Blog o tematyce gier sieciowych i przeglądarkowych

Germanizacja wciąż istnieje



Uważasz, że to ciekawy post? Podziel się z innymi!

Wielu się wydaje, że termin „germanizacja” powinien przestać istnieć jakieś 65 lat temu, jednak okazuje się, że z każdym kolejnym rokiem coraz więcej osób zaczyna uważać, że germanizacja staje się niczym niezwykłym w kontaktach polsko-niemieckich. Szczególnie dużo osób zaczyna to zauważać na pograniczu.
Wystarczy pomieszkać w Szczecinie, w Gryfinie, czasami nawet w Gorzowie czy Świnoujściu – terenach najbardziej zbliżonych do terenów Niemieckich, gdzie bardzo duże poparcie ma skrajnie nazistowska partia NPD. Wystarczy pomieszkać nieco w Löcknitz, by od razu przekonać się, że coś takiego jak „czyszczenie” Niemieckiej historii oraz powszechna dyskryminacja ze względu na narodowość istnieje.

O sile tej dyskryminacji świadczy fakt, że w styczniu tego roku nastąpił odzew Komisji Europejskiej, która otrzymała tysiące petycji w sprawie dyskryminowania dzieci, równości w nauczaniu, praw rodzica do spotkań z dziećmi oraz rozmawiania z nimi w ojczystym języku. Wszystko rozbija się o wychowywanie dzieci w Niemczech, posiadania dzieci w rodzinach gdzie przykładowo ojcem jest Niemiec, a matka Polką oraz o sprawy, w których rodzice się rozwodzą. Dodatkowo warto jeszcze zaznaczyć sprawę zakazu rozmawiania w języku polskim z pracownikami, z dziećmi, czy nawet… dzieci z rodzicami. Do Parlamentu Europejskiego (Komisja Petycji) wpłynęło kilka tysięcy spraw, opisujących walkę polskich rodziców z niemieckim systemem edukacji i urzędem do spraw dzieci. Najlepsze jest to, że Niemcy dodatkowo za pomocą opisanego na końcu urzędu Jugendamt zarabiają na Polakach, Francuzach, Duńczykach, Turkach… jakim sposobem zarabiają? Urząd zabrania widywania się polskiego rodzica z synem lub córką, a alimenty po kilkaset euro miesięcznie płacić musi… a każdy wie, że istnieje niewielka przepaść między zarobkami w Niemczech, a w Polsce.

Najbardziej zdziwiła mnie opisana kilkukrotnie w mediach sytuacja pewnej Polki, która w Niemczech miała wypadek podczas podróży z Anglii do Polski – dziecko trafiło do domu dziecka, niemiecki urząd uznał, że matka nie jest w stanie zapewnić dziecku warunków. Wybaczcie kurwa, ale co może wiedzieć niemiecki urząd o matce, skoro trafiła ona jednie na obserwację do szpitala? Ciekawe jest to, że owa kobieta już od 3 lat walczy o dziecko… Co najciekawsze – dzieciom urodzonym w Polsce, które po kilku latach wraz z rodzicami przenoszą się do Niemiec i uczą się w niemieckich lub polsko-niemieckich szkołach, zabrania się rozmawiania po polsku poza lekcjami języka polskiego! Urzędy Niemieckie, prezydenci miast, nawet sama Kanclerz popierają nielegalne działania mające na celu „zgermanizowanie” dzieci pochodzących z różnonarodowych małżeństw. Przykładem jest list Pani koordynator ds. współpracy polsko-niemieckiej, która stwierdziła, że zabronienie mówienia po polsku ma swoje uzasadnienie, gdy:

(…) istnieje realne zagrożenie rozwoju dziecka (…)

