Minecraft, Battlefield, World of Tanks…



Sens robienia prawa jazdy w Polsce


Na wstęp powiem jedno – ja już zdałem… jednak zastanawiam się, czy przyszli polscy kierowcy nie trafią prędzej do szpitala psychiatrycznego, nim będą mogli legalnie, samemu, bez stresu, prowadzić samochód.
Jakim krajem jest Polska, każdy wie – cudowne nakazy wraz z zakazami na jednym słupie, drogi przypominające ser szwajcarski, gdzie niemal wszyscy mają popękane plastiki, błotniki albo zniszczone zawieszenie… Z drugiej strony kultura naszych wspaniałych kierowców, również pozostawia wiele do życzenia – zjeżdżanie z wewnętrznego pasa ronda, nagminne trąbienie, parkowanie na torowisku i tak dalej… Ale nie o tym mowa.

Po pierwsze, kto zdawał prawo jazdy więcej niż jeden raz, wie jak wygląda ten cały burdel – jechanie do stolicy regionu, tylko po to by się stać w kolejce godzinę, dwie albo więcej, a następnie przyjść na termin ustanowiony na „za miesiąc”. To jeszcze idzie przeżyć, ale najnowsze pomysły naszych szanownych polityków, niektórych przyprawiają o dreszcze…

Jak każdy wie, nasze kursy na prawko do tanich nie należą – dla większości Polaków wydać 1300 złotych oraz kilkaset na dodatkowe jazdy w okresie oczekiwania na egzamin, to kwota niezbyt mała. Okazuje się, że państwo ma zamiar przetrzepać kieszenie szkół nauki jazdy, co za tym idzie samych zdających dodając do usług 22% podatku – czyli wzrost cen samych kursów do ponad 2000 złotych.

Pretekstem do wprowadzenia zmian łatających dziurę budżetową jest dostosowanie naszego prawa do unijnego. Jak wyjaśnia Magdalena Kobos, rzeczniczka resortu finansów, według unijnej nomenklatury działalność szkół jazdy nie mieści się w katalogu usług edukacyjnych, na które VAT jest zerowy. I właśnie dlatego ten 22-procentowy haracz zostanie wprowadzony.

Pytanie główne – co poza ciągłymi podwyżkami cen dała nam Unia Europejska, zostawmy na kiedy indziej. Okazuje się, że ustawa dotycząca prawa jazdy w Polsce, czyli ustawa z 1997 roku była zmieniana 60 razy, zaś szczytem szczytów był absurd gdzie – posiadając kategorie D (na autobus) nie mogliśmy prowadzić samochodu osobowego…

Sam się przyznam, że za pierwszym razem nie zdałem – w ciągu zaledwie trzech miesięcy kursu oraz dwóch miesięcy samego egzaminowania zasady egzaminowania oraz same zasady dotyczące „świeżaków” zmieniły się chyba cztery razy… I po co? Niektórzy mają takie sytuacje, że kiedy uczą się jeździć mają zupełnie inne zasady zdawania niż na samym egzaminie.

W okresie próbnym młodzi kierowcy, przed upływem siedmiu miesięcy od otrzymania prawa jazdy, będą musieli przejść w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego szkolenie praktyczne w zakresie zagrożeń w ruchu drogowym oraz kurs na tzw. płytach poślizgowych. Mają one uzmysłowić przyszłemu kierowcy, jakie sytuacje czyhają na niego przy trudnych warunkach drogowych i gdy straci kontrolę nad pojazdem.
Dodatkowym elementem szkolenia ma być wjazd w ścianę z pudeł kartonowych przy szybkości 100 km/h. Szkolenie ma trwać trzy godziny, a jego koszt ma wynosić ok. 100 zł.

Stówka tu, stówka tam… i nagle z portfela znika nam kilka tysięcy złotych za kurs, za dodatkowe godziny, za ewentualny egzamin. Pytanie, za co w tym kraju możemy nie płacić? Czemu takich zajęć prezentujących zachowanie pojazdu nie można zrobić za darmo?

Jeśli w okresie próbnym (trwającym dwa lata) dwukrotnie złamiesz przepisy i twoje wykroczenie potwierdzi np. prawomocny wyrok sądu albo mandat karny, dwa lata okresu próbnego wydłużą ci się o kolejne dwa! Zostaniesz też skierowany na badania psychologiczne i kurs reedukacyjny za mniej więcej 200 zł. Będziesz miał na to miesiąc. Jeśli tego nie zrobisz lub nie zdążysz dostarczyć odpowiednich zaświadczeń, starosta zatrzyma ci prawo jazdy. To samo stanie się, jeśli przez okres próbny popełnisz trzy wykroczenia.

