nie tylko kinową, ale również telewizyjną. A tak się składa, że film określony porażką kasową zarabia nawet dziś.
Nie znam osoby, która określiłaby Wall.E filmem o tematyce końca świata. Kto wie, może Ty znasz ludzi, którym ten film się z tym kojarzy. Ja niestety nie znam nikogo takiego, wszyscy uważają to za "romansidlo wymieszane z lekką komedią".
Słowa "nie zdzierżę stronniczości" dotyczyły tego, jak autor podchodził do opisywanych dzieł. Dla porównania – napiszę sobie artykuł o najbardziej kasowych filmach. Stawiając na to, by przedstawić innym czytelnikom owe filmy. Za to będę na każdym kroku wybrzydzać na filmy, które mi się nie podobają, a ubóstwiać wyłącznie swój kanon idealnego filmu. Jeżeli stawiamy na zaprezentowanie, to prezentujemy, bez stronniczego stawania po stronie jednego lub kilku tytułów. Oceniając wszystko wedlug swojego kanonu nie można nazwać artykułem o wizji zagłady, a artykułem oceniającym…
O kultowości nie świadczy zdanie jednej osoby czy kilku. Wystarczy spojrzeć ile osób zna jeden tytuł, a ile drugi. Ile osób zachwyca się jednym tytułem i uznaje go za dobry, świetny albo boski, a ile osób tak samo ocenia jeszcze inny tytuł.
Co do Fallout… Jak widać nie tylko ja odebrałem wspomnienia o Fallout w artykule, jako totalne olewactwo tego tytułu. To, że dana gra jest wymieniona jako ostatnia nie oznacza, że jest to jakaś "inwersja". Chodzi o słowa użyte w opisywaniu gry – nie tylko ja je odebrałem tak, jakby autor w ogóle tej gry nie widział.
Nigdzie nie powiedziałem złego słowa o Komiksomanii, a jedynie nie podoba mi się styl autora (podobnie, jak Tobie nie podoba się mój). Każdy ma własne zdanie i doskonale sobie zdaję sprawe Panie Tomku (oraz paniekomentarzu), że Wasze zdanie o mnie nie jest dobre. Każdy może wyrażać swoje zdanie i według mnie, mieszanie gry o tematyce apokalipsy, filmów o tym temacie oraz anime/mangi jest po prostu bezsensowne.
Jeżeli tak uważasz – że wszystko prócz Ciebie jest poniżej "wymaganego" poziomu – to cóż, jak wspominałem – krzyżyk w prawym górnym rogu i naprawdę… oszczędzisz sobie nerwów. Nikt Ci nie każe tego czytać. Ja jeżeli coś czytam i uważam to za bzdurę totalną, po prostu zamykam stronę i czytam coś innego.
Po czytaniu Twojego komentarza mam wrażenie, że każdy inny nie może nic mówić, każdy powinien się podporządkować pod Twój wymarzony styl i każdy powinien zwracać się do Ciebie per "Wasza Zajebistość", bowiem każdy inny jest zły i "w ogóle be".
Koniec.
Jest taka zasada w sieci: nie komentuj, jeśli nie chcesz być okomentowany. Mogłem to wrzucić do siebie, gdzie lubię takich napuszonych pupków opisywać, co to potrafią stawiać przecinki i uważają, że daje im to prawo do wylewania swojego nieciekawego zdania w świat, ale…
No właśnie. Oto tak zwany "taste of your own medicine".
– Bowiem doprawdy"
Bowiem doprawdy. Przeczytaj to i zastanów się, czy chcesz używać w przyszłości tego słów połączenia. Albo używaj, ale nie w kulturalnym towarzystwie, bo przyprawisz ich o zawały serca. Słów ładnych nie wystarczy znać, trzeba umieć ich używać.
