Gdy tak siedzę przed telepudłem, rytualnie przy kolacji oglądam wiadomości na TVP, Fakty lub Wydarzenia (by nie było, że jestem stronniczy i słucham tylko jednej „drogi rozsądku” jak mówią mohery), zastanawiam się, czy ta cała powódź nie powinna być scenariuszem do kolejnego filmu z cyklu „Spokojnie, to tylko awaria”. Może nie w konwencji 10 kwietnia, ale w stylu panującej na południu powodzi – rekordowe stany wody na dwóch największych rzekach, niewielkie potoki zamieniające się w rwące rzeki, czy zagrożenie katastrofą tamy we Włocławku, a co najważniejsze zniszczony dorobek życia dziesiątek tysięcy ludzi.
Premier Donald Tusk powiedział w Tarnobrzegu, że na razie nie ma potrzeby ogłaszania stanu klęski żywiołowej. Dodał, że jeśli okaże się to jednak koniecznie, decyzję podejmie wraz z rządem i nie będzie patrzył na kalendarz wyborczy.
Jak wygląda sytuacja każdy widzi – zalane miasta, wsie, miasteczka, ofiary w ludziach, zniszczenia liczone w kilku miliardach złotych, ale zdaniem rządu nie ma powodu do ogłoszenia klęski żywiołowej. Patrząc na poczynania władz najwyższych mam wrażenie, że dla nich te wydarzenia są przejściowym epizodem, który się po prostu losowo zdarza. Nie dostrzegając w ogóle faktu, iż trwająca powódź jest rekordowa w ostatnich dziesięcioleciach.
Stan klęski żywiołowej może być wprowadzony dla zapobieżenia skutkom katastrof naturalnych lub awarii technicznych noszących znamiona klęski żywiołowej, oraz w celu ich usunięcia.
Za: Wikipedia
Ogłoszenie stanu klęski żywiołowej daje lokalnym władzom znacznie większe pole do walki ze skutkami powodzi – zaś podjęcie decyzji o klęsce już po opadnięciu wód, gdy ręce do pracy będą potrzebne przy skutkach, a nie przy zapobieganiu skutkom… cóż, każdy zna pewne słowa:
Lepiej zapobiegać niż leczyć
Wiadomo, że ktoś będzie musiał zabrać się za naprawę strat, oczyszczanie obiektów, dezynfekcję czy usuwanie martwych zwierząt, jednak czy lepiej patrzeć jak woda płynie, czy lepiej ogłosić stan klęski zawczasu i mieć większe pole manewru?
Odnoszę wrażenie, że nie tylko rząd, ale i opozycja w postaci PiSu woli zwlekać z ewentualnym ogłoszeniem klęski – jak wiadomo, stan klęski żywiołowej może trwać maksymalnie 30 dni oraz w ciągu 90 dni dni od zakończenia stanu klęski nie mogą odbywać się wybory lub referendum. Znaczyłoby to, że wybory prezydenckie odbyłyby się najpóźniej za około 4 miesiące.
Wydaje mi się, że jest to na rękę PO – aktualnie ich kandydat wyprzedza swojego największego konkurenta i jest w stanie wygrać w I turze według różnych sondaży. Reszta kandydatów praktycznie nie ma szans. Zadanie proste – mimo katastrofy na południu, wygrać wybory za wszelką cenę, jak najszybciej.
PiS również wydaje się nie kwapić do wywierania presji, by ogłoszono klęskę żywiołową – po 10 kwietnia poparcie dla tej partii mocno wzrosło, zaś Kaczyński goni Komorowskiego ledwie o kilka do kilkunastu procent. Gdyby wybory opóźnić o 3-4 miesiące, z pewnością poparcie dla Kaczyńskiego stopniowo zaczęłoby spadać.
Politycy dwóch największych partii wyglądają, jakby nie dostrzegali pewnych zdjęć – tego lub tego – ukazujących zalane tereny. Nikomu nie trzeba mówić, że powódź dotknęła setki tysięcy, jak nie miliony ludzi. Zdają się nie dostrzegać wagi sytuacji, grając powodzią – odkładając decyzję o ewentualnej klęsce na chwilę przed wyborami.
Do wyborów pozostał niecały miesiąc – zobaczymy, czy gdy woda opadnie rząd będzie mówił o „kosztownych skutkach powodzi”, czy o „kosztownej klęsce żywiołowej”…



Z tego co słyszałem to w moich okolicach nie było nigdy takiej wody jak w tym roku (u mnie na blogu w galerii są zdjęcia). Ale co się dziwić? Nic nie jest robione. Koryta małych rzeczek są zarośnięte, nie ma gdzie odprowadzać wody.
Dokładnie – zarówno rząd jak i opozycja grają powodzią. Dwie największe partie nie będą ruszać zadów do ogłoszenia klęski, jest im to po prostu nie na rękę. Woda opada, media zaczną przyciszać temat i wybory odbędą się zarówno po myśli PiS jak i PO.
Szczerze popieram podejście do sprawy. Swoją drogą, jeśli ktoś chce, może zrobić wszystko.
Podziwiam dzisiejszego dnia kibiców Lecha Poznań. Umówili się, zebrali dużą grupę osób i pędzili pomóc wzmacniać wały na Warcie.
Wielki szacunek dla nich z mojej strony :)
Pozdrawiam