Wspaniała wymówka, prawda? Rozumiem, że dziecko urodzone w Polsce, nie może rozmawiać po polsku, bo to mu szkodzi?
Następnym przykładem jest Pan Süssmuth, osoba związana z byłą prezydent Bundestagu – w trakcie rozmowy z Panem Bartoszewskim o zakazywaniu języka polskiego w Niemczech, przerwał innej osobie przemowę i z „świńskim głosem” stwierdził, że nie mamy o czym dyskutować na ten temat w stylu „koniec i kropka”. Następnie – Federalne Ministerstwo Sprawiedliwości w roku 2006 uznało skargi na owe zakazy za bezpodstawne. Dzieci potrafią być odbierane nawet za to, że rodzice – Polka i Niemiec (lub odwrotnie) porozumiewają się po angielsku, bowiem Niemiec nie potrafi mówić dobrze po polsku, a Polka po niemiecku. Pierdoła, prawda? Najbardziej mnie zbulwersowało stanowisko urzędnika Jugendamtu z roku 2004, sprawy Pana Wojciecha Pomorskiego sądzącego się z urzędami:

Mężczyzna dotarł też do fragmentu wewnętrznej korespondencji urzędu: „Jeżeli Pomorskiemu zezwolimy mówić po polsku z jego córkami, to wszystkie narodowości w Niemczech będą chciały mówić w swoich językach”.

Sprawa już dawniej nie raz była prezentowana w polskich i niemieckich mediach, nawet sprawa wyszła poza polsko-niemieckie pogranicze – podobne problemy z Niemieckimi urzędami mają również Francuzi oraz Duńczycy. Perełką tego postu jest fakt, że niektóre filmy z niemieckich telewizji, prezentujące wyroki, wywiady z walczącymi rodzicami są oznaczane, jako „Ten film wideo jest już niedostępny z powodu otrzymania roszczenia dotyczącego praw autorskich przez X.” – gdzie za X podaj nazwę stacji lub firmy. Cenzura, czy przypadek? Takich filmów „politycznie usuniętych” jest, co najmniej kilka.

Jak wspominałem – Komisja Petycji w Parlamencie Europejskim otrzymała tysiące listów i petycji, przyznała i wystosowała oficjalne ogłoszenie o tym, że niemieckie urzędy Jugendamt łamią prawa człowieka i dyskryminują. Komisja zażądała od Niemiec oficjalnego stanowiska w tej sprawie… i co? I nic, Niemcy nic sobie z tego nie robią, bowiem jest im to na rękę – małe dzieci po 2-3 latach walki sądowej nie rozmawiają już po polsku, zaś dzieci w wieku kilku lat mają już całkowicie wpojone wychowanie typowo niemieckie.
Bulwersuje fakt, że sądy prawnie zakazują rozmawiania po polsku i nauki dwujęzycznej…

Nawet historia Jugendamt jest bardzo ciekawa – w czasach wojny ta „organizacja” podległa władzom i odpowiadała za germanizację, również dla Niemców w czasie wojny ta organizacja była typowo „polityczna” – wpływając na „odpowiednie” wychowanie. W latach powojennych Jugendamt potrafił z użyciem sił państwowych odebrać dzieci byle komu – z byle powodu, przeważnie za zwykłe podejrzenia o np. współpracę z komunistami… Dziś Jugendamt przekształcił się wręcz w firmę która stawia przede wszystkim na wychowanie niemieckie dzieci z rodzin mieszanych. Jugendamt nie jest już ani podległy Pani Kanclerz, która po początkowych poparciach nakazała zaprzestanie takich dyskryminacji… I co? I nic.
Jugendamty mogą kiedy chcą nasłać na polsko-niemiecką rodzinę kontrolę i z powodu „nieodpowiednich warunków” przekazać dziecko niemieckiemu rodzicowi, zakazać mówić po polsku i jeszcze wlepić alimenty. Urząd otrzymał pełne prawo i przestał być kontrolowany, sam decyduje o wielu aspektach administracyjnych, sam może używać policji do interwencji, wiele innych urzędów, jak Kinderschutzbund, jest zależnych od Jugendamtu. Urząd w bardzo małym stopniu jest podległy ministerstwom, zaś wiele decyzji o kontrolowaniu tegoż urzędu utyka w biurokracji. W wielu sporach sądowych, Jugendamty nie raz same plątały się w swoich kompetencjach, w swoich prawach i obowiązkach – co ciekawe, sądy na to nie zwracają uwagi, gdy przedstawiciel Jugendamtu 100 razy zmienia swoje wypowiedzi, bo myli się w przepisach…