– Ciekaw jestem, że film dość kultowy, rozpoznawalny, jeden z najoryginalniejszych, autor nazywa “kasową porażką"
Nie wiem, w jakim świecie żyje autor tego artykułu, ale na przykład w prawdziwym świecie, coś może się nie zwrócić, ale stać się kultowe. POTRAFISZ TO SOBIE WYOBRAZIĆ?
– Wall.E. Nie wiem, jak trzeba być mocno nietrzeźwym, by porównywać film Wall.E do innych dzieł o tematyce apokalipsy lub nuklearnej zagłady, ale obstawiam, że minimum dawkę śmiertelną alkoholu we krwi.
Nie bardzo rozumiem. To artykuł o wizjach końca świata, tak? A Wall.E to jest wizja końca świata, tak? No to o co chodzi. Proszę się nie dopieprzać o pomysł artykułu, bo to jest po prostu głupie i wystawia na pośmiewisko.
– Nie zdzierżę stronniczości
A czymże jest to, co Pan robi? Dobiera Pan durne argumenty, nie rozumiejąc, co Pan czyta. Nazywa Pan idiotyzmem czyjeś zdanie? Wystarczająco jasno podane?
– Panie Tomku, jednak cały artykuł wręcz przesrany jest Pana wrażeniami, bez zwracania uwagi na to, czy coś jest już kultowe, czy nie…
No tak, artykuł jest przesrany, to prawda, ale… cóż, kto powie, co jest kultowe? Ty? Inni blogokrzyzowcy?
– Przyszła sobie pora na “Droga” autorstwa Cormac’a McCarthy’ego…
Trzeba się nauczyć pisać najpierw. Tytuły w język polski odmieniać się.
– Na szarym końcu pojawił się Fallout, świat – moim skromnym zdaniem – posiadający setki razy więcej fanów niż większość przedstawionych powyżej tytułów.
No tak, bo udowodniono już, że szary koniec, czy to też to, co pojawia się na końcu, jest w ogóle nie ważne. Dlatego wszystkie listy przebojów podawane są od tyłu. Dlatego w poezji to co jest na końcu, jest najważniejsze. Trochę powagi, błagam.
– Moim zdaniem porównywanie wyżej wymienionych tytułów opiewa na idiotyzm. Co ma Wall.E do Fallouta, albo Wodny Świat do anime/mangi, w której nie ma mowy o żadnej nuklearnej apokalipsie?
Dlaczego "opiewa o idiotyzm"? (btw, tak się nie mówi, mówi się "zakrawa na idiotyzm"). gdzie argumenty, rzeczowe dyskusje? gdzie jakieś własne zdanie oprócz "beee komiksomania i durnie co jom prowadzom".
– Choćby Armagedon, niby film oklepany, ale dający więcej do myślenia, niż niemal wszystkie w artykule.
No tak, tu są argumenty, teraz żałuję, że o nie prosiłem.
I ta lista. Człowieku, niczym się nie różnisz od masy idiotów, którzy wchodzą na ranking, patrzą, że nie ma czegoś co znają i już ich paluszki swędzą, co by sobie powypisywać, jakie to beztalencia i gówno pracują w serwisach.
Można się spierać, można mieć swoją listę, można dyskutować, ale to, co tu zrobiłeś, jest po prostu poniżej nawet mojego poziomu.
Jednak nie jestem żałosny.
I nie, nie ssę pyty autora na komiksomanii, ale lubię z ludzi się śmiać.
Pozdrawiam!
http://www.komiksomania.pl/publicystyka/taki-piek…
Tak a propos usunięcia artykuły z serwisu. "Poruszanie Google" widać nie jest twoją mocną stroną.
Nie trzeba się domyślać, że owym zamaskowanym mścicielem jest autor wymienianego artykułu.
Patrząc na Pana tok rozumowania lepiej w ogóle się nie odzywać, bo nikt nic nie rozumie i pod groźbą utraty życia nie ma żadnego prawa, jeżeli chodzi o krytykowania Pana artykułu.
