Blog o tematyce gier sieciowych i przeglądarkowych

Ba-Bop-Ba-Dop-Bop



Uważasz, że to ciekawy post? Podziel się z innymi!

Ostatnio coraz częściej nachodzi mnie na klasyki… Grywam w gry z przed wielu lat, wracam do starych hobby, którymi niegdyś się interesowałem, zaś kilka dni temu wpadłem zupełnie przypadkiem na jeden z bardzo popularnych starych i może lekko zapomnianych utworów. Tak wpadł mi w ucho, jak wiele lat temu, że postanowiłem o nim nieco poczytać, wcześniej znałem tylko melodię, nic nie wiedziałem o autorze, znałem tylko jeden jego utwór… a teraz się stało, że mogę słuchać wszystkich bez przerwy.

Wróciłem do Scatmana, mimo, że nigdy w życiu nie przychylałem się ani do scatu, ani do jazzu, może poza kilkoma najbardziej klasycznymi utworami. Wielu, którzy myślą, że Scatman to pewnie jakiś facet, który w młodym wieku nazywał się John Scatman i grał jazz… bardzo się mylą.

John Paul Larkin (ur. 13 marca 1942 w El Monte, Kalifornia, zm. 3 grudnia 1999 w Los Angeles) – amerykański muzyk, znany jako Scatman John, ze względu na opanowany jazzowy styl wokalny zwany scatem.
Swoje możliwości wokalizowania, zarówno bez słów, jak i posługując się nonsensownymi sylabami i wyrazami, wykorzystał w muzyce dance.
Od najwcześniejszych lat miał problemy z mówieniem (jąkał się), co doprowadziło do emocjonalnie ciężkiego dzieciństwa. Na szczycie jego kariery w 1995, reporterzy opowiadali jak podczas wywiadów ze Scatmanem „ledwo kończył zdanie bez powtarzania w nim jakiegoś słowa z pięć czy sześć razy”. W wieku 12 lat zaczął uczyć się gry na pianinie i stawiał swoje pierwsze kroki w „scatowaniu”. W wieku 14 lat poprzez nagrania Elli Fitzgerald i Louisa Armstronga kształtował i ulepszał swoje umiejętności. W jednym z wywiadów Larkin powiedział: „Chowałem się za pianinem, bo bałem się mówić”.
W latach 70. i 80. został profesjonalnym pianistą jazzowym. Grał w klubach jazzowych w okolicach Los Angeles. W 1986 r., w wytwórni Transition wydał płytę nazwaną swoim imieniem John Larkin. Do jego życia wkroczyły narkotyki i alkohol, jednak opamiętał się po rozmowie ze swoim kolegą Joe Farrellem, Larkin zdecydował, że pokona swoje uzależnienia. Z pomocą żony Judy, która również leczyła swój alkoholizm, udało mu się tego dokonać.

Więcej na: Wikipedia

Słuchając kilku jego czołowych nagrań naszło mnie coś… czy rzeczywiście trzeba mieć mniej niż 30 lat, wyglądać jak model, mieć cudowne dzieciństwo, by stać się kimś niesamowicie popularnym? Czy trzeba być czarnym raperem, z dziurą po kuli w brzuchu, a potem zginąć w porachunkach mafii, by zdobyć popularność?
Takie odniosłem przez chwilę wrażenie, że w czasach dzisiejszych, jeżeli się nie jest raperem, nie oberwało się kulki i nie nosi się tony żelastwa, albo nie jest się jakąś kontrowersyjną postacią, to się popularności nie zdobędzie… Też po krótkich rozmyśleniach wydaje mi się, że dziś muzykę robi się pod kontrowersje, czym bardziej kontrowersyjna treść tym lepiej, zaś utwory głównie nie są oryginalne, a przesączone jakimś… jadem do ludzi? Tak, to chyba najlepsze określenie.
Może się mylę, ale to jedynie moje luźne przemyślenia.

Tymczasem Scatman John, a raczej John Paul Larkin w ogóle do tej „klasyfikacji” się nie nadawał – starszy pan po 50-tce, niepozorny gość, w czarnym kapeluszu i garniturze, z wąsami, jąkający się. Co dziwne, jak na „dzisiejsze czasy”, nie tworzył utworów opartych o kanony, stworzył coś, co zadziwiło krytyków muzyki na całym świecie, zaś każdy jego utwór nie przypominał żadnego z ówczesnych. Scat, czyli dźwiękonaśladowczy sposób śpiewania, charakteryzujący wokalistykę jazzową, polegający na naśladowaniu odgłosów instrumentów oraz zastąpienia tekstu onomatopejami słowopodobnymi szybko stał się słyszalny na całym świecie… Jednak nie na długo.

I tak dzisiaj, zamiast utworów mających na celu wprowadzić nas w spokojny, lekko zabawny nastrój, mamy utwory robiące z nas kozaczących dresów… Cóż, przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie.

Takich ludzi już nie ma…

  • Brak podobnych postów

Przetłumacz tekst na inne języki:
Dołącz do stałych czytelników, subskrybuj kanał RSS! Bądź zawsze na bieżąco z najnowszymi aktualizacjami.
468 x 60 EN

4 komentarzy

  1. Kubek /

    Stare czasy, to chyba z 15 lat ma, jak nie więcej :P

  2. Stare nie znaczy gorsze :D
    Patrząc się na aktualne, nowe produkcje, to można stwierdzić: najlepsze lata muzyki już dawno za nami…

    A więc:

    I’m the Scatman!!!!!!

    Ski-Bi dibby dib yo da dub dub
    Yo dab dub dub
    Ski-Bi dibby dib yo da dub dub
    Yo dab dub dub

    :D

  3. Ten szajs puszczany w radiach trudno nazwać muzyką. :) Głos jest wielokrotnie przerabiany i miksowany, a wokalistom/wokalistkom potrzebny jest tylko wygląd aby zaistnieć. Oczywiście nie tyczy się to wszystkich twórców, ale ich raczej w radiu nie usłyszymy.

    A wracając do tematu to: stare, ale jare :D

  4. Odjazd :> Przypomniały mi się najlepsze dni z dzieciństwa. A muzyczka jest na prawdę wspaniała i wprowadza w dobry nastrój :)

Zostaw komentarz