Analizując rozwój urzędu z pod nazwy Jugendamt – w ciągu ostatnich 10 lat ilość odbieranych dzieci z małżeństw mieszanych wzrosła o około 20-30%, oczywiście nie tylko z małżeństw polsko-niemieckich, ale również innych narodowości, zaś kadra pracowników tego urzędu wcale nie maleje. Samą politykę Jugendamt można by przypisać do ogólnej „polityki” Niemiec mającej na celu zahamowanie spadku liczby ludności – Niemcy wręcz „srają” obywatelstwami, szacuje się, że w Niemczech może żyć już blisko kilka milionów Turków, drugie kilka milionów imigrantów. Do tego należy dopiąć usilną germanizację – przekształcanie imigrantów na to, by w przyszłości wychowywali dzieci „po niemiecku” – i mamy przepis na zatrzymanie spadku populacji…

Ale cóż się dziwić. Niemcy to Niemcy, oni nigdy się nie zmienią i zawsze będą kroczyć w stronę uczynienia z siebie „imperium”.

  • Brak podobnych postów

Przetłumacz tekst na inne języki:
Dołącz do stałych czytelników, subskrybuj kanał RSS! Bądź zawsze na bieżąco z najnowszymi aktualizacjami.
468 x 60 EN

5 komentarzy

  1. No to niech u nas będzie zakaz rozmawiania po niemiecku. Po co walczyć z nimi o własne prawa, skoro to nie daje skutku? Odbierzmy im ich prawa (tu cisną mi się na usta ciężkie słowa, ale nie będzie przeginał).

    Niech żyje nacjonalizm! :)

  2. Jak ja nie znoszę uczyć się niemieckiego…

  3. @Lukasamd

    Chcę powiedzieć, że niestety ale nie dojedzie do takiego skutku o jakim mówisz. Po pierwsze rządzi Tusk=Werhmaht a po drugie nieudolny prezydent i opozycja.

  4. Tak się składa że mam w Niemczech kuzynkę z mężem (Polakiem, informatyk na kontrakcie od 7 lat) i jakoś się specjalnie nie skarży na złe traktowanie czy brak możliwości rozmawiania po polski itp. Pewnie – skrajne przypadki zawsze się znajdą – i tam i w Polsce, ale generalizowanie na ich podstawie jest wyrazem ignorancji. Można dodać, że zaściankowej ignorancji.

    Z drugiej strony możliwe że jakaśtam nie całkiem zdrowa sytuacja istnieje – ale Niemcy są członkiem UE i Komisja Europejska nie jest bynajmniej organem sankcjonującym germanizację europy – jeśli rzeczywiści istnieją skrajne przypadki nierównego traktowania mieszanych rodziców to Trybunał nie będzie miał wątpliwości. Podobnie w przypadku gdybyśmy w Polsce ograniczyli prawa mniejszościowe.

    Poza tym – to ciekawe zjawisko przeczytać takie coś, a jednocześnie widzieć zgorszenie jakie siały na Śląsku Opolskim niemieckie flagi przed meczem Polska-Niemcy. O mówieniu po niemiecku nie wspomnę :P

  5. Midvith /

    Sv, widać, że raczej spojrzałeś jedynie na tytuł posta ;-)
    Wspominałem, że o tych Twoim zdaniem skrajnych przypadkach komisja wie, wystosowała do Niemiec odpowiedni list nakazujący zaprzestanie i kontrole. G… to dało, bo takie „skrajne” sprawy się nasiliły.

Zostaw komentarz