Minecraft, Battlefield, World of Tanks…



Niemiecka dyskryminacja na… drogach


Strefa Schengen, super sprawa… Możesz wyjechać sobie do Niemiec, przykładowo na samolot do Berlina, czy na wycieczkę do Kolonii, bez konieczności stania w kolejkach na granicy i posiadania tony papierków. Bierzesz synka, córkę, żonę do samochodu, z uśmiechem na twarzy w słoneczny dzień, pakujesz się, zadowoleni wjeżdżacie bez kontroli do Niemiec, Twój samochód aż „pręży tłoki” widząc równe autostrady bez ograniczeń prędkości… Mmmmm… cudnie, prawda?

Jeżeli myślisz, że ten skromny artykuł będzie o zajeżdżających drogę Niemcach, czy braku kultury u niemieckich kierowców – mylisz się… Ten post będzie miał na celu pokazanie Tobie, drogi czytelniku, do jakich absurdów dochodzi na zachodniej granicy Niemiec. Oczywiście opisana poniżej historia jest fikcyjna, jednak dobitnie pokazuje z jaką chamską dyskryminacją i wręcz lekkim „nacjonalizmem” mamy do czynienia wjeżdżając do Bawarii czy Pomorza Przedniego. Co ciekawe, sprawa nie dotyczy tylko Polaków…

Jeszcze między Szczecinem, a granicą widzisz parę samochodów o niemieckich rejestracjach, które nie mają zapalonych świateł. Bo sensu nie ma przestrzeganie przepisów w nie swoim kraju, prawda?
Jedziesz sobie powiedzmy 100 na godzinę, z odległości widzisz stojący na przydrożnym parkingu niemiecki radiowóz i charakterystycznego lizaka skierowanego w Twoją stronę, przed Tobą, ani za Tobą nikt nie jedzie. Zwalniasz i stajesz kawałek za radiowozem, po chwili podchodzi do Twojego wozu funkcjonariusz i prosi o papiery. Niby nic dziwnego, zwykła kontrola, nie?
Funkcjonariusz po niemiecku prosi Cię o pokazanie czy posiadasz w samochodzie apteczkę. Wysiadasz i pokazujesz, że masz obszerną apteczkę z wszystkimi możliwymi rzeczami, które potrzebne są w razie wypadku. Niemiec coś gmera po swojemu, jednak Ty nie uczyłeś się nigdy niemieckiego, w końcu funkcjonariusz odzywa się po angielsku pytając o… koc ratunkowy.

Robisz przysłowiowe 0_o słysząc takie pytanie. Po krótkiej sprzeczce niemiecki funkcjonariusz wypisuje Ci mandat na około:

200 złotych (50 euro)

Chwilę później funkcjonariusz zauważa, że w apteczce masz zwykłe domowe nożyczki, plastikowe. Bierze do ręki rozwijany centymetr… i wlepia Ci kolejne 10 euro mandatu, bo nożyczki w apteczce według niemieckiego prawa mają mieć dokładnie 14,5 cm. Następnie z monetą w ręku sprawdza Ci zużycie opon. Słyszysz po angielsku, że w pobliskim sklepie można kupić pełen zestaw z apteczką. Delikatnie wkruwiony (WKRU…) wsiadasz do samochodu, jednak w lusterku widzisz zatrzymujący się za Tobą kolejny samochód. O polskiej rejestracji, a w oddali kolejny stojący za radiowozem. Kolejka się robi…
Kilkanaście kilometrów dalej w niewielkiej mieścinie postanawiasz coś zjeść z rodzinką, wchodzicie do sklepu… a tam cały regał apteczek. Biznes, jest biznes, nie?

Dzwoni do Ciebie kumpel z Zgorzelca i mówi, że… stoi w kolejce na granicy. Mówi, że Niemcy w odblaskowych kamizelkach chodzą i wyrywkowo kontrolują polskie samochody. Żeby było śmieszniej, mówi Ci, że stoi tam już od rana… a w nocy Niemcy używali reflektorów do oświetlania kolejki samochodów. W trakcie krótkiej rozmowy przypomniał Ci, że niemiecki minister Wolfgang Schäuble w zeszłym roku musiał się z tego tłumaczyć i stwierdził, że to nic o czym można by „dyskutować”. Zaś na ten problem minister Schetyna „odwracał kota ogonem” mówiąc nie o zachodniej, a o wschodniej granicy i jej szczelności…
Jedziesz dalej. Nie przejechałeś dziesięciu kilometrów, by znów nadziać się na patrol, który znów chciał Ci przeglądać samochód i apteczkę… Pokazałeś otrzymany pół godziny temu mandat i na szczęście obyło się bez problemów. Żeby było zabawniej – wracając też nadziałeś się na dwie kontrole.

