Nie, nie będzie to kolejny miliardowy post, jaki znaleźć można w Internecie na temat tego, że ludzie czasami powinni wyjść na dwór i odpocząć od złomiaka. Raczej luźne rozmyślania nad tym… po co w ogóle gramy? Czy to ma sens? Po co spędzamy godziny w wirtualnych światach elfów, konfliktów zbrojnych czy w innych zero jedynkowych „obiektach specjalnych”?
Przyszły święta, czas wolny. Z własnego wyboru jestem wiecznym studentem, mogę sobie pozwolić na kilka oryginalnych gier w miesiącu, a jeszcze mi w portfelu zostanie, nie pracuję. Mimo to zarabiam z Internetu całkiem przyzwoite kwoty… Pewnie przejdzie Wam przez myśl, że jestem jakimś nolajfem, co pewnie okno na świat widzi w wyświetlaczu LCD. Nie do końca – rozczaruję Was – mam dziewczynę, wychodzę na dwór, na rozrywki damsko-męskie nie narzekam.
Ogółem wszystko cacy i mam wszystko, czego potrzeba zadowolonemu człowiekowi.
… ale grając ostatnio maniakalnie w Battlefield coś we mnie pękło… i z pewnością nie jest to jakaś żyłka w sercu, czy fałd w mózgu. Z wielkim obrzydzeniem odsunąłem myszkę, z totalnym zdziwieniem na twarzy spojrzałem na listę rankingową graczy – TOP1… Zamaszyście wcisnąłem Alt+F4 i odepchnąłem się od biurka. Jeżeli wyobrazicie sobie człowieka, który coś wywąchał i teraz z pustym wyrazem twarzy patrzy w niewidzialny przedmiot – będziecie mieli pełny obraz mojej osoby w opisywanej sytuacji.
Zadałem sobie pewne pytanie, które z pewnością zadaje sobie bardzo niewielu graczy gier online:
Przecież za jakiś czas… Za miesiąc, dwa albo pół roku przestanę w to grać. Kiedyś przyjdzie czas, by rzucić to na zawsze. Co wówczas? Co będę myślał o tych dniach spędzonych przy grze?
Spędzając godziny w wirze wirtualnej bitwy, tnąc tysiące potworów, czy wysyłając oddziały wojsk lub jednostek, nie macie czasami wrażenia, że to nie ma sensu? Grasz sobie w tego WoWa rok, dwa, albo trzy… Wykonując niekiedy to samo sto razy, non stop, praktycznie bez żadnej różnicy. Grając w MMoRPG wykonujesz non stop te same zadania, bijesz całymi dniami tony potworów, grając zaś w FPS na zmianę granat, przeładowanie, strzał… To samo całymi tygodniami, miesiącami. I nie zastanawiasz się, co będziesz sądził o spędzonym czasie za pięć czy dziesięć lat?
Czy było warto?

Zawsze przyjdzie taki czas, że trzeba przestać – powodów może być wiele – osiągnęło się wszystko, wychodzi nowa inna gra, czy po prostu Twoja gra się starzeje. Osobiście grałem w ogromną ilość MMo, najmocniej ostatnio w stary, ale dobry Battlefield 2, w wiele gier przeglądarkowych… I tknęło mnie, żeby dać sobie spokój z BF2. Ogółem by dać sobie spokój z grami – przychodzi „ten” moment, gdy chodzą myśli, że nie ma sensu dalej grać w daną grę.
Pojawiają się pytania, czy było warto, czy nie był to czas stracony, czy warto jeszcze w to grać, by po czasie z powrotem „poczuć uzależniającą moc”?
Przeważnie przy MMo trzyma jedna rzecz – w stylu „jeszcze jeden quest”, „jeszcze jeden item”, „jeszcze jeden level”. Mnie osobiście ostatnio trzyma fakt, by wbić sobie kolejny stopień w Battlefield, mimo że zajmie mi to z dwa tygodnie grania. Tutaj właśnie pojawia się ból, gdy uświadomimy sobie, że czynimy tygodniami tą samą metodę „strzał, granat, przeładowanie”, a do celu daleko…

Jedni uważają, że z gry na multi zawsze pozostaną wspaniałe wspomnienia niesamowitych przygód z różnymi żywymi ludźmi. Inni twierdzą, że z czasem zaczną uważać czas spędzony na robieniu tego samego tygodniami, za „dziurę w życiorysie”. Jeszcze inni wolą iść na odwyk i grać jedynie w dobre gry na Single Player, sądząc, że jest to jak dobra książka, albo dobry film – wykonując konkretne rzeczy w ciekawej oprawie fabularnej lub z świetnie stworzoną dozą dynamiki i akcji.
