Ostatnio niemal non stop w telewizji pojawiają się reklamy filmu Parnassus, w końcu postanowiłem obejrzeć trailer zamieszczony kilka wierszy niżej. Zaciekawił mnie ten film, wspaniała muzyka, interesująco wyglądająca kreacja, ciekawe efekty i nietypowo zapowiadający się klimat filmu zwabiły mnie do kina. Ostatnio chodząc do kina poczułem lekką nutkę, że najbliższe miesiące mogą owocować w znakomite filmy. Zobaczymy…
Wszelkie zapowiedzi rozpowiadają o wielkim widowisku, o pięknej i lekko baśniowej fabule, o granicach wyobraźni… chociaż widząc logo Polsatu, charakterystyczny dźwięk zapowiadanej reklamy i głos „Polsat zaprasza na film” zrobiłem po prostu facepalm. Okrzykiwanie filmu „najbardziej oczekiwanym filmem roku” jeszcze zanim miał premierę, Pod koniec polskiego trailera widzimy napis:
Filmowe wydarzenie na miarę Władcy Pierścieni
Wielkie słowa mówiące o powrocie genialnego Terryego Gilliama, mistrza fantazji i kreowania wyobraźni właśnie w filmie Parnassus… Najłatwiej wpłynąć na widza dobrze zrobionym trailerem, z szybko zmieniającymi się scenami, z podniosłą muzyką i typowo „trailerowym” głosem lektora. Trailer ukazuje wszystko to, co chcielibyśmy zobaczyć w Parnassus – imponujące efekty, świetne sceny, krótką opowieść, doskonałą muzykę i bardzo interesujące wykonanie… Czy słowa mówiące o tym, że film może równać się z dziełem pod tytułem „Władca Pierścieni”?
Parnassus
Rozpoczęcie filmu całkiem interesujące, wprowadzenie powoli ukazuje nam świat, chociaż nie od razu odkrywa, o co w filmie chodzi…
I gdyby nie ten wstęp, dawno bym usnął, bo jedynie to było w tym filmie ciekawe. Często się mówi, że trailer jest lepszy od filmu – dokładnie te słowa pasują do filmu Parnassus – więcej akcji jest w samym trailerze niż w samym filmie! Nie w każdym filmie, jednak chodzi o ciągłą i nieustanną akcję…
Tak czy siak, filmu Gilliama nie można zaszufladkować do konkretnego gatunku… chyba jedynie do fantasy, bo ani to film przygodowy (90% filmu to ciągły dialog dwóch osób), ani to teatr, ani komedia (pośmiać się można w góra trzech scenach), ani to tym bardziej dramat… Z jednej strony jest to zaleta, bowiem ciężko porównać film do jakiegokolwiek innego, z drugiej strony może się okazać wadą, gdy widz odbierze ten obraz negatywnie.
Spodziewałem się filmu przede wszystkim wpływającego na wyobraźnię, bajkowej kreacji, zrywającej ze wszystkimi kanonami kina i logiki.
A co wyszło? Do tej pory nie wiem, o co chodzi w Parnassus, skąd się wziął „tajemniczy wisielec” (by nie zdradzać szczegółów) oraz do dziś nie kojarzę, jak Parnassus oszukał diabła… rurką? Pfff… Z zapowiadanych wspaniałych krajobrazów w Parnassus, efektów, scen robiących imponujące wrażenie (nie chodzi tutaj o jakieś graficzne mega efekty, a po prostu o tak stworzone sceny, by wpływały na widza dogłębnie) zostało niewiele – wszystko przysłonięte jest przez nudnawe dialogi toczące się w zamkniętych pomieszczeniach lub ciasnej scenerii.