O broń Boże! Za sam ten post autor powinien cierpieć nieziemskie katusze.
Szkoda tylko, że artykuł nie jest już dostępny… Niech Pan spojrzy na komentarze – wszyscy się zgadzają z autorem postu. Również wiele komentarzy w artykule wymienianym pięknie Pana "poniewiera", widać autor postu nie jest odosobniony po lekturze.
Następnie – anime i manga to nie składnia 99% komiksów. Doprawdy, świat bez anime i mangi istnieje. Zapewne ponadczasowe mogą być mangi i anime, jednak artykuł odnosił się do wizji apokalipsy, a nie do tego co jest ponadczasowe lub co nie jest. Pana artykuł przeczytałem, gdy był jeszcze dostępny pod wymienionym linkiem i podobnie, jak autor odczułem wrażenie, że jest Pan typowym "mangaloverem", dla którego wszystko co nie jest mangą, jest zaledwie przeciętne.
"Poruszyłem Google" i tak sobie czytam komentarze do Pana artykułów. Połowa ludzi ma Pana po prostu dość, nie widzi Pan tego? Wszystko, co Pan ocenia, robi to Pan jednostronnie w stylu "mi się podoba lub mi się nie podoba" w ogóle mając głęboko w poważaniu innych ludzi. Zaczepia Pan czasami tematy kultowe według "mojego widzi mi się", oceniając według własnego wzorca. Często myli Pan pojęcie felietonu z oceną, recenzji z wyżalaniem swojego "ale".
Jak się komentuje wpis na serwisie, to wypadałoby nie przekręcać nazwy tego serwisu.
Jak się nie rozumie metafory, że robot zachowuje się jak człowiek (w świecie bez ludzi) to wypadałoby nie zabierać głosu w jej sprawie.
Jak się widziało nieudaną okładkę Drogi, to się wie dlaczego zdjęcia z nadchodzącego filmu wyglądają bardziej atrakcyjnie.
Jak się przeczyta artykuł uważnie, to się dostrzeże, że Fallout został w nim uznany za najdoskonalszą wizję postapokalipsy.
Jak się nie lubi mangi i anime, to się ma poważny problem z czytaniem serwisu o komiksach.
Jak się uważa, że ponadczasowe mogą być tylko książki filmy, a mangi i anime już nie, to jest się najprawdopodobniej normalnym głupkiem.
A jak się nie potrafi zrozumieć jak działa serwis Książka WP to się nie wie, że nie jest to ocena czytelników wobec recenzenta, a średnia ocen recenzenta wystawiana książkom.
Co to za przysłowie z tymi słabymi trocinami?
Ostatnio gość dodał artykuł o komiksach, które zmieniły świat. O większości z nich nawet nie miałem pojęcia, że istnieją. Przykładowo – który z poniższych komiksów bardziej wpłynął na zmianę świata:
- Komiks "Niebo nad Brukselą" opowiadający romans żyda z arabską terrorystką.
Czy…
- Np. Batman, widoczny od wielu lat w kulturze masowej, stający się kanonem i kultowym obiektem wielu pokoleń.
No przepraszam Pana, Panie autorze… Ale lepszy temat byłby np. o nieznanych historiach autorów najsłynniejszych komiksów. Np. o tym, jak powstawał pierwszy komiks o Batmanie, niż pisanie o komiksach, których praktycznie nikt nie zna jako o "przełomowych w dziejach ludzkości".
Zaprawdę… ocena 6/10 w pańskim profilu "literackim" w WP.pl mówi sama za siebie.
No cóż, artykułu już nie ma na tym portalu :)
Tak sobie przeszukałem tego Pana i jeżeli dobrze znalazlem – to oceny jego "recenzji" na wielu innych portalach, nawet na WP są na poziomie 5/10 – czyli raczej tragiczne, niż dobre.
Ale cóż, gość mnie rozwalił tym tekstem, że robot też człowiek ^^