Z drugiej strony Single Player nigdy nie zapewni nam tego, co zapewni nam Multi – gry z prawdziwymi graczami, a niestety gier z trybem kooperacji z prawdziwym iście „magicznym” klimatem jest tyle, co palców u jednej ręki. Również niewiele jest takich gier, zarówno na konsole, jak i na PieCe, które byśmy odpalili z łezką w oku po dziesięciu czy piętnastu latach… Sam takich gier mogę wymienić góra dziesięć w ciągu ostatnich 20 lat. Więcej jest oczywiście gier, które bardzo miło wspominam jeżeli chodzi o Single, ale nie mam na nie tak wielkiej ochoty, by mi ręce latały.
Tą jedną wielką zaletę mają gry na Single – przejdziesz i kończysz… jak książkę, jak film, jak przygodę z widocznym „THE END”. Z jednej strony są rozrywką, w której koniec nie boli, z drugiej strony samotność i spieranie się z komputerem, a nie żywym graczem, również boli.
I chyba na długi czas przesiądę się na jakiś dobry Singiel… bowiem przez najbliższy czas, cokolwiek dotknę, co jest oznaczone „Multi”, będę miał wrażenie, że po paru miesiącach czy latach będzie trzeba z tym boleśnie skończyć.



Tak jest. Najlepiej poprostu ograniczać czas grania w gry multi bo one są jak narkotyk. Strasznie uzależniają. Najlepszym wyjściem jest zabawa z dobrymi singlami, albo kilkoma z jednej "sagi" :)
A ja przytoczę gry stare, ale jak dobrze pasujące do tego posta. Baldur's Gate wszelaki, seria Europa Universalis. Po pierwsze: świetny singiel. Po drugie multi wpasowane do tego singla, w trypie kooperacji lub bez niej. Multi też jest przygodą, która ma swój początek i koniec. A jednocześnie "jest o czym pogadać ze znajomymi".
Atitude, chyba naprawdę masz problemy z własnym lekko wybujałym ego :)
Ciekawe, co Twoja żona by powiedziała gdybyś godzinami grał w WoWa, dla przykładu i w dupie miał swojego synka… Oj, jestem ciekaw, czy wówczas też byś myślał, że wszystko masz gdzieś.
Wybacz, że uraziłem jaśnie Panie Atitude… ale nie każdy posiada głośniki 5:1 za 10000 złotych, niektórzy muszą się nacieszyć słuchawkami z kiosku.
Atitude:
1. Efekty != klimat gry. Nie wiem kiedy ludzie to zrozumieją, ale klimatu nie da się stworzyć ani za pomocą fotorealistycznej grafiki, ani dzięki dźwiękowi przestrzennemu. To jest właśnie to coś trzecie, czego zdefiniować się po prostu nie da. W wypadku multi z założenia klimat zawsze jest na tym samym poziomie, bo gry nie mają żadnej fabuły, nie mogą nas wciągnąć ciekawą historią podobnie jak dobra książka.
Przykład: Crysis. Technologicznie gra kładzie na kolana, ale dla niektórych jest nudna do bólu. Dla mnie nie, ale wiem, że jest sporo takich osób. I co im po grafice w 1920x1080px 16xFSAA i dźwięku 7.1? No nic, wolą uruchomić coś sprzed np. 7-8 lat :) Warto dodać, że BF2 wypada tu dosyć słabo, bo nie jest to tytuł zbyt nowy… tym bardziej więc nie rozumiem tej "podniety" elementami, które przy klimacie i tak stanowią tylko dodatek.
2. "Jedni uwazaja, inni twierdza… Do czego to sie odnosi ? ze kreujesz wlasne zycie pod publike bo oni to , a oni tamto ?"
To ja w takim razie zapytam: czemu grasz na multi (tak wnioskuję, po poprzednim zapisie)? Przecież to jest właśnie moda, trend, wszyscy tak robią i ty tak robisz… :)
3. Ostatni fragment to dla mnie zupełnie niezrozumiały bełkot. Każdy może być niezdecydowany i ma do tego prawo. Mid przedstawia zalety i wady każdej ze stron, więc ciężko posądzić go o coś złego. Idiotyzm i nieodpowiedzalność to zakładanie klapek na oczy i kierowanie się tylko jednym torem. Oczywiście dotyczy się to wszystkiego, a nie tylko gier.
—
Dodam jeszcze, że "The End" widziany w singlach po obecnie kilku (krótkich) godzinach nie boli, a przynajmniej nie tak, jak boli zamknięcie dobrej książki, czy zakończenie gry "na poziomie".