Sceny toczące się w bajkowej scenerii filmu Parnassus lub w świecie wyobraźni policzyć można na palcach jednej ręki… reszta to drętwe gadanie. Oglądając trailer Parnassus możemy zobaczyć w sumie wszystkie ciekawsze „bajkowe” elementy tego filmu… Sceny trzymające w napięciu? Jedna… pierwsze kilka minut filmu Parnassus, to co widzimy na trailerze z tą „łapką” trzymającą klienta za ramię, żadnych innych scen lekkiego dreszczyku w krainie wyobraźni… po prostu nie ma! Wielu mówi jednak, że jest to tak czy siak świetny film baśniowy… przepraszam, czym powinien cechować się film baśniowy? Raczej przede wszystkim tym, że pełen jest niesamowitości, magii, mieć jakiś konkretny cel, tymczasem w Parnassus nie mamy ani niesamowitości poza, co niektórymi scenami, praktycznie nie ma w nim magii, zaś cel filmu jest niemal całkowicie niejasny, gdybyśmy wykreślili „zakład z diabłem” z naszego umysłu. Większość przyćmiewają przydługie rozmowy bohaterów, które w sumie zajmują niemal cały film.
Co chwila mówi się o nieśmiertelności, o zakładach z diabłem, zaś końcówka filmu nawet nie rozwiewa, jak kończą się losy bohaterów w filmie Parnassus… i nie chodzi tutaj o tzw. „zakończenie otwarte”, ale o czystą oczywistość losów. Film się kończy, pokazane są ostatnie sceny… ale mógłbym się o palca założyć, że 90% widzów na sali nie miało zielonego pojęcia, czemu film się skończył tak, a nie inaczej i czemu akurat w taki sposób. Nic nie jest wytłumaczone, niektóre momenty filmu Parnassus wyrwane są z kontekstu i zupełnie nie pasują do całości…
Każdy odbiera film inaczej, każdy ma inny gust… jednak nie tylko dla mnie (co widać po komentarzach na znanych portalach o filmach), Parnassus wypada bardzo blado. Bezapelacyjnie, jeżeli miałbym powiedzieć – idiotą był ten, kto porównywał film Parnassus w trailerze, do Władcy Pierścieni lub chciał określić film „najbardziej oczekiwanym filmem roku”. Przede wszystkim – jeżeli mówi się „na miarę Władcy Pierścieni” to ma się na myśli robienie piorunującego wrażenia… Władca Pierścieni przedstawiony jest bardzo przystępnie, bez konieczności rozmyślania nad wątkami, zaś Parnassus to praktycznie film, po którym powinniśmy resztę dnia spędzić na rozmyślaniu i rozgryzaniu fabuły. Nie wiem skąd ten film zbiera oceny 9/10, jednak ja bym z żalem i bólem serca wstawił 3/10… Pamiętam tylko dwa filmy, przy których naprawdę przysypiałem i które chyba przez wiele lat będę uważał za najgłębsze dno – jednym z nich jest Traffic, drugiego możecie się domyślić.



według mnie parnacus to interesujący , inny film właśnie to taki sen starego wariata a całą akcja filmu miała miejsce w głowie niedzielnego starca z ogromną wyobraźnia .Czy dobrze zrozumiałem „co autor miał na myśli” pewnie nie ale ten film równie będzie odbierany ,a ją widzę go tak
parnassus to rzeczywiście dno, ale żeby traffic był mu równy to się nie zgodzę… chociaż to pewnie kwestia gustu…
według mnie film byl całkiem dobry, oprócz ostatnich 30 minut, co wygląda jakby twórca się śpieszył i nie chcialo mu sie ciagnac historii dalej, zreszta nie tylko koniec ale niektóre inne wątki też. najlepsze momenty to te gdzie był depp i law, dobra gra ledgera[*]
chociaż wiele osób idzie na ten film tylko dlatego ze to jego ostatnia rola i pewnie dlatego niewazne o czym by byl to zarobi krocie
I mówi to osoba, która ma problem z spacją po przecinku… No oczywiście, najważniejsza jest ortografia, bo na samą dyskusję już argumentów zabrakło?
