Całkiem niedawno pojawiła się dość ciekawa gra – Torchlight, rozsławiana głównie tym, że tworzą ją ludzie wcześniej powiązani ze stajnią legendarnego Blizzarda. Dawniej, kilka lat temu można było poczytać o tym, że w Blizzardzie źle się dzieje i coraz więcej osób powiązanych z światem Diablo odpada z teamu i zabiera się za niezależne od Zamieci produkcje, tak zrodził się między innymi Fate oraz Torchlight.
Nigdy nie przepadałem za produkcjami, które wzorują się na innych grach, filmach, książkach czy opowiadaniach… mam niemiłe wspomnienia po Dawn of Magic – grze, która była chorym wybrykiem ludzi fanatycznie wyznających Harrego Pottera. Do samego Torchlight podchodziłem raczej z dystansem, by zarazem nie zrazić się już pierwszego dnia, a z drugiej strony by się w tej grze przypadkiem nie zakochać…
… i trzeba przyznać, że autorom Torchlight idealnie wyszło to pierwsze – czyli wywoływanie przysłowiowego 0_o na twarzach graczy. Niestety w negatywnym znaczeniu. Rękawicę w stronę diabła lub „łarka” rzucały już dziesiątki gier, poprzedzane ogromnymi kampaniami reklamowymi, ogromnym zainteresowaniem… i nic, do diabła na pojedynek podchodziły takie gry, jak Loki, Dungeon Siege, Sacred, Mythos, Titan Quest… wiele z nich pozostało w pamięci, jednak diabełek dalej trzyma te kilkadziesiąt tysięcy aktywnych graczy na Battle.net. Do „łarka” podchodził Age of Conan, Aion, Warhammer Online… nikt się nie przebił powyżej tych ładnych ~10 milionów.
Torchlight miał być grą, która spokojnie poradzi sobie z Diablo… a jak wyszło?
Moim skromnym zdaniem – jeżeli robi się grę, to robi się ją z oryginalnymi pomysłami, a nie kopiując pomysły z innych gier stworzonych pod innym szyldem, albo ze swoich starszych produkcji. Oczywiście nie mam nic przeciwko czerpaniu inspiracji z starych, dobrych i tradycyjnych przepisów… jednak twórcy Torchlight po prostu „kopiuj wklej” swoje niezbyt udane pomysły z poprzednich „dzieł”.
Wykonanie graficzne przypomina WarCrafta – grafika nieco cukierkowa, kontrastowa, gdzie „mrok nie jest mrokiem” tylko po prostu „mniej kontrastową” częścią okolicy. Widać sporą inspirację światem WarCrafta jeżeli chodzi o „styl” grafiki oraz wykonanie modeli przeciwników – co niektórzy doprawdy przypominają warcraftowe „moby”. Warto wspomnieć Travisa Baldree, jedną z osób, która miała wiele wspólnego z Fate oraz innymi grami, jakie stworzyli byli członkowie Blizzarda.
Cóż… po Torchlight, jak po większości hack’n'slash nie możemy spodziewać się szczegółowej i wielowątkowej fabuły, jednak autorzy Torchlight pobili pewien rekord – mimo, że gram sobie już trzeci raz (trzy razy inną klasą postaci), to dalej nie bardzo rozumiem, jaki jest wątek tej gry. Przybywamy sobie ot do jakiegoś miasteczka i mamy pomóc mieszkańcom pokonać zło… W sumie podobnie, jak w każdym innym hns, mimo to w jednym Torchlight góruje – potwory wyrzucają tyle złomu, że po ostrej sieczce ciężko wygrzebać ten jeden jedyny przedmiot, który nas interesuje. Czasami tych klamotów jest tyle, że…
Torchlight klonem Fate?
… no właśnie, przypomina się Fate i niezastąpiony pomysł z kotem czy psem wędrującym z nami poprzez mroczne podziemia. Szczerze mówiąc już początek gry – gdy zobaczyłem, że postać może posiadać pupila w IDENTYCZNEJ formie jak w Fate, pomyślałem sobie, że to kolejny klon…
W Fate mogliśmy wybrać pupilka – psa albo kota, który był odpowiednikiem najemnika z Diablo 2, jednak w rozszerzonej formie. Mogliśmy go zamieniać za pomocą ryb w znacznie silniejszą istotę, mogliśmy dawać mu przedmioty do noszenia i tak dalej… W Torchlight jest niemal identycznie, chociaż ciekaw jestem jak kot sobie poradzi z demonem albo, jak udźwignie ogromną zbroję i parę kilo innych klamotów. No nie ważne jak to osiągnie, jednak pomysł jest niemal identyczny, jak w Fate. Podobnie jest z czarami, jakie możemy się nauczyć (nie chodzi tutaj o umiejętności), ich wygląd, styl oraz nazwy, ba… nawet ich poziomy w stylu „Summon Zombie X” gdzie X to jakaś liczba w oznaczeniu rzymskim… to już było w Fate. Te ikonki, sloty na nauczenie czarów, niemal dokładnie tak samo wygląda w Fate. Powtarza się idea wędrownych handlarzy, którzy stoją sobie między hordami potworów, jak gdyby nigdy nic – identycznie było w wspominanej grze. Kto grał w Dawn of Magic pewnie pamięta stworka, który zamiast walczyć z nami, wolał nam podkradać przedmioty i uciekać, zaś gdy go zabiliśmy wypadały niekiedy cenne itemy… podobnie jest w Torchlight, jednak potwór po zabiciu pozostawia po sobie portal do lokacji pełnej bossów. Gdyby ta gra nie była hns’em, uszłoby to płazem, ale skoro zarówno Dawn of Magic, jak i Torchlight to czyste HNS, to pomysł uważam za plagiat…
Pasek podręcznych przedmiotów, doświadczenia oraz tych wszystkich rzeczy… jakoś bardzo przypomina mi pewnego innego hns – Loki, gdzie w podobny sposób rozwiązano układ itemów i zdolności. Nawet przechadzając się po wiosce można dostać napadów „deża wi”, powracając myślami do starego Tristram z Diablo I. Warto zwrócić uwagę na muzykę Matta Uelmena, autora soundtracków między innymi do WoW: Burning Crusade… nawet sama muzyka strasznie przypomina klimaty Diablo i WarCrafta.