Dwa lata, mniej więcej 730 dni… Pytanie dla osób, które zajmowały się wprowadzeniem takich zasad – postawcie się Panie i Panowie w roli młodego kierowcy, mającego przykładowo 18 lat, który zdał egzamin państwowy. Macie swój samochód, jakiegoś tam grata za kilka tysięcy. Przykładowo studiujecie – czyli jeździcie średnio 2 razy dziennie przez pięć dni w tygodniu, zaokrąglając zakładamy, że również w weekendy gdzieś po zakupy. Daje nam to 1460 jazd w ciągu okresu próbnego.
Teraz wystarczy się zastanowić, jeżeli przykładowo każda jazda zabiera nam pół godziny – wychodzi jak byk 730 godzin w samochodzie (godzina dziennie przez dwa lata). Zastanawiam się, czy jakikolwiek młody kierowca będzie tak bardzo uzdolniony, by przez te dwa lata jeździć jak wzór kierowcy – sądzę, że każdemu w ciągu 2 lat od zdania zdarzyło się nieprawidłowo zaparkować, wymusić pierwszeństwo albo nie puścić pieszego na pasy… Państwo tradycyjnie do sprawy podchodzi „od dupy strony” chcąc więcej karać, niż lepiej nauczać. Wiadomo, że młodzi kierowcy popisują się, brawura uderza im do głowy, czują się niekontrolowani… Jednak już teraz same kursy, godziny są zbyt drogie by dodatkowo za to płacić.
Dla mnie całkowitym idiotyzmem jest robić płatne badania psychologiczne, za dwa wykroczenia, już po zdanym egzaminie. To tak jakby wylewać nowy asfalt, a potem go zrywać by położyć kanalizację… Takie testy powinny odbywać się przed egzaminem i wyjechaniem na miasto.

Okres próbny lub obowiązek jazdy z osobą towarzyszącą dla młodych kierowców wprowadziły już takie kraje, jak: Austria, Estonia, Finlandia, Francja, Irlandia, Luksemburg, Niemcy, Norwegia, Portugalia, Szwajcaria, Szwecja, Wielka Brytania i Węgry. Z doświadczeń tych państw wynika, że pozwoliło to na zmniejszenie liczby wypadków z udziałem młodych kierowców od ok. 20 do nawet 50 proc.

Istniał (albo kto wie – może znów zaistnieje) pomysł, by przez pewien okres po zdaniu prawa jazdy, młody kierowca musiał jeździć z osobą towarzyszącą, która prawo jazdy już posiada od dłuższego czasu. Wszystko fajnie, że takie pomysły obniżyły ilość wypadków w innych krajach, jednak taki sposób dobitnie podkreśla pytanie zadane w tytule postu. Po co robi się prawo jazdy? Zawsze mi się wydawało, że po to, by móc szybciej dojechać w wybrane miejsce, wygodniej, by móc w przyszłości dostać pracę w której samochód jest wymagany… Tymczasem projekty prawa sprawią, że niedługo okres od zdania egzaminu do „bezopiekuńczego” kierowania pojazdem będzie wymagał całej młodości, albo kilku lat…


Inne ciekawe posty na ten temat:

  • Brak podobnych postów

Operation Gamma 41, OperationGamma41, Just A Game GmbH, Strategygame, free2play, Browsergame, strategy

14 komentarzy

  1. Dobrą inicjatywą byłoby stworzenie petycji do premiera czy też ministra transportu o zmianę obecnego systemu egzaminowania.

  2. Midvith /

    Bez obrazy, ale chyba Cię lekko "khem"… jeżeli myślisz, że w miesiąc zdążysz ;)

    Spójrzmy prawdzie w oczy – kursy teoretyczne trwają minimum miesiąc.

    Następnie musisz wyjeździć chyba około 30 godzin. Więc łatwo policzyć, że nawet jeżdżąc 2 godziny dziennie, wyjdzie ci 15 dni…

    Do tego około 3 tygodni czekania na egzamin państwowy… Przynajmniej w moich okolicach tyle się czeka.