Wszystko fajnie,bardzo się mądrujesz tylko szkoda ze w tym wszystkim nawet nie piszesz ortograficznie wielki panie znawco kina,żal i żenada
Ależ proszę Midvith. Cała Przyjemność po mojej stronie, możesz czuć się zrealizowany zatem. ;)
Midvith, Ty skolei zauważ, że w tej szczątkowej wymianie zdań, jaką mamy tutaj przyjemność mieć, jesteśmy jedynymi osobami,
które używają jakichkolwiek argumentów. Sprzymierzeńców używających jasnej, szczerej i rozsądnej argumentacji, po Twojej stronie chwilowo brak – choć z pewnością po tej wiadomości
z mojej strony znajdą sie tacy chcący obronić choć cząstkę swojej mocno nadszarpniętej reputacji. Te rady żebym sobie zajrzał na filmweba i skonfrontował moje poglądy z innymi, kiedyś może
i uznał bym to za dobre rozwiązanie. Obecnie powiem: Brak mi sił i czasu, a i spokój ducha sobie cenię. Kwestia druga – jestem w mniejszości? Zauważyłem, cenię sobie to.
Nie należę do ludzi, którzy biernie siedząc podporzadkują się licznej grupie, nie podejmując dyskusji. Tylko dlatego, że większość tak myśli – to oczywistością jest, że rację ma?
Nie raz takie myślenie Cię w kłopoty zapuści, Makary.
Mid – Z tym co napisałeś o gustach, absolutnie się zgadzam. Ilu ludzi, tyle opinii – nawet specjalnie nie ma się do czego odnieść.
Grzańcu Kochany, wiesz, że Cię uwielbiam i cenię – w każdej tylko dowolnej chwili, gdy sposobność pozwala staram się być z Tobą. Zmuszasz mnie jednak
bym podejrzliwym wzrokiem przeanalizował Twoją płynną zawartość i zajrzał Ci pod pianę. ;) Mając na myśli środowisko miałem akurat na myśli nie profesjonalistów
a zwykłych ludzi oddanych swojej filmowej pasji, jakich znajdziesz wielu na pierwszym lepszym znanym internetowym forum społecznościowym. Tak się akurat składa, że
zarówno ja i jak i oni uznali by tą definicję jaką podałeś wyżej – nie za definicję dobrego filmu, a totalnego chłamu. Kryterium tworzenia filmu pod publiczkę, aby to film
był przystępny dla widza w żaden sposób nie prowadzi do dobrych efektów. Teraz wiem co masz na myśli, poprzednio użyłeś nieodpowiednich słów.
Dziękuję, za jakże klimatyczne określenie :)
Niestety, środowisko mnie niewiele obchodzi, pełne napuszonych ludzi, określającymi się "znawcami i krytykami". Niestety najczęściej ci "znawcy i krytycy" mają własne wyrobione kanony i olewają ciepłym płynem organicznym tych, którzy wolą oceniać filmy po swojemu. Tacy wielcy "krytycy", których nazywasz środowiskiem najczęściej wielce się oburzają, gdy ktokolwiek poza nimi ma swoje prywatne zdanie.
Źle wnioskujesz, gardzę filmami pokładu Transformers czy 2012. Mam podobne podejście jak Midvith, lubię filmy z prostym przesłaniem. Nie szukam genialnych efektów audiowizualnych, szukam czegoś co przyciągnie mnie fabularnie, zaciekawi mnie, co będzie się toczyć w następnych 10 minutach, jak potoczy się fabuła, jakie zastosowane zostaną wątki. Tymczasem Parnassus odczułem jak lejące się flaki z olejem.
