Nie macie czasem wrażenia, że jesteśmy powoli coraz mocniej zasypywani wszechobecnym obowiązkiem rejestracji?
I nie chodzi tutaj o życie realne, a bardziej o surfowanie w Internecie. Wiadomo – podobnie, jak w zwykłym życiu, tak w Internecie powoli musimy zacząć przyzwyczajać się do tego, że najpierw należy dokładnie przeczytać umowę, zanim ją podpiszemy – w przypadku sieci regulamin, licencję albo zasady rejestracji.
Niedawno wpadła mi w ręce płytka z jakąś tam wersją Office 2010, stwierdziłem, że przyda mi się w sam raz… odpalam instalator, a tutaj obowiązek rejestracji, podania adresu email i tak dalej. Niby nic niezwykłego, ale żeby do takich pierdół dawać obowiązek rejestracji konta, na które potem będzie przychodzić tona wiadomości od Microsoft, to już lekka przesada. Wrzucenie klucza aktywacyjnego wraz z instalką, do i tak testowej wersji produktu chyba lekko boli…
Patrząc na Internet teraz i 5-6 lat temu widać ogromną przepaść w przypadku „podchodzenia do usera”, aktualnie zalewani jesteśmy niemal na wszystkich większych portalach i serwisach zaproszeniami do rejestracji. Wszechobecne guziki „fallow me”, „tweet me”, „facebook me” i inne pierdoły… niby nic, ale konto musisz mieć. Jeżeli chcesz otrzymywać wiadomości o nowych postach to albo masz oczoyebny RSS albo obowiązek rejestracji… Chcesz obejrzeć film – zarejestruj się. Chcesz przejrzeć ofertę – zarejestruj się. Chcesz zobaczyć dane kontaktowe – zarejestruj się. Po durny klucz do wersji testowych, czy nawet po durną łatkę musimy się zarejestrować… i przy okazji często nieświadomie zgodzić się na wysyłanie do nas reklam. Szczytem szczytów była w moim wypadku rejestracja na AZ.pl oraz WEBD.pl – na tydzień przed wygaśnięciem domeny lub przed upływem ważności hostingu obie firmy wręcz zasypały mnie nie tylko emailami, ale również SMSami…
Ba…
WEBD nawet pokusił się by nagrywać mi się na pocztę głosową w sprawie hostingu za pięć złotych, i nie był to jakiś bot, a normalny pracownik firmy… Chyba, przynajmniej takie to na mnie zrobiło wrażenie – jakieś szumy i rozmowy w tle.
Dawniej, zwykły napis „Register” wystarczył. Dziś czasami z trudem można znaleźć napis albo przycisk „Sign in” lub „Log in”, bo wszędzie panoszą się bannery służące do zakładania kont. Coraz więcej for internetowych, na których by zobaczyć jakieś tematy lub resztę forum musimy mieć konto… Rekordem w przypadku for, było niewielkie forum, które automatycznie robiło redirect (przekierowanie) na formularz rejestracyjny po kilkunastu sekundach.
Niestety, albo stety Internet jest swego rodzaju drugim światem… w którym niestety coraz mniej jest anonimowości, jeżeli mamy zamiar gdziekolwiek się rejestrować. Coraz więcej jest stron, które poprzez rejestrację wykorzystują nasz adres email dla innych firm, albo wysyłają nam reklamy i wszelkiego rodzaju „przypomnienia” o sobie.
Zdarzają się nawet takie portale – raczej każdy kto lubi surfować je kojarzy – które rozpoznają nasz email i zawalają nam profil lub skrzynkę pocztową wiadomościami z cyklu „możesz znać tą osobę”. Kilka raz y zdarzyło mi się, że rejestrując się na stronie A, strona B po jakimś czasie wiedziała, że na tej pierwszej mam konto na ten sam email…
Zupełnie się nie zdziwię, jak za kilka lat, może nawet wcześniej molochy podobne do Gadu Gadu, Naszej Klasy, Facebooka lub inne takie, będą automatycznie dopasowywać i łączyć w jeden kolektyw nasze konta na różnych portalach założone na podobne dane – np. na taki sam email… Kiedy rejestracja numeru w Gadu Gadu od razu doda do naszego profilu konto na Naszej Szmacie, zarządzanie kontem na Allegro, Facebooku i Bóg wie gdzie jeszcze.
Mówi się o tworzeniu społeczności, powstają żarty z cyklu „nie ma konta na NK, więc pewnie nie żyje” albo „rodzice jacka nie mają się w znajomych to pewnie się rozwiedli”…
Ale czy nie dojdzie kiedyś do przesady, gdy portale społecznościowe lub automatycznie kojarzące nasze dane na różnych portalach, nie zaczną nam dopasowywać odpowiednich produktów do kupienia? Czy z czasem nasz adres email nie stanie się kluczem, by Internet (nie jako osoba), od razu wiedział o nas wszystko – co odwiedzamy, co lubimy, gdzie się udzielamy, a nawet o czym dyskutujemy przez komunikator?
Czas pokaże…



Jeśli jeszcze jesteś zdrową psychicznie osobą i nie masz paranoi, że Cię śledzą, to polecam http://niebezpiecznik.pl :) Blog o bezpieczeństwie w sieci. Z perełek wymienię, że nawet będąc nie zarejestrowanym i z wyłączonymi ciasteczkami, tylko na podstawie informacji jakie wysyła o sobie przeglądarka są w stanie zidentyfikować Ciebie, że o ciasteczkach flashowych nie wspomnę. Niestety internet staje się coraz mniej anonimowy i trzeba się nauczyć z tym żyć (np. wykupując proxy w Chinach ;) )
Trudno się z Tobą nie zgodzić. To zakrawa na lekką paranoję. Sam jestem zwolennikiem prostych rozwiązań w internecie. Postawmy sprawę jasno, albo totalna anonimowość, albo inwigilacja, byle trzymana w ryzach… Bo teraz, powoli, dla mnie internet staje się wrogiem…
Cóż, era internetowej anonimowości chyba zmierza ku końcowi na rzecz ery wszech-inwigilacji;/