Śmieszne? Moim zdaniem wręcz „typowe” dla Niemców – panuje u nich wciąż opinia, że Polak jeździ kartonem na kółkach posklejanym taśmą i na 100% ma zamiar coś ukraść. Problem mają również przewoźnicy, którzy zajmują się np. dowożeniem ludzi na lotniska w Berlinie – ich samochody również są regularnie kontrolowane, zaś niemiecka policja potrafi przyczepić się do byle szczegółu. Sam byłem świadkiem, gdy niemiecka policja skontrolowała mi samochód… w Polsce! Jadąc w okolicy podszczecińskiego Kołbaskowa około kilometr od granicy zobaczyłem za sobą niemiecki radiowóz, który po chwili włączył „koguta”. Zjechałem na bok, pokazałem papiery, apteczkę… i bagażnik, nie wiem po co. Pogadali i pojechali.

Nasi policjanci nie pozostawali dłużni – setkami sypały się mandaty za brak gaśnicy w samochodzie, która w Niemczech nie jest obowiązkowa. Później okazało się, że niemieccy funkcjonariusze nie mogą wymagać tego, by w polskich samochodach znajdowało się wyposażenie wymagane przez niemieckie prawo… i koło się zamyka.

Czesi nie mają lepiej, na masowe kontrole czeskich samochodów zareagował nawet ich MSZ, zaś Niemcy przyznali, że przez „zwiększenie legalności narkotyków w Czechach” postanowili wzmocnić przygraniczne kontrole. W rzeczywistości „wzmocnić” znaczy tyle, co „łapanka”, bowiem przygraniczne czeskie media prezentują zdjęcia i filmy, jak niemieccy funkcjonariusze zatrzymują samochody jeden po drugim.

„Dali mi pojemnik i zmusili do sikania na poboczu drogi” – skarżył się pewien czeski kierowca dziennikowi „MF Dnes” na kontrolę w okolicy bawarskiego przygranicznego miasta Furth im Wald. Niemieckim policjantom wydawało się, że Czech palił marihuanę. Z powodu podobnego podejrzenia inni kierowcy zostali zmuszeni do podobnego badania na posterunku policji. Właściciele Student Agency, największego prywatnego przedsiębiorstwa transportowego w Czechach, skarżą się, że od początku roku Niemcy kontrolują prawie każdy ich autobus. Kontrole są tak dokładne, że autobusy mają duże opóźnienia. Czeskie gazety opisały przypadek grupy młodych czeskich narciarzy, których niemiecka policja rozebrała do bielizny, wydzierała im podszewki z kurtek i rozpruwała kieszenie. Ostatecznie zostali wypuszczeni bez wyjaśnień.

Jedna z czeskich gazet w zeszłym miesiącu postanowiła zrobić „badanie” wyjeżdżając z Czech do Niemiec pięcioma samochodami jadąc kilkoma różnymi drogami – wszystkie pięć samochodów zostało skontrolowanych, w tym jeden dwukrotnie, zaledwie na odcinku 50 kilometrów od granicy.
Co jeszcze ciekawsze, reakcja niemieckiego szefa dyplomacji, Guida Westerwellego budzi „trwogę” – stwierdził, że wie o wszystkim i naprawdę nie widzi w tym nic złego. Żeby było zabawniej – Bawaria prowadzi akcję, która za pomocą napisanych po czesku ulotek, ma przybliżyć Czechom panujące zasady…
Już widzę podobną akcję w okolicach Szczecina – „Polaku nie kradnij”.

Zaczynam mieć wrażenie, że każdy z Europy Środkowej, jest przez niemiecką policję uznawany za zło wcielone. Polak to oczywiście złodziej i alkoholik, zaś teraz po wprowadzeniu zmian – Czech to ćpun i narkoman… Cóż, jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie – Niemcy mają wciąż mocno zakorzenione poczucie własnej „dumy i wyższości”.


Inne ciekawe posty na ten temat:

  • Brak podobnych postów

Operation Gamma 41, OperationGamma41, Just A Game GmbH, Strategygame, free2play, Browsergame, strategy

3 komentarzy

  1. Istrandir /

    Jakoś się im bardzo nie dziwię. Owszem, takie kontrole są grubą przesadą, ale sam fakt, że Niemcy obawiają się o bezpieczeństwo nie jest dziwny. Problem w tym JAK to robią, czyli robią TO jak zwykle…

  2. Midvith /

    Jeżeli chodzi Ci o aferę z pomnikiem, to właśnie gryząc kolacyję było o nim w TV…

  3. Tacy sami Niemcy. O wieków się nie zmienili.

    Poza tym do dyskryminacji polaków przez Niemców dochodzi nawet w głębi naszego kraju.

    Obiło ci się mid o uszy co chce zrobić mniejszośc niemiecka chce zrobić w leśnicy?

Zostaw komentarz

(wymagane)



  • RSS
  • Newsletter
  • Blip
  • Buzz
  • Facebook
  • Wykop
  • Kciuk