Ja mam kilka gier z Jagged Alliance na czele, do których co jakiś czas wracam. Wszystkie z nich są na single :)
Oho, trolla widzę… Jeżeli nie zauważyłeś, post jest pisany z nutką humoru, nie jest to jakaś poważna praca naukowa, czy psychologiczna rozprawka o sensie grania…
Skoro ja zachowuje się jak kobieta po trzecim rozwodzie, ty zachowujesz się jakbyś był jaśnie wiedzącym wszystko księciem :)
"Przeważnie przy MMo trzyma jedna rzecz – w stylu “jeszcze jeden quest”, “jeszcze jeden item”, “jeszcze jeden level”. Mnie osobiście ostatnio trzyma fakt, by wbić sobie kolejny stopień w Battlefield, mimo że zajmie mi to z dwa tygodnie grania." – Nie wpadles na to, ze zakladasz kiepskie zalozenia samej istoty grania ? Ja mam np takie ze wbijam na serwer by zniszczyc wszystkich, rozkoszowac sie metalicznym dzwiekiem spadajacych lusek, wystrzeliwanych pocisków, penetrowanych cial itp. To wszystko zawdzieczam drewnianemu zestawowi 5.1, a nie plastikowym creativkom czy logitechom. Watpie zebys zwracal uwage na takie detale przy glosnikach laptopowych. Gubisz klimat od podstaw, by potem narzekac na to, na tamto.
"Jedni uważają, że z gry na multi zawsze pozostaną wspaniałe wspomnienia niesamowitych przygód z różnymi żywymi ludźmi. Inni twierdzą, że z czasem zaczną uważać czas spędzony na robieniu tego samego tygodniami, za “dziurę w życiorysie”. Jeszcze inni wolą iść na odwyk i grać jedynie w dobre gry na Single Player, sądząc, że jest to jak dobra książka, albo dobry film – wykonując konkretne rzeczy w ciekawej oprawie fabularnej lub z świetnie stworzoną dozą dynamiki i akcji." – Jedni uwazaja, inni twierdza… Do czego to sie odnosi ? ze kreujesz wlasne zycie pod publike bo oni to , a oni tamto ? Ja ide naprzod i mam gdzies co kto o czym sadzi i mi z tym dobrze. Takie spojrzenie kreuje mase stereotypow.
"Tą jedną wielką zaletę mają gry na Single – przejdziesz i kończysz… jak książkę, jak film, jak przygodę z widocznym “THE END”. Z jednej strony są rozrywką, w której koniec nie boli, z drugiej strony samotność i spieranie się z komputerem, a nie żywym graczem, również boli.
I chyba na długi czas przesiądę się na jakiś dobry Singiel… bowiem przez najbliższy czas, cokolwiek dotknę, co jest oznaczone “Multi”, będę miał wrażenie, że po paru miesiącach czy latach będzie trzeba z tym boleśnie skończyć. " – Jezeli sam sobie celu nie postawisz to skad niby masz go wziasc ? wszystko na tacy tak ? koniec nie boli ? Piszesz jak kobieta po 3cim rozwodzie. Brakuje typowych cech meskich w twoim arcie, czyli przede wszystkim zdecydowania.
Chyba wrócę do wiary katolickiej… skoro Mid może się nawrócić ze "złej drogi" na "dobrą", to każdy może zmienić w życiu, co tylko zechce :D
A tak na serio: taka prawda. Multi są dobre, bo poziom rozgrywki jest lepszy, bo można porozmawiać ze znajomymi przy okazji (choć IMO BF2 tu już nie pasuje, raczej ET / SWAT). Multi są złe, bo jak napisałeś, nigdy się nie kończą.
Hm… to teraz wyobraźmy sobie taką sytuację: firmy wyłączają wszystkie serwery od WoWa, od Tibii, od gier przeglądarkowych i bezpowrotnie usuwają wszystkie dane graczy. Jak wiele osób uznałoby, że jest to wymazanie ich życia? Jak wiele osób, popełniłoby w takiej sytuacji samobójstwo, bo zdaliby sobie sprawę z tego, że cały ich wysiłek i tak nie mógł dać żadnych efektów?
Czy warto zgadzać się na zniszczenie swojego życia i kroczyć to na własne życzenie? Moim zdaniem nie warto. Przesiaduję dosyć sporo przed komputerem, ale na gry ostatnio nie mam czasu zupełnie, ani single, ani tym bardziej multi. Nie nudzę się jednak i ciągle rozwijam, w kierunkach, które mają bynajmniej sens ;)