  3. Chcę w miesiąc zdobyć prawo jazdy? Jest jakaś szansa, że uda mi sie tak szybko?

  4. Robienie prawka w Polsce sens pewnie jakiś tam ma-dla tych co szczęśliwym trafem zdają za 1-szym bądź góra- za 2-gim razem. Dla pozostałej większości coś takiego jak prawko staje się po pewnym czasie koszmarem. Mówi się, że trzeba być oryginalnym, przebojowym i odróżniać się od innych krajów-Prawo jazdy świeci nam jednak jasnym przykładem, że czasem warto spojrzeć na inne kraje-u nas jest najgorzej. Smutne ale prawdziwe. I szlag mnie trafia jak na ten cały bajzel patrzę-chciałbym coś zrobić, zmienić ale nie mogę. To jest jakby poza mną-zwykłym zwyczajnym obywatelem RP, który po prostu musi poddać się obowiązującem systemowi…

  5. Zawsze się zastanawiałem czy Polska ze swoją marną zdawalnością na poziomie 25-40% nie wypada najgorzej na świecie. Ma ktoś z was może informacje na ten temat?

  6. madness /

    W UK jest tak ze przez pierwsze 2 lata nie mozesz dostac mandatu za predkosc lub inne powazniejsze wykroczenie , inaczej zabiora ci prawko i cala zabawe musisz zaczynac od nowa!

    Ja popieram ten pomysl , moze przez to bedzie troche mniej wypadkow powodowanych brawurową jazdą "mlodych gniewnych". A za jazde po pijaku czy narkotykach powinni dozywotnio zabierac prawko.

  7. Midvith /

    @ Maciek

    A ponoć ma być nie 70, a 82 niedługo ;)

    Tam dwa złote, tam dziesięć, tam dwadzieścia i już się zbierają miliony na miesiąc.

    Bywałem w wielu miastach Polski i chyba ani razu nie widziałem syfnego WORDu, wszędzie piękne, błyszczące i wyremontowane.

  8. Odbierałem niedawno prawko zdane za pierwszym razem we wrześniu i trochę mnie zaskoczyło, że w urzędzie zawołali 70zł…

  9. kierowca /

    To tak jakby wylewać nowy asfalt, a potem go zrywać by położyć kanalizację… przecież to polska i takie rzeczy się zdarzają. a co do tematu to racja ale politycy jeszcze więcej wymyślą żeby tylko nie musieć autostrad budować nie musieli

  10. "Okres próbny lub obowiązek jazdy z osobą towarzyszącą dla młodych kierowców wprowadziły już takie kraje, jak: Austria, Estonia, Finlandia, Francja, Irlandia, Luksemburg, Niemcy, Norwegia, Portugalia, Szwajcaria, Szwecja, Wielka Brytania i Węgry. Z doświadczeń tych państw wynika, że pozwoliło to na zmniejszenie liczby wypadków z udziałem młodych kierowców od ok. 20 do nawet 50 proc."

    Tak tylko ze w Anglii jezdzisz z osoba towarzyszaca do momentu zdania egzaminu a nie po nim, a kurs na prawo jazdy praktycznie nie istnieje. Mozna wykupic 2-3 godziny jazd ale nie sa one obowiazkowe

  11. Co do okresu próbnego, pomysł nie jest całkiem zły.

    Odkąd za 4 razem zdałem prawko, nie miałem żadnej kolizji ze swojej winy przez 10 lat(200kkm) i tylko jeden mandat 50zł bo nie zatrzymałem się do końca na przejeździe przez opuszczone od lat i zarośnięte tory kolejowe (brakowało jakieś 10kmh). Więc wbrew przytoczonym wyliczeniom jest to możliwe.

    Ale pomysł żeby nie pozwalać na samodzielną jazdę jest naprawdę poroniony, można jeszcze zrozumieć np okres miesiąc czy dwa.

  12. a oco w tym wszystkim chodzi o kase ,poco ma byc w kazdym miscie po kilkadziesiat szkół które konkurujac ze sobo zaniżaja ceny do granic absurdu.kurs w cenie 2000-2500 tys to o 30 % mniej chetnych cena juz ponad 3000 tyś to juz mniej chetnych o połowe..i znów zostana tylko -LOK,ZDZ,PZMot bo oni przetrwaja gdyz nie musza na tym zarabiac maja dotacje panstwowe itp.-tylko nie myslcie sobie ze wtedy ceny spadna,nie dojda do cen zachodnich (niemcy 1100-1300euro)

  13. Tylko, że po pierwsze rowerem przejazd zazwyczaj trwa wolniej niż samochodem, a po drugie na dalsze dystanse rower się nie sprawdza (chyba, że jako jazda rekreacyjna, ale to już inna bajka).

  14. Na rowery! Zdrowiej i niedługo (gdy rozsypią się drogi) szybciej. :|

Zostaw komentarz

(wymagane)



  • RSS
  • Newsletter
  • Blip
  • Buzz
  • Facebook
  • Wykop
  • Kciuk