Ostatnio coraz częściej nachodzi mnie na granie w klasyki, kilka tygodni temu powróciłem do gry, którą już na blogu opisywałem kilka miesięcy temu… I niech młodzi czytelnicy się nie zdziwią – jeden z najbardziej znanych na świecie portali o grach określił ową grę zaszczytnym tytułem, jakim nie mogą się pochwalić megaprodukcje pokroju Crysis, Half Life czy Call of Duty… Bowiem poprzednią część serii X-COM, bardziej znaną pod tytułem UFO: Defense portal IGN.com nazwał najlepszą grą w historii w jednym ze swoich rankingów… Ba, poprzednika Terror from the Deep, nawet dziś wiele czasopism umieszcza w Halach Sław lub dziesiątce najlepszych graczy. Dość już słodzenia… istnieje jeszcze jeden fakt, który mówi, że nawet druga część jest warta zagrania… ale o tym później.
- Post o poprzedniej części serii X-COM możecie przeczytać pod tym adresem.
- Jak uruchomić Enemy Unknown lub Terror from the Deep poprzez niezawodny DosBox
Pierwsza część gry wstrząsnęła światem… a były to czasy, gdy mało kto w Polsce wiedział, jak wygląda komputer, niewielu posiadało Amigę. Przez ponad 15 lat od premiery pierwszej części gry ludzie wciąż do niej wracają, grę dziś (wraz z innymi częściami X-COM) można kupić na Steam… Powiedzcie mi, jaką inną grę przystosowywano do każdego kolejnego systemu operacyjnego, nawet gdy od premiery minęło prawie 20 lat oraz wciąż jest sprzedawana?
Takie gry można policzyć na palcach… Niewielu nazwa Microprose mówi coś mówi, jednak gdy wymienimy osobę imieniem Sid Maier, raczej wszyscy wiedzą o kogo chodzi – legendarny twórca serii Civilization. To właśnie on stworzył firmę Microprose – twórców tej kultowej serii… a skoro on, to znaczy, że warto ;-)
X-COM Terror from the Deep
Dziś fabuła tej gry może wydać się lekko „oklepana” z racji tego, że wraz z rozwojem komputerów pomysł był odgrzewany przez innych setki razy… jednak w 1995 roku widok poniżej zamieszczonego intra budził dreszcze.
Akcja rozgrywa się w czterdzieści lat po pierwszej części gry – tuż przed zniszczeniem bazy obcych na Marsie, wysłany zostaje sygnał w kierunku ziemi. Aktywuje on zatopiony na dnie oceanu statek kolonizacyjny obcych oraz pobudza od życia hibernowane na nim istoty.
Rozpoczyna się walka w głębinach oraz niekiedy na statkach lub portach i miastach rozsianych wokół zbiorników wodnych… Obcy już nie dokonują ataków terrorystycznych na miasta, ale zajmują się terroryzowaniem popularnych kurortów nadmorskich, atakują porty oraz statki transportowe lub pasażerskie. Dzięki temu rozrywka staje się ciekawsza niż monotonne rozprawianie się z obcymi w miastach w głębi lądu…
W sieci dostępna jest polska wersja językowa gry! :-)
Kwestia techniczna jest niemal identyczna jak, w X-COM: Enemy Unknown (aka Defense), różnice leżą jedynie w ty – poza faktem, że akcja toczy się z reguły pod wodą – że zmienione są bronie, jednostki, budynki, przeciwnicy… i tak dalej. W Terror from the Deep istnieje bardzo wiele odpowiedników z poprzedniej części gry – dla prostego przykładu w pierwszej części do uzbrojenia statków należała broń, której amunicja się nie wyczerpuje, był to Plasma Beam, w przypadku drugiej części jest to Sonic Oscillator.
Różnice są takie, że niektóre bronie wykorzystywane pod wodą, mogą nie działać na lądzie, gdy czyścimy port, kurort turystyczny, czy statek zaatakowany przez obcych. Twórcy wzięli sobie lekko do serca doświadczenia po poprzedniej grze, gdzie bazę obcych można było zniszczyć w ciągu pięciu tur – w Terror from the Deep lokacje są bardziej złożone.

Na dnie oceanu możemy spotkać się z wrakami samolotów, kamiennymi tunelami, resztkami statków… W porach znajduje się wiele zakamarków, budek, czy dźwigów, gdzie mogą ukrywać się obcy, przez co walki trwają nieco dłużej. Również nieco ciekawiej jest przy atakowaniu zwykłych zestrzelonych lub lądujących statków obcych – wejść do nich możemy już nie tylko przez drzwi – niektóre posiadają „okna” lub wejścia umieszczone w innych miejscach.
Przyjemnie prezentują się ataki na statki cywilne – nie dość, że poruszamy się wąskimi okrętowymi korytarzami, to jeszcze lokacje tego typu są „piętrowe” – najpierw eliminujemy obcych z pokładów, a następnie z maszynowni, magazynów pod pokładem. Prócz tego czasami zdarzają się miejsca, w których obcy są wyjątkowo aktywni – penetrując te podziemne lokacje (również piętrowe) możemy zdobyć przedmioty i technologie obcych, jednak są one dobrze „obsadzone”.

Podobnie jest z bazami obcych – w UFO: Enemy Unknown wędrowaliśmy po dwóch pietrach, zaś bazę obcych można było zniszczyć kilkoma „blasterami”, w tej części musimy najpierw przedostać się przez bazę na dnie, a następnie zniszczyć urządzenie znajdujące się pod ziemią. Warto wspomnieć, ze bazy obcych posiadają również więcej pięter niż te w pierwszej części gry. Rodzaje przeciwników, jakie spotkamy w grze są odwzorowaniem tych, które spotykaliśmy w pierwszej części – również możemy spodziewać się monstrów o zdolnościach, które wpływają na umysły lub takich, które potrafią „zainfekować” naszych żołnierzy.
Mimo, że akcja toczy się z reguły pod wodą, to Terror from the Deep wciąż posiada ten nietypowy i unikatowy klimat poprzedniej części, mimo że piętnastoletnia, to i tak klimatyczna oprawa muzyczna, ciemne zakamarki i trzymające w napięciu penetrowanie lokacji… A jeżeli znudzi nam się bicie pod wodą, co jakiś czas przyjdzie nam walczyć na lądzie – szczególnie ciekawie odbijając atak obcych na statki pasażerskie lub towarowe…
Doprawdy, może nie jest to idealnie ten sam klimat, który miała część pierwsza… ale i tak bardzo mocno warto, dla wszystkich fanów nie tylko starych gier, ale również turówek, jest to pozycja wręcz obowiązkowa ;)
Dołącz do stałych czytelników, subskrybuj kanał RSS!
Bądź zawsze na bieżąco z najnowszymi aktualizacjami.







Hyhy przypadkiem trafiłem tutaj i z ciekawości zajrzałem bo UFO to rzeczywiście genialna gra i jeszcze ją pamiętam ze starych, dobrych czasów na Amidze. Jedynkę przechodziłem parę razy, dwójkę jakoś mniej i widząc screeny aż mnie ochota wzięła by sobie zobaczyć dwójkę i pobawić się pod wodą.
Pozdrawiam, Malcoran.
PS. Nazwisko to Meier, ciut przekręciłeś ;-) I chyba mimo wszystko ludzie kojarzą Microprose, jak dla mnie nie da się nie kojarzyć tej nazwy :-)