Źdelś, moja "niekultura" miała właśnie na celu wywarcie takiego wrażenia, byś poszerzył swój niejasny komentarz :)
I dziękuję, udało się…
Zaprzeczę w miejscu, o interesujących postaciach, chociaż nie całkowicie. Zaciekawiła mnie kreacja diabła oraz samego Parnassusa… Inne postacie wydają mi się lekko puste, wplecione w akcję, żeby po prostu coś się działo i trzymało całości. Jak dla mnie postaci Percyego i Antona można by wyrzucić i szczerze, niewiele by mi to zmieniło w filmie. Zaprawdę, lekko sarkastyczna postać diabła, Pana Nicka mi się spodobała bardzo, jednak reszta… lekko jak w telenoweli, służą do ciągnięcia wątku miedzy Nickiem, a Parnassusem.
Zaś postać Tonyego, to nieporozumienie do sześcianu, bierze się znikąd, ściga go ruska mafia i bezinteresownie rzuca się na pomoc…
Źdelś, zauważ jedno – strzeżesz Parnassusa jak oka swego, nie zważając na argumenty innych :)
Oczywiście, każdy ma swoje gusta i każdy odbiera film inaczej. Dla jednego film będzie dennym przerywnikiem między wstępem, a napisami, dla innego będzie arcydziełem. Podobnie można mówić o filmach Tima Burtona – dla jednych są to cudowne filmy, z niesamowitą magią, dla innych to jakieś durne melodramaty, lub Bóg wie co jeszcze.
Ja stawiam w kinie na film przystępny dla każdego… i nie chodzi tutaj o jakieś Transformersy, jak wspomniałeś. Dla mnie opowieść ma być tak przedstawiona, by urzekła swoją mocą bez konieczności siedzenia po nocach i rozmyślania nad filmem. Dla prostego przykładu – filmy zrozumiałe od razu, wywierające wpływ na emocje, ujmujące łatwą i przyjemną fabułą zostają w pamięci na dłużej.
Jak wspominałem – ciężko film jednoznacznie poszufladkować, czyli zarazem do czegoś porównać, jednak w tym wypadku jest to dla mnie wadą. Są filmy, których nie da się porównać i są zarazem genialne, ale w moim odczuciu Parnassus do nich nie należy.
Witam Was ponownie. Przechodząc do rzeczy… groźnie łypiąca okiem, spod brunatnego kaptura, postaci – Midvithem zwaną.
Moim celem nie było, w żadnym razie, obrażenie Cię – byłbym wdzięczny gdybyś pochamował pierwotne instynkty.
Uwaga mająca na celu wskazać infantylność mojej wypowiedzi jest i nietrafiona a i obraźliwa. Jeśli więc każdy ma prawo się wypowiadać,
czemu nie przeczę, czemu Pan gospodarz nie zapewni na swoich łamach zasad kulturalnej, opanowanej dyskusji? :)
Co do ziewania, ktoś się nie wyspał, ktoś drugi zasugerował. Wszyscy wiemy jak łatwo się zarazić ziewaniem. Niekoniecznie
to efekt spowodowany tym, co zobaczyłeś na ekranie. Geneza tego zjawiska nie jest wyjaśniona. I mnie się zdarzyło ziewać
na filmach, które z powodzeniam można uznać za ciekawe. A, że wychodzili? Ich sprawa, powodów mogło być mnóstwo. Kupić orzeszki. Kupić popcorn. Udać się w wiadome miejsce.
No i nie każdemu musiało się podobać. ;)
Nie zwykłem zwracać się bezpośrednio do szlachetnego brunatnego trunku.. ale sprobójmy..Drogi Wyrobie chmielowy.. Z całym szacunkiem dla całej Twojej
legendarnej pieniowatości i krzepiącej goryczki, przy Tobie to ja jestem Steven Spielberg świata reżyserii, Ennio Morricone oprawy audiodźwiękowej,
John Troll zdjęć filmowych – nie wspominając już o innych mistrzach kostiumografii czy "mejkapu". Większej bredni dawno moje oczy
nie widziały. Zmieszać z błotem to by się Ciebie środowisko podjęło za takie zdanie. Wnioskuję, że lubisz filmy, które najlepiej reprezentuje współczesna amerykańska szkoła
filmowa – pokroju transformerów, jumpera, jeźdzcy z piekieł z Nicolasem Cagem.. czy jak to się to tam nazywało. Powiedz sam czy racji nie mam? Proszę Cię bardzo.