Torchlight = plagiat Diablo?
Pamiętacie statystyki z Diablo? Jak dobrze pamiętam była – Siła, Zręczność, Wytrzymałość i Energia oraz cztery odporności – na ogień, truciznę, zimno i błyskawice. Nie inaczej jest w Torchlight, tylko co najwyżej chyba różniły się nazwami. Podobieństwa do poprzednich gier leżą również w tym, jak wygląda samo mordobicie – gdy zabijemy przeciwnika pojawiają się punkty obrażeń, jaki typ ataku (np. krytyczny) oraz migają nazwy wypadającego żelastwa… Niby nic, ale kto grał w Fate i niezbyt mu ta gra przypadła do gustu, dostaje konwulsji. Podobnie jest z identyfikowaniem przedmiotów oraz z systemem „waypointów”, które raz odwiedzone dają nam możliwość dostania się tam szybciej, niż na piechotę…
A pamiętacie – Ci, którzy grali w Fate – łowienie rybek w oczkach wodnych rozsianych po podziemiach? Ba… kto tego nie wspomina, gdy na początku gry był to dobry sposób na kasę. Nie inaczej jest w Torchlight – tutaj również możemy łowić w dziwnie wyglądających „przeręblach” w podziemiach.
Cóż, nawet taki Torchlight, który wydaje mi się klonem i miksem wszystkich wcześniej wymyślonych idei ze stajni Blizzarda, ma swoje zalety. Przykładowo pomysł ze skrzynią, do której możemy wrzucić klamoty dla innej klasy postaci, którą zaczniemy grać później. Do tego całkiem przyjemny interfejs oraz system wygląd ekwipunku… boli jedynie to, że tylko trzy klasy do wyboru, jednak Torchlight mimo swojej ogromnej klonowatości posiada to, co hack’n'slash – czyli przebijanie się z toporem, czarami, łukiem lub innym „rozpierdzielatorem” poprzez stada niczego nie spodziewających się potworów…
Mimo to, nic nie zmieni mojej bardzo niskiej oceny o tej produkcji, która… nie ma multi?!
To nie kłamstwo. Wydaje się, że wydanie około 70 złotych na grę, która chodzi spokojnie nawet na antycznym „jedno gigahercowym” laptopie z starożytną kartą graficzną, bez multiplayera, to nieco za dużo… Twórcy gry z uśmiechem na twarzy zaprezentowali arcydurną wiadomość – multi będzie za około rok, za darmo. Pff… jeżeli ktokolwiek będzie w tą grę grał za rok. Kto wie, czy będzie to MMo na zasadzie, jak w Diablo 2 – kilku do kilkunastu graczy wykonuje to samo, co na single player, czy może oddzielna gra w stylu Torchlight, ale w pełni ogromnym świecie. Nie wiadomo, jednak tak czy siak… Torchlight może być moim zdaniem, co najwyżej niewielką łatką na wielkiej dziurze pomiędzy wydaniem Diablo II a Diablo III.
W sumie najłatwiej… pokopiować pomysły z innych gier, zmieszać je w jedną, wypromować i jeszcze na tym zarobić…



Krushack, jeżeli nie zauważyłeś to wiele elementów jest bardzo podobnych do gry Loki oraz do Titan Quest – co już śmiało można nazwać plagiatem…
Niezwykle irytuje mnie określanie tej gry mianem "Plagiatu".
Ludzie… To jest gra stworzona przez pierwszych TWÓRCÓW TEGO GATUNKU ! to że zrobili grę w klimacie który tworzą od lat nie znaczy że zrobili Plagiat (Plagiat ich własnych gier xD)
Bez przesady, ale jeśli wymyślę kiedyś kurczaka w proszku który po włożeniu do mikrofali zmieni się w apetyczne danie to chyba nie określicie mianem plagiatu jeśli zrobię do tego schabowego…