Filmy, które w głownej mierze są widowiskiem audiowizualnym – nie wymagają kojarzenia faktów, nie stawiają pytań. Wszystko staje się jasne w jednej chwili.
Wychodzisz z sali kinowej i myślisz sobie – niesamowicie porywające.. To wszystko, nic więcej. To smutne, że kręci się filmy skierowane na masowego widza.. czy takie
filmy są najwybitniejsze. Na szczęście, bez wątpienia – nie. :)
Co się podobało?
Film jest ciekawymi. Momentami wybitny. Nie sposób nakreślić mi całości, co mnie urzekło, co odstręczyło. Moge sprobówać generalizując -
Znakomite kreacje aktorskie, na czele z niestety nieżyjącym już Ledgerem. Nie powiecie mi, że panowie nie stworzyli interesujących postaci?
Nakręcony wyśmienicie.. nie możecie zaprzeczyć.. Gilliam w każdym swoim filmie tworzy spójną całość – mogącą być porównywaną do jego wcześniejszych obrazów.
Historia może i pokręcona, niejasna, momentami niespójna – ale zmusza widza do zastanowienia. Ale i gołym okiem widać, że ta Bajkowa kreacja to autorski projekt, reżysera –
pokażmy, że potrafimy jeszcze docenić ludzi wykazujących się kreatywnością. To co stworzył, momentami powala. A rozmach tego przedsięwzięcia zachwyca. Magia tego
widowiska jak dla mnie ponad przeciętna, bardzo charakterystyczna. Jeśli mielibyście to porownać, to do czego? Trudno precyzyjnie wybrać. To symptom wybitności w dobrym
tego słowa znaczeniu. Pozdrawiam.
Terry Gilliam osiągnął dno.
Jedyny film, jaki mogę sobie przypomnieć jego ręki to 12 Małp, który mi się bardzo podobał. Nieustraszeni bracia Grimm całkiem przyjemnie się oglądało, zaś Przygody barona Munchausena jak dobrze pamiętam były jedną z największych klap w historii kina.
Źdelś, wejdź na Filmweb i poczytaj opinie ludzi. Jesteś w bardzo mikroskopijnej mniejszości.
Źdelś, a ty to może krytyk filmowy jesteś?
Zauważ, że każdy ma różne gusta. Według mnie ten film można zrównać z błotem – film się tworzy po to, by był on przystępny dla widza, a nie po to, by resztę dnia rozmyślał o co w nim chodzi.
Dla mnie był całkowicie niezrozumiały, bez ładu, posklejany ze scen.
Oczywiście… ależ jaśnie przepraszam, każdy kto się z tobą nie zgadza, to nie ma pojęcia o kinematografii. No i oczywiście nie ma prawa się wypowiada, bo każdy głupi, kto nie ty :)
W takim razie ciekaw jestem czemu wszyscy wokół mnie ziewali, a co niektórzy wyszli w trakcie seansu… i nie powrócili?
Skoro uważasz to za arcydzieło, bądź łaskaw powiedzieć, czemu tak twierdzisz… ja przedstawiłem, czemu ten film uznaję za syf.
Ten film to absolutne arcydzieło! Bardzo wyraźnie widać, że autor nie ma bladego pojęcia o kinematografii. Pozdrawiam, Źdelś!
Ten film to najgorszy szajs jaki w życiu oglądałem, niejasny, niespójny, nielogiczny i w ogóle popier…ony, straciłem pieniądze i g…o z niego zrozumiałem.
Mid, ja na Filmwebie dałem 4/10, ale tylko daltego, że grali w nim J. Law i J. Depp. Inaczej byłoby 2/10.
Hej, może ktoś mi wyjaśni: o co k…a chodzi w końcówce?